Fʀɪᴇɴᴅꜱʜɪᴘ ɪꜱ ᴀ ʙɪᴛᴄʜ
Bᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴍᴏꜱᴛ ʙᴇᴀᴜᴛɪғᴜʟ
________________________________________________________________________________________
Burza. Choć powierzchownie wydawała się być niewidoczna, to Scarlet wyraźnie dostrzegała jak w jego głowie na przemian trzaskają pioruny. Kobieta posiadała już wystarczające doświadczenie życiowe i dość dobrze znała się na ludziach, jednakże Grenard do tej pory pozostawał dla niej jedną wielką niewiadomą. Perry świdrowała go dokładnie wzrokiem, kiedy przekraczał próg znajomego im pubu i zmierzał w kierunku ulubionego stolika. Zdawało jej się, że jego codzienne nawyki stawały się coraz bardziej machinalne. Brunetka nie dostrzegała już w jego oczach jakiejkolwiek intencjonalności, lecz gromki upadek, w który brnął coraz bardziej z każdym swoim oddechem. I choć jego słowa miały taki sam wydźwięk jak zawsze, to pod przykrywką pozorów chował się mały chłopiec, który zgubił się w życiu i nie miał pojęcia jak wrócić do swojego poprzedniego wcielenia.
⠀⠀⠀⠀
— Nie wiem jaka jest ta większość, ale... — przerwała w końcu tą rozdzierającą ciszę i w znak za swoim towarzyszem, przechyliła kieliszek ze szkocką wprost do swoich ust. Dostarczony alkohol były jednym z ulubionych alkoholi kobiety, dlatego zatrzymała płyn przez chwilę na swoim języku, po czym przełknęła bez choćby najmniejszego zająknięcia. — Ale wiem, że ja przechodziłam już przez coś podobnego i wiem też jak można się przez to stoczyć, kiedy nie ma nikogo obok Ciebie. — przyznała całkiem szczerze, zawieszając wzrok na jego oczach, które pozostawały niewzruszone na jakiekolwiek słowa. Joel był graczem, zupełnie tak jak Scarlet, dlatego tak ciężko było jej odgadnąć jego prawdziwe myśli, co niekiedy w ogóle nie było możliwie.
⠀
— Każdy coś kiedyś zjebał. — odparła zgodnie z prawdą, gdyż doskonale wiedziała, że on jeden wiedział ile jej samej udało się spierdolić. — Wiesz ilu ludzi zginęło z mojej ręki? Ilu zginęło za mnie... lub dla mnie? — zamilkła na moment, usiłując odpowiedniego dobrać słowa. — Nie myśl o tym co było, idź po prostu do przodu. Zastanów się Joel... — brunetka obniżyła znacznie ton swojego głosu i opuściła się nieco na łokciach, aby móc luźno rozłożyć ręce na blacie i bezpośrednio się nad nim pochylić. — Przyjęłam za Ciebie kulkę, a Ty za mnie. I co z tego? Jakie to ma teraz znaczenie? Nie jesteś mi nic winien, tak samo jak ja nie jestem nic winna Tobie, prawda? — spojrzała wprost w jego oczy, choć oświetlenie lokalu powodowało, że blask jego tęczówek zaniknął, zaś rysy jego twarzy nabrały powagi. — A jednak jestem tu. Siedzę razem z Tobą, choć wyrządziliśmy sobie też dużo krzywd. Pomyśl Grenard... pomyśl, nie jesteś głupim gangusem. — skomentowała bezpośrednio usiłując zmusić przyjaciela do odpuszczenia. Mężczyzna miał w sobie zbyt wiele żalu. Do siebie i do innych. To nie mogło się tak dalej ciągnąć.
⠀
Perry przebiegła wzrokiem po otoczeniu i przesiadła się na krzesełko, które znajdowało się jeszcze bliżej niego. W tamtym momencie nie zależało im na rozgłosie, dlatego Scarlet nachyliła się jeszcze nad swoim rozmówcą i zwróciła się do niego szeptem.
⠀
— Nie ma żadnego znaczenia co zjebałeś. Nie ma też znaczenia kto jest i kogo nie ma. Jesteś dobry w tym co robisz, ale powiedziałam Ci kiedyś, że wybrałeś najbardziej chujowe życie z możliwych... — zaśmiała się nerwowo i urwała na moment nie chcąc, aby źle ją odebrał. — Nadal to podtrzymuję, ale skoro już jesteś ujebany w tym błocie po szyję, to musisz się nauczyć, że są rzeczy na które nie masz wpływu. Rozumiesz? — kobieta znów zawiesiła spojrzenie na jego tęczówkach, znajdując się niebezpiecznie blisko jego twarzy. — Dokonałeś wyboru, ale inni też to robią. Każdy wybór, to jakiś skutek. Musisz się nauczyć żyć z myślą, że nie każdy wybór będzie tym dobrym i nie każdy przyniesie za sobą spodziewany, a tym bardziej pozytywny rezultat. Wbij to sobie do głowy, bo inaczej sam się wykończysz. Ty. Sam. Nikt inny. — podsumowała święcie przekonana o swojej racji, po czym odwróciła od niego wzrok i spojrzała przed siebie, odchylając się na krześle w taki sposób, że jej ramiona utonęły całkowicie w oparciu. Perry wiedziała, że jedna gadka umoralniająca nic nie pomoże, jednakże był to przynajmniej jakiś początek. Jakiś, bo z pewnością nie należał do najlepszych.
________________________________________________________________________________________