Fʀɪᴇɴᴅꜱʜɪᴘ ɪꜱ ᴀ ʙɪᴛᴄʜ
Bᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴍᴏꜱᴛ ʙᴇᴀᴜᴛɪғᴜʟ
________________________________________________________________________________________
Pustka. Poczucie nicości i braku sensu. Dokładnie tyle można było dostrzec w jego oczach. Kobieta posłała mu jeszcze jedno znaczące spojrzenie, po czym opróżniła ostatni tego wieczora kieliszek szkockiej. Jej wzrok stał się wtedy równie nieobecny. Joel potrzebował czegoś więcej niż impulsu i zdawało się, że był tylko jeden sposób, aby pomóc mu się obudzić. Tęczówki gangsterki na momencie zaiskrzyły żywym ogniem, jednak to nie był jeszcze odpowiedni moment. Brunetka poklepała go jeszcze po ramieniu i wysiliła się na słaby uśmiech, który już na zawsze miał zapaść w jego pamięci. To co chciała zrobić Perry było wyjątkowo niebezpieczne i mogło się bezpośrednio wiązać z jej śmiercią.
***
— Pojebało Cię? — dopytał z niedowierzaniem, krążąc nerwowo po pomieszczeniu. Wokół jego sylwetki obracały się równie zdezorientowane psy, które wyjątkowo przypominały swojego Pana. — Nie zrobię mu tego... nie mogę.
— Już zrobiłeś. — skwitowała pewnie, ponieważ musiała w jakiś sposób wjechać mu na ambicję. Mezo był jedynym punktem zaczepienia, który mógł doprowadzić starszego z Grenardów na szczyt. — Wybaczy Ci. Jesteś jego bratem. W najgorszym przypadku mnie znienawidzi albo zabije. Wszystko mi jedno, liczę się z tym. — kobieta wzruszyła nieznacznie ramionami i zawiesiła spojrzenie na jego jasnych tęczówkach, które raziły ją wręcz swoim chłodem.
— Jebać to... zgadzam się, ale pod jednym warunkiem...
***
Jesienny powiew wiatru skąpał jej twarz w chłodzie i niepewności. Kobieta miała dużo więcej obaw, niż na początku, jednak nie było już obrotu. Perry zwabiła Joela do wcześniej przygotowanego magazynu, wykonując do niego niedbały telefon. Scar wiedziała, że wbrew wszystkiemu, mężczyzna w końcu się pojawi.
Tyk. Tyk. Tyk. Odgłos starego zegara wahadłowego rozbrzmiewał w jej głowie, jakby odliczał jej ostatnie chwile życia. W końcu zza kotary wyłonił się starszy z Grenardów, który zmierzał od niechcenia w jej kierunku. Perry wyraźnie dostrzegała, że młodzieniec nie miał pojęcia co jest grane. I dobrze. Dokładnie taki był jej zamysł.
— Czas żebyś wziął się w garść. — wypaliła zaczepnie, po czym zbliżyła się do niego i sprzedała mu mocny cios prosto w szczękę, która odpowiedziała jej ciemnoczerwoną krwią. — Po co tu przyszedłeś? — młody mężczyzna wpatrywał się w nią beznamiętnym spojrzeniem, które było martwe za życia. Brunetka odczekała jeszcze kilka sekund i ponownie wymierzyła mu jeszcze mocniejszy cios. — Pytam po co tu przyszedłeś? — rzuciła podniesionym głosem w jego kierunku i nie czekając już na odpowiedź, na dłoń nałożyła kastet i zaczęła go nim okładać. Joel najprawdopodobniej nie spodziewał się takiego ataku. Chronił się jedynie przed kolejnymi uderzeniami, choć w zasadzie Scarlet sama nie wiedziała po co, skoro od miesięcy sprawiał wrażenie jakby chciał umrzeć. Zanim kobieta zdążyła zaserwować mu kolejną serię, zgodnie z planem do pomieszczenia wpadł młodszy z Grenardów.
— Zostaw go! Co Ty odpierdalasz? — wrzasnął rozwścieczonym głosem, a następnie dopadł do brata, który przecierał krew z poszczególnych części swojego ciała.
— Nie wpierdalaj się, to nie Twoja sprawa. — odburknęła tylko, po czym złapała młodszego za materiał od kurtki i odepchnęła go tak mocno, że odbił się plecami od tynkowanego filaru, który pozostawił na nim białe ślady.
— Tak mu nie pomożesz, Ty głupia suko! Daj mu spokój! Nam daj spokój! Jedyne w czym mu możesz pomóc, to przy wpędzeniu go do grobu! Słyszałem o Tobie. Znam Twoją historię. Pieprzona dziwka, która nie potrafiła nawet ochronić swojej rodziny...
— Zamknij się! — warknęła w odpowiedzi, jednakże Mezo ani myślał, żeby przestać i zaczął niebezpiecznie się do niej zbliżać.
— Wszyscy przy Tobie giną. Twój mąż, Twój Ryan, Twój syn i Twoja cór... — urwał niespodziewanie, gdyż w jego klatce piersiowej wylądowała ówcześnie przygotowana kulka. Perry musiała przyznać, że jego zdolności aktorskie były mistrzowskie. Młodzieniec odchrząknął kilka razy ciemnawym płynem i osunął się powolnie na ziemię. Wyglądał jakby pękło mu serce, zresztą dokładnie tam Scarlet posłała pocisk. Fałszywy, jednak Joel nie mógł tego wiedzieć. Mezo doskonale odegrał swoją rolę. Pocisk dodatkowo miał za zadanie go uśpić. Maksymalnie wytłumić wszelkie oznaki życiowe, aby zabójstwo wyglądało na prawdziwe. Teraz pozostawało czekać. Czekać na to co zrobi Joel. Czekać na śmierć.
________________________________________________________________________________________