JustPaste.it

                            

________________________________________________________________________________________

Obraz odzianego w czerń mężczyzny, którego sylwetka odbijała się w szybie, tańczył w jej oczach niczym ogień, który trawił jej duszę. Choć nie ulegało żadnej wątpliwości, że jego popisowe pożegnanie wywołało na jej ustach drobny uśmiech, który towarzyszył jej przed dłuższą chwilę, to wkrótce wyraz jej twarzy został spowity w mroku. Tym razem miało być zupełnie inaczej. Scarlet wiedziała, że to prawdopodobnie było ich ostatnie spotkanie. Chociaż jeśli kiedyś miało się pojawić kolejne, to tylko, gdy jedno z nich znajdowałoby się już w czarnym worku. Kobieta nie miała zamiaru złamać danego słowa, dlatego usilnie wypierała z świadomości jego osobę i to co kiedykolwiek ich łączyło. Nie pierwszy raz przychodziło jej godzić się z losem, któremu wewnętrznie się sprzeciwiała, dlatego tym łatwiej było jej przyswoić aktualny stan rzeczy.

 

*** 

Jeśli było coś po czym można było poznać, że Scarlet Perry powinna była urodzić się mężczyzną, to należało zacząć od tego, że od dziecka nienawidziła sukienek. Oczywiście do pełnej argumentacji należało dołożyć również daleko idące umiejętności walki wręcz, obsługi broni czy siły taktycznej, która była dużo większa niż u niejednego faceta, jednakże zabrakło jej najważniejszego. Chuja. Nawet jeśli jej mentalny fiut był dużo większy, niż członki wszystkich marketingowych hien, które znajdowały się na integracyjnym bankiecie, to w dalszym ciągu była to znacząca różnica, która dawała jej jednak duże pole do manewru. Perry doskonale potrafiła manipulować męskimi odczuciami i skrupulatnie owijała sobie facetów wokół palca, robiąc to z pełną świadomością co do swojej atrakcyjności. Tego wieczoru jej zadanie było proste. Brunetka musiała jedynie nawiązać kontakt z odpowiednim osobnikiem i zdobyć kartę dostępu, która ułatwi jej przedostanie się do innego z ich biurowców.

 

Kobieta sunęła po marmurowych schodach w czarnej sukni, która okalała idealnie jej sylwetkę od dekoltu po samą talię. Dalej materiał układał się w klosz z rozcięciem po prawej stronie, które odsłaniało jej smukłą nogę prawie do samej pachwiny. Uroku dodawała jej jednak dziewczęca fryzura, która opadała miękko na jej drobne ramiona, dzięki czemu Perry wyglądała na nieco głupiutką i potrzebującą pomocy. Taki wizerunek pozwalał jej na łatwe zawiązanie znajomości i uzyskanie tego co było jej potrzebne. Nie dało się też ukryć, że brunetce zależało na jak najszybszym uwolnieniu swojego ciała z tego więzienia zwanego kobiecością i ucieczki do swojego azylu.  

 

— Panna Hudson? — wysoki głos skierowany w jej stronę zwrócił uwagę na swojego właściciela, dlatego Scarlet zerknęła urokliwym spojrzeniem na swojego rozmówcę, który okazał się dość wysokim blondynem z przyjazną aparycją.

— Tak. Z kim mam przyjemność...? — kobieta udała zakłopotaną i drżącym ruchem dłoni odgarnęła włosy za ucho, spuszczając przy tym wzrok. Pan Kane zdecydowanie jej nie zawiódł i od razu pozwolił sobie na dużo więcej niż powinien. Brązowooki zatrzymał dłoń na jej podbródku i uniósł jej twarz ku górze, aby mogła na niego spojrzeć. Zaraz potem mężczyzna ukazał jej rząd białych zębów i złapał ją pod ramię, prowadząc w kierunku lady z alkoholami.

 

***

Perry dostała kartę znacznie szybciej niż się spodziewała. Gangsterka zerknęła jeszcze z politowaniem na leżącego przed nią faceta z rozpiętym paskiem, który wcześniej został uśpiony i skierowała się do wyjścia z pomieszczenia, które było oddzielone od głównej sali. Kiedy brunetka zamykała za sobą drzwi, nagle wyrosła przed nią niska czarnulka, której wzrok poleciał na wystające nogi, które dostrzegła w szparze pomiędzy futryną a drzwiami. Scarlet od razu zorientowała się, że dziewczyna zobaczyła za dużo, jednak nie miała zamiaru panikować, dlatego uniosła jedynie palec wskazujący do ust, który do nich przyłożyła i zawiesiła na niej porozumiewawcze spojrzenie.

— Ciii... — szepnęła tylko krótko, na co młódka kiwnęła jej głową w ramach potwierdzenia i zniknęła spiesznie w tłumie. Scarlet również zaczęła się przeciskać do wyjścia, jednak zanim jej się to udało, na sali rozbrzmiała melancholijna, powolna melodia, zaś jeden z obecnych porwał ją do tańca. Brunetka musiała zachowywać pozory, dlatego nie zaprotestowała. Kiedy Perry miała się już urwać z tej wątpliwie przyjemnej imprezy, na jej drodze znów stanął on. Pierdolony Joel Grenard. Czy oni nigdy nie odpuszczają? Młodzieniec przycisnął ją do siebie na tyle mocno, że brunetka poczuła koniec od lufy tuż poniżej swojego brzucha.

— Znów miałeś jakiś wypadek czy tak bardzo się cieszysz na mój widok? — wypaliła niemal od razu i wzniosła brew ku górze, kiedy grymas chłodu wykrzywił jej twarz na tyle mocno, że jej rysy znacznie spoważniały. Jej serce wysyłało jej serię sprzecznych sygnałów. Perry sama nie wiedziała czy powinna była się cieszyć, czy pojawienie się Grenarda znów zwiastowało kłopoty. 

________________________________________________________________________________________