Poɯıedzıαł mı ktoś:
“ɯαlcz,
bo jα
nıe mαm już szαns…”
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Ten ostatni sparing był już szczytem moich możliwości na dzisiaj. Czułem jak dosłownie każdy skrawek ciała daje mi o sobie znać, a mięśnie co jakiś czas same się spinały jakby niespodziewanie wywołane do działania. Naprawdę miałem już serdecznie dość wszystkiego na dzisiaj, ale skoro miałem tą okazję, że ja i Scarlet na siebie wpadliśmy i przy okazji nie rzucamy się sobie do gardeł, to wolałbym to jednak wykorzystać zamiast po prostu wstać i wyjść dziękując za walkę. Zdecydowanie nie należałem do tego typu osób. Uśmiechnąłem się nieco na jej stwierdzenie, ale skomentowałem dopiero to drugie. Już bez uśmiechu. - Może jednak nie powinno być to 'prawie'. - powiedziałem bardziej sam do siebie, ale zaraz po tym poczułem na sobie piorunujące spojrzenie kobiety. Najwyraźniej nie podzielała mojego zdania. Niby żadne odkrycie, kto by chciał śmierci kogoś z kim jakby nie było trochę się przeżyło. Z drugiej jednak strony... Życie nigdy nie dzieliło się na czyste dobro i najgorsze zło. Zawsze znajdzie się coś pomiędzy. Oddychając ciężko przez usta, co jakiś czas wykrzywiając je w grymasie bólu zacząłem ściągać owijki. Chyba muszę zmienić sposób zabezpieczenia dłoni. Moje niezagojone kostki na pewno mi za to podziękują. - Dzięki za łomot... - zacząłem tym razem kierując na nią swoje spojrzenie. - Dalej żywisz do mnie urazę za... tamto? - może nie powinienem pytać, ale potrzebowałem mieć jasną opowiedzieć, a nie zmów zachodzić w głowę, jak to ostatecznie jest między nami. Nie potrzebuje robić sobie kolejnych wrogów, nie w tym momencie. A już szczególnie wrogów pokroju Scarlet. Przed nią jedyną mógłbym odczuwać pełen strach, bo przewyższa mnie techniką i doświadczeniem na każdym podłożu.
⠀
Wstałem krzywiąc się trochę. Byłem tak obolały, że nawet nie wiedziałem, co mnie boli bardziej. Ciało, dusza, czy duma napierdalały mnie równo. Wykaraskałem się za sznury ringu, ale zanim odszedłem odwróciłem się jeszcze opierając o nie ręce i spoglądając na kobietę. - Co powiesz na drinka po treningu? - zagaiłem - Znaczy, postawię ci, ja będę prowadził. - posłałem jej coś na wzór bladego uśmiechu, a na twierdzącą odpowiedź skinąłem głową. - Będę czekał przed wejściem. - odparłem i ruszyłem w stronę szatni, po drodze żegnając się ze znajomym. W głowie miałem tylko jedno. Rozterkę nad tym, czy jej powiedzieć, czy nie, a jeśli tak, to co to zmieni. Wziąłem szybki prysznic, zebrałem swoje rzeczy i tak jak powiedziałem wyszedłem na zewnątrz. Podszedłem do swojego samochodu, zaparkowanego przy wejściu i oparłem się od niego odpalając papierosa. Cóż, skoro przeżyłem tyle razy postrzał w klatkę piersiową, rzeź w hangarze i wybuch granatu, to już raczej rak płuc mi nie grozi. Chociaż z drugiej strony. Zaciągałem się ostatni raz, kiedy kobieta wyszła z budynku. Nic nie mówiąc otworzyłem jej drzwi, a kiedy wsiadła, zająłem miejsce kierowcy i ruszyłem. Jechaliśmy w ciszy, a ja przez ten czas w dalszym ciągu biłem się z myślami. - Wiesz, w tedy w domu na obrzeżach miasta... - zacząłem dość niepewnie. Nigdy nie byłem dobry w mówieniu czegokolwiek od serca, albo ogólnie związanego z moimi głębszymi uczuciami. - Miałaś rację mówiąc, że któregoś dnia obudzę się, a na świecie nie będzie nikogo mi bliskiego... - zrobiłem krótką pauzę i spojrzałem na kobietę. - Ale w tedy będę żył ze świadomością, że zrobiłem wszystko co mogłem by ich chronić. - w tym momencie postukałem palcami w miejsce, gdzie w moje ciało wbiła się kula, którą przyjąłem zamiast Scarlet. Czy mogłem ją zaliczyć do osób mi bliskich? Patrząc na to wszystko co nas spotkało, to tak. Zdecydowanie mogę.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━