JustPaste.it

Fʀɪᴇɴᴅꜱʜɪᴘ ɪꜱ ᴀ ʙɪᴛᴄʜ                                

Bᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴍᴏꜱᴛ ʙᴇᴀᴜᴛɪғᴜʟ                                

________________________________________________________________________________________

Rozdzierający krzyk odbił się echem po ogromnej hali, pozostawiając po sobie nieprzyjemną aurę. Perry powiodła spojrzeniem po sylwetce przyjaciela, jednak już po chwili musiała oderwać od niego wzrok. Przeraźliwie zdezorientowanie oraz łamliwe łkanie wydobywające się wprost z trzewi Grenarda, przyprawiało ją o silne ukłucie bólu. Kobieta była przekonana, że musiała tak postąpić, ale czuła również, że zawiodła. Zawiodła jego zaufanie. Zniszczyła jedyne w co wierzył i zniweczyła jedyne na czym mu zależało. Pewnie seria niepotrzebnych myśli, która nawiedzała natarczywie jej umysł, trwałaby bez końca, jednak młody mężczyzna zdecydował w końcu, by skupić na niej swoją uwagę. Jego oczy były wtedy pełne wściekłości. Gołym okiem było widać, że targała nim wyłącznie chęć dokonania rzezi. Nagle wróciły wszystkie jego zdolności. Te, które Scarlet tak doskonale znała. I trzeba było otwarcie przyznać, że brunetka musiała się nieźle nagimnastykować, aby odeprzeć każdy z zadawanych przez niego ciosów. Perry mogła bez problemu wziąć nogi za pas i rozpłynąć się we mgle, jednak jej decyzja okazała się być zgoła odmienna. Bez chwili namysłu kobieta pozwoliła się obezwładnić, natomiast znacznie przewyższający ją wzrostem młodzieniec bez trudu powalił ją na ziemię. W tamtym momencie Scarlet przestała się bronić. Była wojskowa zawiesiła swoje nienagannie zobojętniałe spojrzenie na oczach swojego oprawcy i czekała cierpliwie na jego ruch. Jej postawa była stoicko spokojna. Kobieta nie odczuwał strachu względem jego osoby, nawet jeśli miałoby to dla niej znaczyć koniec. W końcu mężczyzna przemówił. Jego twarz znajdowała się tak blisko jej ust, że brunetka odczuwała jedynie ciepły, syczący wręcz oddech, który odbijał się od jej policzka niczym od ściany. Grenard tylko w jednym się pomylił. Scarlet wcale tego nie chciała. Kobieta nigdy nie życzyła mu takiego życia i tak było do tej pory. Prawdę mówiąc to on tego chciał. On chciał być zabójcą, on czuł się najlepiej z takim obrazem własnego ja. Perry odradzała mu to na każdym kroku, ale musiała też uszanować jego wybór. Poza tym... poza tym nie mogła patrzeć jak z każdym dniem się zabijał. Jak brnął na samo dno piekła. Jak z każdą sekundą coraz bardziej umierał za życia. Brunetka posłała mu ostatnie, krótkie spojrzenie i podniosła się na równe nogi, nim Joel zdążył zmienić zdanie. Kiedy kobieta znikała coraz głębiej w otchłani mroku, do jej uszu wdzierał się jeszcze rozdzierający jęk bezsilności, który miał tam zostać już na zawsze.

 

***

Osłona nocy skąpała jej twarz w księżycowym blasku, który dostawał się ukradkiem przez szparę dzielącą roletę od szyby. Jej umysł znajdował się w objęciach samego Morfeusza przez co jej oddech wydawał się być wręcz niesłyszalny. Wkrótce jej niezmącony dotąd spokój został gwałtowanie przerwany przez dźwięk wibrującego na nocnej szafce telefonu. Scarlet rozchyliła niechętnie powieki, wyciągnęła dłoń w kierunku komórki i zerknęła na wyświetlacz. W jednej sekundzie jej ręka zawisła w powietrzu. Kobieta wyraźnie się zawahała, jednak w końcu wzięła telefon, przesunęła zieloną słuchawkę w prawo i przyłożyła głośnik do ucha.

