JustPaste.it

Fʀɪᴇɴᴅꜱʜɪᴘ ɪꜱ ᴀ ʙɪᴛᴄʜ                                

Bᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴍᴏꜱᴛ ʙᴇᴀᴜᴛɪғᴜʟ                             

________________________________________________________________________________________

Każde kolejne słowo było dla niej jak sztylet prosto w serce. Scarlet czuła jak w powietrzu unosi się zapach dymu papierosowego ze stęchlizną, który usilnie dostawał się do jej nozdrzy. Nieprzyjemna mieszanka powodowała, że kobiecie robiło się niedobrze. Niestety jej kiepski stan potęgował się również na skutek rosnącego w niej niepokoju. Joel nawet nie zdawał sobie sprawy jak dużo było jej wiadomo. Mężczyzna nie miał pojęcia dlaczego brunetka zdecydowała się przyjąć robotę od jego szefa, dlaczego zgodziła się, aby co noc go pilnować. Niewątpliwie Perry miewała przebłyski człowieczeństwa, ale nie były one na tyle silne, aby przekonać ją do tak szlachetnych czynów. Dochodziła jeszcze kwestia tego, że młody Grenard był jej bliski, ale to nie mogło wtedy wystarczyć. Prawda była taka, że Scarlet czuła się winna. Winna jak cholera.

         ⠀⠀

— Byłam tam. — odparła cicho, po czym zaśmiała się nerwowo pod nosem. Jej wzrok zawisł na dopiero co napełnionym kieliszku szkockiej, po który sięgnęła niepewnie palcami. Na moment jej ręka zawisła nad alkoholem, zaś spojrzenie przypominało martwe. Perry się zawahała. Nie była pewna czy powinna była zaczynać ten temat. Może byłoby lepiej gdyby nie wiedział. Może powinna wstać i już nigdy nie wracać. Brunetka była przekonana, że znajomość z nią była najniebezpieczniejszym elementem jego życia. Młodzieniec sam przyciągał do siebie kłopoty, zaś jej obecność mogła to tylko potęgować. W ten sposób z pewnością nie był w stanie uchronić swoich najbliższych. No dobrze, decyzja podjęta. Podnosisz go na nogi, a potem prędko znikasz i nie wracasz. Scarlet posłała mu przelotne, wymijające wręcz spojrzenie, którego nie chciała na nim zawieszać. Zbyt łatwo mógł ją przejrzeć. Gangsterka przybrała ponownie maskę pozorów, która towarzyszyła jej na początku, po czym opróżniła zawartość swojego kieliszka. Mocny trunek momentalnie rozpalił jej gardło, więc kobieta mogła przejść do rzeczy.  

         ⠀⠀

— Tak. — powtórzyła, jak gdyby jej rozmówca miał nie dosłyszeć. — Byłam tam. Znam tą historię... ale nie z opowieści Joel... widziałam to na własne oczy. — przyznała całkiem szczerze, choć nie była dumna ze swojego zachowania. Perry zawiesiła wzrok na oczach swojego rozmówcy, z których nie dało się zbyt wiele odczytać. — I nic nie zrobiłam. Odwróciłam się na pięcie i zniknęłam. — wzruszyła nieznacznie ramionami i przesunęła spojrzeniem po otoczeniu. — To dlatego każdej nocy wracałam do szpitala, to dlatego dałam się przekonać Twojemu szefowi i dlatego nie wzięłam za to nawet funta. — podsumowała pospiesznie, jakby bała się, że mężczyzna zaraz wstanie i odejdzie, choć nie było to jedynym, co miała mu do zakomunikowania. Trzeba było przyznać wprost, że Perry też dała dupy i wiedziała o tym doskonale. Mogła włączyć się do akcji, ale zamiast tego, kiedy zobaczyła na terenie znajomą twarz, wolała odpuścić. Oczywiście kobieta nie mogła przewidzieć tego co stanie się potem, ale dokonała takiego, a nie innego wyboru i musiała z tym żyć.

         ⠀

— Proszę Cię Joel... nie bądź dzieckiem. — brunetka przewróciła teatralnie oczami i ponownie się nad nim nachyliła, aby wbić mu cokolwiek do tego zakutego łba. — Odsunęli Cię i co? Myślisz, że to już koniec? — prychnęła pogardliwie pod nosem i przeniosła spojrzenie wprost na jego oczy. — Przecież szef mógł Cię zostawić na pastwę losu, żebyś zgnił w tym pierdolonym szpitalu. A jednak tego nie zrobił i dał Ci ochronę...  po co? Żeby Ci kurwa przyjemnie było? Nie. W dalszym ciągu jesteś cennym nabytkiem, tylko... tylko w chuj zgubionym. —stwierdziła dość bezpośrednio nie przejmując się tym czy mężczyzna chciał to w ogóle usłyszeć. — Jesteś w kompletnej rozsypce, jak Ci dać jakiekolwiek zlecenie, jeśli trzęsiesz portkami przed samą myślą o tym, że możesz się stać tym kim byłeś kiedyś? — dopytała, choć nie oczekiwała od niego żadnej odpowiedzi. — Musisz odpuścić, rozumiesz? Nie masz wpływu na czyjeś wybory i nie możesz wszystkiego kontrolować. Myślisz, że gdybyś odmówił bratu zabrania go na akcję, to potulnie tupnąłby nogą i poszedł do domu? Nie. To on podjął tą decyzję Joel. Bez względu na Ciebie. Gdybyś mu nie pozwolił, prawdopodobnie zrobiłby to sam. Rozumiesz w czym rzecz? — przerwała na moment, aby dać mu chwilę do namysłu. Kiedy jego twarz w żaden sposób się nie rozjaśniła, Perry kontynuowała. — Byłam tam, kurwa.. rozumiesz? I nic nie zrobiłam. Dokonałam chujowego wyboru, ale to była moja decyzja. Nie mogę Cię za nią obwiniać. Nieważne co mi kiedyś zrobiłeś, albo czego nie zrobiłeś. Dałam kurwa dupy, poczucie winy zżerało mnie od środka, ale to już teraz nic nie da. Nie mogę cofnąć czasu. Mogłam podłączyć się do Waszej akcji, zamiast tego wolałam nie pokazywać Ci się na oczy i się wycofać. Potem słyszałam tylko wybuch, ten cholerny hałas, ale było już za późno. I wiesz co jest najgorsze? Ja wcale w tym momencie nie patrzę na Ciebie z litością czy współczuciem. Jestem wściekła, bo tak naprawdę to nie ten granat rozjebał Ci łeb. Ty to robisz. Każdego dnia i tak cały czas w kółko. Jeśli nie uwolnisz swoich myśli, to nigdy nie będziesz nawet w połowie tak dobry, jak byłeś przed tym zleceniem... — skwitowała wyjątkowo ubarwionym tonem i uderzyła otwartą dłonią w blat stolika. W trakcie kilku sekund jej twarz nabrała dużo poważniejszego wyrazu, zaś jej oczy znacznie poczarniały. Choć jej wzrok był nadal utkwiony w jego różnobarwnych aktualnie tęczówkach, to samo spojrzenie było nieobecne, jakby znajdowało się w innym wymiarze. Perry wstała nagle z impetem, aż krzesło, na którym siedziała przewróciło się do tyłu, zaś ona sama wymknęła się przed lokal, po drodze odpalając papierosa. Kobieta nie miała zamiaru uciekać, ale chyba chciała mu dać czas, aby sam mógł wszystko przemyśleć.  

________________________________________________________________________________________