JustPaste.it

Wɪᴇᴍ ᴛᴏ﹗ Jᴀ ᴢʀᴏʙɪę ᴡsᴢʏsᴛᴋᴏ ᴅʟᴀ ᴄʜᴡɪʟɪ I
ᴢᴀᴘᴏᴍɪɴᴀᴍ ᴏ ʟᴜᴅᴢɪᴀᴄʜ﹐
ᴋᴛᴏ́ʀᴢʏ sɪę ᴢɴᴏᴡᴜ ᴍʏʟɪʟɪ Tʏʟᴋᴏ ﹡﹡﹡﹡﹡﹗
Nɪɢᴅʏ ɴɪᴇ ᴍᴏ́ᴡ ᴍɪ﹐
żᴇ Mʏ ᴛᴏ ᴛᴇ ᴢᴅᴊęᴄɪᴀ﹐ ᴍᴏᴊᴀ ғᴏʙɪᴀ﹐
ғᴜɴ ɪ ᴘᴀᴘɪᴇʀ ɴᴀ sᴢᴋʟᴇ

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Spokojnie można było powiedzieć, spośród wszystkich tych zebranych w sali to właśnie nasza dwójka wyróżniała się na tle tych ludzi, ale najpierw żeby to dostrzec to trzeba było być chociaż odrobinę bardziej spostrzegawczym niż wtedy, gdy szuka się kolejnej, może tym razem pełnej butelki alkoholu. Wystarczyło skierować swój wzrok nieco wyżej, na parkiet, gdzie na samym środku tańczyła właśnie nasza dwójka i z taką partnerką czułem, że mógłbym przetańczyć całą noc, przez co na mojej gładko ogolonej twarzy pojawił się zawadiacki uśmiech i spojrzenie może za bardzo pewne siebie, ale będące tak bardzo moje. W tym momencie można było spokojnie stwierdzić, że w pewnym sensie wróciłem, chociaż jak dla mnie to robiłem i tak zdecydowanie za mało, ale chociaż ten drobny zamach jest dobrym początkiem, a co będzie później to się zobaczy. Obróciłem kobietą wokół jej osi, zaraz pewnie przyciągając do siebie, a jej spojrzenie powiedziało mi, że chyba jednak zrobiłem to zdecydowanie za mocno. Na jej komentarz, kącik ust mimowolnie powędrował znacznie wyżej, zaraz ukazując moje białe ząbki wbiłem swoje spojrzenie w jej ciemne oczy. - Tak bardzo nie wierzysz w moje możliwości i posądzasz o tym bardziej nieszczęśliwy wypadek? Smutno mi będzie... - odparłem pewnie sprawnie w tym czasie tańcząc spokojnie, równo, dając muzyce prowadzić naszymi ruchami. I choć może nieco wcześniej moja dłoń powędrowała by nieco bliżej jej jędrnych pośladków, tak teraz musiałem trzymać klasę i chociaż starać się nie kusić losu. Cynka już raz mi wybaczyła... kolejnej szansy na to nie dostanę... I tym razem nie miałem zamiaru tak tego koncertowo zjebać.

 

- I oczywiście, że cieszę się na twój widok, to takie dziwne? - odparłem puszczając jej zadziorne oczko, ale nie miało ono w sobie, ani trochę aluzji i tak miało zostać. Nie miałem zamiaru ukrywać przed kobietą tego co się działo ze mną przez czas kiedy widzieliśmy się ostatni raz w jej domu, chociaż nie mogę zaprzeczyć, że przywitała mnie dość... cieszącym oczy widokiem, bo jednak pomimo wieku to jej ciało idealne i nikt nie może temu zaprzeczyć. Może nie powinienem się z nią żegnać w taki sposób, albo po prostu wykluczać ze swojego życia doskonale wiedząc, że nasze losy i tak będą dążyć do tego, żebyśmy wraz ze sobą pracowali, widywali się i rozmawiali i cóż... może to pomaga nam obojgu, a Scarlet nie mogła temu zaprzeczyć... Widziałem jak na mnie patrzy i nie mówię tutaj oczami podniecenia, dziwnego pożądania... patrzyła na mnie oczami, które kieruje matka na swojego syna. Widziałem o jej stracie i być może jakieś moje wewnętrzne ja po prostu chce w podzięce za uratowanie życia, terapię wstrząsową, pomoc.... za to wszystko, w ramach podzięki być może chociaż w jakimś niewielkim procencie chciałem stać się dla niej synem. Mi natomiast wystarczyły jedynie jej oczy i słowa. Cóż... może już jest ze mnie stary koń, ale kiedy przez zdecydowaną większość swojego życia nie miało się matki... Ona mi dawała jej substytut. Byłoby miło, gdyby dalej chciałaby być nią dla mnie... a nawet jeśli nie to tak łatwo się ode mnie nie uwolni.

 

Przez jakiś czas nie odzywaliśmy się i tylko patrzyliśmy w swoje oczy poddając się muzyce, tańcząc pomiędzy obcymi sobie ludźmi, wirując, odsuwając się od siebie, znów będąc blisko, aż w końcu muzyka nagle się zatrzymała, a ja przyciągając do siebie kobietę, nieco się zniżyłem i chwytając ją za udo, przesunąłem dłoń w stronę jej kolana układając, odsłoniętą nogę partnerki na wysokość biodra, drugą rękę cały czas płasko trzymając na jej plecach nie pozwalając odsunąć nawet o milimetr. Dopiero kiedy zapowiedziano przerwę puściłem Scarlet pozwalając się odsunąć, ale zaraz zabrałem ją za rękę prowadząc na zewnątrz wiedząc, że za niedługo wybuchnie zbyt duże zamieszanie. Zabrałem nasze rzeczy, na ramionach kobiety zarzucając marynarkę, żeby chociaż trochę osłonić ją od nocnego wiatru. - Zapraszam, jak już się napatoczyłem to cię chociaż odwiozę, co ty na to? - zapytałem uśmiechając się lekko w jej stronę otwierając przy tym drzwi swojego samochodu od strony pasażera, wyciągając rękę w jej stronę chcąc pomóc jej wejść. - Chyba, że chcesz się przebrać i idziemy się napić?

 

0bb108d2e6a4586689d0eba01cdc2aaa.jpgbe41a9c461932af51e0c0a76ecce7c68.jpgc6cc82991a112da164267041283209b3.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━