Fʀɪᴇɴᴅꜱʜɪᴘ ɪꜱ ᴀ ʙɪᴛᴄʜ
Bᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴍᴏꜱᴛ ʙᴇᴀᴜᴛɪғᴜʟ
________________________________________________________________________________________
— Jak będziesz tak pierdolił, to zaraz Ci spuszczę następny. — skomentowała niemal od razu, gdyż wbrew pozorom, jego ciężki stan również na nią podziałał słabo. Kobieta na początku nie mogła zrozumieć swojej postawy, jednak przecież w dalszym ciągu była człowiekiem. Nawet jeśli zastanawiać by się nad jej egzystencjalnym istnieniem, które nie plasowało się niestety zbyt dobrze, nawet jeśli spojrzeć na odzwierciedlenie mordercy w rzeczywistości, to jednak gdzieś w głębi jej serca znajdowało się jeszcze miejsce dla ludzi, których mogła poniekąd nazwać bliskimi. Kimś takim był dla niej właśnie Joel. Nawet jeśli partaczył swoje życie po całości, to Perry nigdy nie mogłaby życzyć mu źle. Zbyt wiele razem przeszli, aby jeden błąd mógł wszystko zaprzepaścić. Poza tym Scarlet długo myślała nad słowami, którymi obdarzyła go przy ich ostatnim spotkaniu. Brunetka wiedziała, że się pomyliła. Kobieta wiedziała, że przemawiała przez nią nienawiść i złość. Tak naprawdę śmierć kolejnej, bliskiej jej osoby, była tylko jej winą. Perry nie miała prawa mieć do niego pretensji. Ścieżka, którą kiedyś wybrała sama pchała ją na dno, więc nigdy nie powinna była mieszać w nią osób trzecich. Nie takich, które wybrały inną drogę niż ona. Teraz już to wiedziała.
⠀
Z zamyślenia wyrwał ją dopiero głos młodszego mężczyzny. Jej spojrzenie powędrowało momentalnie na jego oczy, które utraciły niestety znacznie swojej dawnej barwy. I Scarlet wcale nie miała na myśli wypadku, który go niedawno dotknął, lecz ten pieprzony brak życia, który było widać w każdym jego spojrzeniu czy geście.
⠀
— Nie. — odpowiedziała krótko, gdyż nie uważała, aby był sens głębiej się nad tym rozwodzić. Tamta rozmowa przywodziła jej na myśl zbyt wiele bólu, dlatego kobieta nie chciała do niej wracać. — Dobrze. — potwierdziła jedynie w odpowiedzi na jego pytanie i sama dźwignęła się na równe nogi, następnie kierując się do szatni. Jej myśli nieustannie krążyły pomiędzy tym co było i tym co będzie, choć to drugie przychodziło jej z dużo większym trudem. Kobieta miała nadzieję, że zimny prysznic zmyje z niej brud złych obaw i wspomnień, jednak niestety nic takiego nie miało miejsca. Scarlet nie potrafiła na niczym skupić swojej uwagi, dlatego kiedy wyszła przed wejście na siłownię, jej wzrok usilnie uciekał przed sylwetką przyjaciela.
⠀
Po chwili obydwoje siedzieli już w samochodzie, zaś niezręczna cisza pochłonęła nawet zupełnie ich oddechy. Ciężka atmosfera przyprawiała ją powoli o ból głowy, jednak na szczęście Grenard zdecydował się w końcu odezwać. Perry wsłuchiwała się dokładnie w każdy wypowiadane przez niego słowo, lecz dopiero pod koniec zawiesiła na nim swoje czułe spojrzenie.
⠀
— Od kiedy bierzesz sobie do serca to co mówię? — dopytała retorycznie, choć prawdę mówiąc wcale nie miała na myśli nic złego. — Mi też zdarza się mylić... to był właśnie jeden z takich momentów. — przyznała całkiem szczerze i zamilkła na chwilę, która była na tyle dostateczna, że samochód, którym się poruszali zatrzymał się w doskonale znanej im okolicy. Scarlet opuściła pojazd, jednak zanim domknęła drzwi, zawisła na nich na moment i zwróciła wzrok w kierunku swojego towarzysza.
⠀
— Wybrałeś najbardziej chujowe życie, jakie tylko mogłeś. — zaczęła dość pesymistycznie, przez co Joel nie mógł się raczej spodziewać, jaki będzie finał jej wypowiedzi. — Ale ja będę... zawsze gdzieś B Ę D Ę Joel...
