JustPaste.it

Nɪᴇ ᴍᴀᴍ ᴘᴏᴊęᴄɪᴀ﹐
ᴄᴏ sɪę sᴛᴀłᴏ ᴢᴇ ᴍɴą
Cᴏś ᴢᴀᴍɪᴇɴɪłᴏ śᴡɪᴀᴛłᴏ ᴡ ᴄɪᴇᴍɴᴏść
﹣ ɴᴇɢᴀᴛʏᴡ

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Czułem się jak dziecko. Dziecko, które pomimo wątpliwości co do słuszności swoich czynów i tak postąpiło na przekór rozsądkowi pokazując wszystkim dookoła, że nie potrafi podejmować właściwych decyzji. Teraz musi świecić oczami przed swoimi rodzicami i słuchać jak bardzo ich zawiódł. Szlaban dla dziecka jest najwyższym wymiarem kary, tak jak dla mnie zawieszenie w działaniach gangu. Zostałem całkowicie wykluczony, skreślony, niczym wyrzutem. Nic nie znaczący i nie warty uwagi śmieć. Nagle wszyscy wokół zapomnieli o moich zasługach. O tym ile żyć mam na sumieniu, ile pieniędzy zarobiłem dla wspólnego dobra, ile żyć uratowałem. To wszystko zostało zepchnięte na dalszy plan, by ostatecznie zostać skreślone z listy dokonań na rzecz gangu. Teraz zostałem tym zabójcą, a nazwisko Grenard z określeniem ten starszy nie jest synonimem szacunku i respektu, nie budzi już strachu. Teraz ludzie wytykają mnie palcami, a raczej by to robili, gdyby tylko spotkali mnie na własne oczy w bazie, a nawet na ulicy. Nie bez powodu siedziałem zamknięty w swoim pokoju, nie pokazując się na oczy nawet własnemu bratu. Czułem się jak małe dziecko, które zrobiło coś naprawdę żenującego i teraz ciągle o tym myśli. Jest jednak różnica pomiędzy mną, a dzieckiem. Dziecko zapomni, nie odbije się to na nim w jakiś znaczący sposób, a nawet jeśli to po latach będzie się z tego śmiać. Ja nigdy nie zapomnę i będzie się to za mną ciągnęło do końca tego pojebanego życia... Nawet choćbym chciał... ten stan rzeczy już nigdy się nie zmieni.

 

- Łatwo powiedzieć... - odparłem polewając nam po następnej kolejce szkockiej. Najchętniej wychyliłbym całą zawartość butelki, ale to może jednak nie przy niej. Już pewnie i tak planuje mi suszyć głowę. - Nie należę do tych, którzy otaczają się tłumem ludzi... a moim wypadku to niebezpieczne posunięcie... więc... zostałaś mi ty... i mój brat... - powiedziałem spuszczając głowę i z beznamiętnym spojrzeniem lustrowałem kieliszek wypełniony miodową cieczą. Miałem dosłowną pustkę w głowie. Wszystko to co siedziało w niej do tej pory, zniknęło. Zapomniałem co to znaczy być ostrożnym i obserwować okolicę. To wszystko wydawało się być dla mnie tak bardzo abstrakcyjne, że aż głupie i niepotrzebne. Nie sądziłem, że kiedykolwiek stanie się w moim życiu coś takiego, przez co straciłem wszystko to co w sobie miąłem. Jeden błąd. Jedna zła decyzja. Ten jeden raz kiedy powinienem być jak zawsze twardy i stanowczy... zmiękłem... Może przez to, że przez zbyt długi czas musiałem być twardy, teraz ukazała się w tym moja słabość, albo po prostu to działo się już dłużej. Lawina katastrofy zaczęła się już dawno, ale jej skutki odczułem dopiero niedawno. - Nie chodzi o to ilu zginęło przeze mnie czy za mnie... tylko chodzi mi o to kto mógł zginąć... - odparłem przechylając drugi kieliszek.

 

Odwróciłem go w powietrzu dnem do góry, na znak, że już więcej nie piję i z drobnym trzaskiem wylądował na blacie stołu, przy którym siedzieliśmy. - Mógł zginąć mój brat... nie wiem co mi odpierdolił, że go zabrałem... A teraz mnie zawiesili i pewnie zastanawiają jak się mnie pozbyć. Odsunęli mnie od wszelkich działań, nie dostaję żadnego odzewu i wiem dlaczego. Wpadłem... i nie wykonałem zlecenia, narażając przy tym tego gnoja... - odparłem zaczynając się bawić odwróconym kieliszkiem, a kiedy ten się przewracał, znów kładłem go dnem do góry i przechylałem lekko w palcach. Mówiąc o bracie jako gnoju, nie miałem niczego złego na myśli. My często się tak obrażamy i żaden nie ma o to do drugiego pretensji. To po prostu taka nasza drobna tradycja. Kiedy kobieta stwierdziła, że nie jestem głupim gangusem, chyba pierwszy raz tego wieczora spojrzałem jej prosto w oczy ze spojrzeniem tak bardzo pytającym jak chyba nigdy. - Jesteś tego pewna? - odparłem w taki sposób, jakby stary ja nagle wrócił do siebie, ale nie trwało to zbyt długo. Momentalnie to wszystko zaczęło ze mnie uciekać i znów opuściłem głowę kontynuując zabawę pustym kieliszkiem. Miałem wrażenie, że kobieta jakby nie wiedziała do jakiej sytuacji się odnosi, pomijając fakt, że do mojej. Nie słyszała o tym, o czym dosłownie huczy całe podziemie? Najwyraźniej, ale nie byłem do końca pewien czy to dobrze, czy nie. Może jednak powinienem jej powiedzieć, o co konkretniej chodzi, ale z drugiej strony obawiałem się, że i ona odejdzie pozostawiając mnie jedynie z bratem, którego boję się spotkać za to co mu zrobiłem i nie potrafiłem obronić. - Zabrałem brata na zlecenie. To miała być czysta robota, ale coś poszło nie tak, prawdopodobnie wiedzieli. Zaczęła się strzelanina... jeden z nich rzucił granat... - powiedziałem zawieszając się gdzieś pomiędzy tym co się działo dookoła mnie, a tym co widziałem w głowie. - Resztę dopowiedz sobie sama. - odparłem polewając jej kolejną kolejkę, kiedy opróżniła swój kieliszek.

 

dd7b9d23f8acd2ab7b0082fc33a19e9e.png5164e6362e17615474f1733b57cb9dc8.jpgaef23e005e38621b5d9a83c8df88f633.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━