JustPaste.it

Fʀɪᴇɴᴅꜱʜɪᴘ ɪꜱ ᴀ ʙɪᴛᴄʜ                                

Bᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴍᴏꜱᴛ ʙᴇᴀᴜᴛɪғᴜʟ                                

________________________________________________________________________________________

Przeszywająca cisza rozdzierała jej duszę od środka. Scarlet czuła się jakby zobaczyła ducha, jakby nawiedził ją ktoś, kto w jej głowie już dawno umarł i powinna była więcej go nie zobaczyć. Spojrzenie kobiety błądziło niepewnie po sylwetce przyjaciela, jakby nie do końca dowierzała, że on rzeczywiście tam był. Prawdę mówiąc Perry sama nie wiedziała czego powinna się po nim spodziewać. Umysł Grenarda był niczym burza, potrafił zabijać samą swoją doniosłością, jednakże gdzieś w głębi siebie, brunetka przeczuwała, że to nie był jeszcze ten moment, że Joel zaplanował coś zupełnie innego, albo wręcz przeciwnie, nie zaplanował nic. Wkrótce jej wątpliwości zostały rozwiane. Czarnowłosy mężczyzna postanowił uchylić jej rąbka tajemnicy i puścił lakoniczny komentarz na temat jej śnieżnobiałego dywanu. Ten specyficzny dobór słów spowodował, że na ustach kobiety pojawił się zawadiacki, ale i równie prześmiewczy uśmieszek. Ten ruch zmusił ją również do odpowiedzi, dlatego też wykonała kilka kroków w jego kierunku i zabrała od niego szklankę z brunatnym alkoholem, który już po chwili wylądował w jej ustach. 

 

— Znasz mnie. — stwierdziła dość dosadnie, po czym dodała. — Wiesz więc, że w moim domu znajdują się miejsca z których bez problemu można się pozbyć ciała. — skwitowała zaczepnie, sugerując mu w ten sposób, że wcale nie chodziło o dywan. Oczywiście nie ulegało żadnej  wątpliwości, iż był to całkiem niezły żart, który rozbawił nawet ją, wiecznie pochłoniętą w mroku. Mimo to brunetka nie dała nic po sobie poznać i pozwoliła mu mówić dalej. Jego słowa, choć wydawały się być szczerze, nie były wszystkim. W zakamarkach jego umysłu kryło się coś jeszcze, coś do czego Joel nie chciał się otwarcie przyznać. Niestety Scarlet znała go dużo lepiej, niż mogło mu się wydawać. W jednej sekundzie potrafiła rozpoznać, kiedy próbował ją okłamać lub coś przed nią zataić. Kiedy młodzieniec ruszył w kierunku drzwi, pomieszczenie natychmiast wypełniło się jej głośnym i równie nerwowym śmiechem. Perry nie mogła uwierzyć, że ten gnojek usiłował nią manipulować.  

— I tylko po to tu przyszedłeś? — zapytała retorycznie, gdyż była pewna, że to nie był prawdziwy powód, a przynajmniej nie do końca. Brunetka potrząsnęła głową w akcie dezaprobaty i ponownie zaśmiała się pod nosem. — W porządku. — mruknęła po chwili od niechcenia. — Idź już, bo spóźnisz się na pociąg. — podsumowała ironicznie, po czym nazbyt silnym ruchem odstawiła szklankę na blat, która odpowiedziała jej głośnym dźwiękiem zderzenia. Perry nie miała zamiaru go wypytywać ani za nim biegać. Poza tym z tyłu głowy kołatała jej obietnica, którą złożyła jego młodszemu bratu. Kobieta pozostawiła go samemu sobie. Mógł uciec lub zostać. To była wyłącznie jego decyzja. Scarlet już raz posunęła się do tego, aby zdecydować za niego, jednakże zrobiła to dla wyższej konieczności. I poskutkowało. Jednocześnie w tamtym momencie obiecała sobie, że zrobiła to ostatni raz i nie będzie się już wtrącać.

 

— Kutas. — mruknęła do siebie i odwróciła się od niego, wracając do swoich wcześniejszych zajęć. Kroki zaniosły ją wprost na obszerny balkon, który znajdował się tuż przy jej sypialni. Na parapecie od zewnętrznej strony czekał już na nią jej ulubiony zestaw palacza. Metalowa zapalniczka, paczka papierosów oraz szklanka popielniczka. Brunetka przystanęła więc w progu i wyciągnęła z opakowania jednego papierosa, którego wsunęła między swoje wargi. Po chwili ogień zapalniczki rozpalił tytoń w fajce, zaś Scarlet mogła zaciągnąć się nikotynowym dymem. Nim kobieta całkowicie oddała się nikotynowej przyjemności, zbliżyła się jeszcze bliżej werandy i skocznie niczym kot, znalazła się na jej górnej obręczy, przysiadając na niej tyłkiem. W ten sposób jej sylwetka była zwrócona przodem do okna, zaś jej plecy oświetlał jedynie blask księżyca. Perry lubiła tak spędzać wieczory, oczywiście przy założeniu, że nie miała akurat żadnych zleceń. Praca od lat była dla niej wszystkim, dlatego w pełni się jej oddawała, choć z pewnością nie działało to zbyt dobrze na jej psychikę. Przez całe swoje życie, brunetka poznała całą masę ludzi i niestety większość z nich była już martwa. Kiepska to statystyka, jednakże takie były realia. Biorąc pod uwagę, że Joel był prawdopodobnie jej jedynym przyjacielem, kobieta cieszyła się, że udało mu się wrócić do jego poprzedniego stanu. Był w końcu tym, kim chciał być i z kogo był dumny. Przestał być bezbronną marionetką, która nie potrafiła sobie poradzić przez wydarzenia, które go niedawno dotknęły. Stał się w końcu silniejszy, niż kiedykolwiek był i najpewniej, niż kiedykolwiek będzie. Mimo to jego zachowanie budziło w niej pewien niepokój. I nie chodziło wcale o to, że odczuwała względem niego strach. To było coś dużo bardziej złożonego, czego Perry sama nie potrafiła jeszcze do końca zrozumieć. 

________________________________________________________________________________________