— Em... — głos w słuchawce zamilkł na chwilę, pozostawiając swego rozmówcę w niezręcznej ciszy. — Ja... Ja chciałem tylko... Mieliśmy umowę. — wypalił w końcu bezpośrednio i ciągnął dalej nie dając jej szansy na odpowiedź. — Zadziałało... znaczy w pewnym sensie, potrzebuje jeszcze trochę czasu, ale jest zupełnie inaczej. Jego spojrzenie jest zupełnie inne, takie... żywe? — zapytał retorycznie i urwał niespodziewanie, jakby nie był pewien jak jej to powiedzieć.

— Pamiętam. — uprzedziła go dość chłodnym tonem i krótko dodała. — Umowa to umowa. Więcej mnie nie zobaczy. — brunetka zacisnęła mocno usta i się rozłączyła. Usłyszała już to co miała usłyszeć, a młodszy brat Grenarda postawił jej jasny warunek. Scarlet była honorowa, więc ani myślała, żeby złamać dane mu słowo. Taka już była. 

 

***

Miniony dzień okazał się być jednym z trudniejszych w jej życiu. Jedyne o czym marzyła Perry, to wrócić do domu i wziąć gorący prysznic. Tuż po przekroczeniu progu drzwi dokładnie tak zrobiła. Kolejne części garderoby były zrzucane w trakcie jej spaceru do łazienki. Nim Scarlet dotarła do pomieszczenia, była już całkiem naga. Wkrótce kurek z ciepłą wodą został ustawiony do odpowiedniej temperatury, zaś sama zainteresowana mignęła jeszcze zarysem swojej sylwetki w lustrze i wgramoliła się od niechcenia pod prysznic. Ciepły strumień wodny okazał się być jak ostrze. Kobieta czuła, jakby po jej ciele spływały kolejne cienkie igiełki. Brunetka przymknęła lekko oczy i zmoczyła całkowicie swoje włosy, które nabrały jeszcze ciemniejszej barwy. Na skutek wszechogarniającego ją ciepła na jej policzki wkroczyły bladoczerwone rumieńce, które ozdobiły dziewczęco jej twarz. I wtedy do jej uszu wdarł się alarm w telefonie, który spoczywał na umywalce. Perry zmarszczyła brwi ze zdziwieniem i uchyliła kabinę, aby zerknąć co się wydarzyło. Ku jej zaskoczeniu wszystkie jej zabezpieczenia zostały ominięte. Ktoś włamał się do jej domu. Mógł to zrobić tylko jeden człowiek. Tylko on posiadał na tyle odwagi, by dać jej cynk, iż wszelkie środki bezpieczeństwa zostały złamane. Scarlet wymknęła się niepostrzeżenie z kabiny prysznicowej i owinęła się szczelnie ręcznikiem, następnie opuszczając pomieszczenie. Jej mokre stopy przyklejały się specyficznie do śliskiego podłoża, kiedy przemierzała kolejne korytarze. W końcu kroki zaniosły ją wprost do salonu. W wielkim balkonowym oknie rysowała się rosła, męska sylwetka ukryta w mroku. To był on. Joel Grenard. Choć Perry praktycznie go nie widziała, była pewna, że to on.   

— Mogłeś użyć drzwi. — wypaliła zaczepnie, choć nie miała na myśli nic złego. Prawdę mówiąc kobieta spodziewała się, że to kiedyś nastąpi i była na to gotowa. W zasadzie to była nawet wdzięczna, że zrobi to właśnie on. Niczym jej równy. Perry prześwidrowała go wzrokiem, jakby chciała dostrzec w ciemnościach jego twarz, po czym zgarnęła z fotela świeżo upraną bieliznę i niczym niewzruszona opuściła na ziemię swój ręcznik, oświetlona blaskiem przydrożnej latarni, której światło wdzierało się do salonu. Scarlet nie chciała umierać naga, dlatego wciągnęła na tyłek damskie bokserki i nałożyła bokserkę, która w odpowiedzi na jej mokre ciało, całkowicie do niej przylgnęła. Kiedy była już ubrana, stanęła przed nim w bezpiecznej odległości, oczekując na wyrok.   

________________________________________________________________________________________