Aɴᴅ ᴍʏ ꜱᴄᴀʀꜱ ʀᴇᴍɪɴᴅ ᴍᴇ ᴛʜᴀᴛ ᴛʜᴇ ᴘᴀꜱᴛ ɪꜱ ʀᴇᴀʟ
I ᴛᴇᴀʀ ᴍʏ ʜᴇᴀʀᴛ ᴏᴘᴇɴ ᴊᴜꜱᴛ ᴛᴏ ғᴇᴇʟ
________________________________________________________________________________________
Ring był tak naprawdę jej własnym królestwem. Brunetka trenowała wyjątkowo ciężko odkąd tylko pamiętała, jednak ten dzień zdawał się być zupełnie inny. Joel wzbudzał w niej skrajnie odmienne emocje, które powodowały, że natura kobiety przybierała barwy niepewności. Scarlet sama nie wiedziała czy darzyła go przeważającą większością nienawiści, czy też dawnym zaufaniem. Jej myśli biły się w głowie o dobre imię mężczyzny w obrazie pięknych i bolesnych wspomnień. Spojrzenie zawieszone na jego twarzy wyrażało wiele, jednak z pewnością nie można było mówić o żadnym skrawku negatywnej aury. Perry przeżyła w swoim życiu sporo tragicznych chwil i zdecydowanie wolałaby mu oszczędzić tego, przez co właśnie przechodził. Bez względu na to, co Grenard zrobił jej, Scarlet nigdy nie życzyła mu źle. Nigdy nie chciała, aby los rzucał mu pod nogi takie kłody. Sama również nie zadbała o to, aby odebrać mu to co kochał. Niekiedy brunetka była bezlitosnym i bezwzględnym mordercą, jednak jej serce nie było skute lodem. Kobieta doskonale pamiętała jak ważne było dla niej wsparcie Joela, kiedy ścigała ich połowa kraju. Wtedy dwójka zbiegów mogła liczyć tylko na siebie, zaś pomimo swojej paskudnej natury, gangster uratował jej nawet życie. Perry wierzyła, że czarnowłosy miał jeszcze szansę. Mógł jeszcze liczyć na namiastkę normalnego życia i czuła się w obowiązku, aby pomóc mu się z tego wykaraskać. Każdy potrzebował impulsu. Kogoś kto potrafił wyciągnąć człowieka z dołka. Brunetka była kiedyś w bardzo podobnej sytuacji i gdyby nie John, nigdy nie stawiłaby czoła swojemu największemu wrogowi. Sobie.
Uginające się deski pod piórkowym ciężarem jej ciała obudziły w niej wewnętrzną bestię. Oczy Scarlet zabłyszczały w skupieniu, kiedy jej przeciwnik znalazł się w gotowości tuż na wprost jej oblicza. Mężczyzna sprawiał wrażenie wyjątkowo niepewnego, dlatego kobieta pozwoliła sobie wyprowadzić kilka testowych ciosów. Ku jej wyraźnemu zaskoczeniu, każdy z nich wylądował dokładnie w tych miejscach, które sobie wcześniej założyła. Ta sytuacja wyglądała co najmniej nienaturalnie, tym bardziej, że Joel doskonale znał jej styl walki. Zdawało się, że jego poczucie własnej wartości było na dużo gorszym poziomie, niż się spodziewała.
— Co jest młody? Sapiesz jak moja nieżyjąca babcia. — skomentowała zaczepnie, wyciągając ówcześnie ochraniacz ze swojej jamy ustnej, który po chwili wylądował poza granicami ringu. Brunetka sprawdzała w ten sposób grunt po którym mogła stąpać, ze względu na brak jakiejkolwiek inicjatywy ze strony swojego towarzysza. Jedyną metodą okazywał się atak, dlatego Perry zaczęła na niego nacierać z każdej możliwej strony. seria ciosów pod żebra, szczękę czy wprost w samą głowę. Prawdę mówiąc Scarlet zrobiła sobie z niego worek i dosłownie nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciel zapomniał już jak się bronić. A może czuł, że nie powinien tego robić? Może chciał jej tym oddać jakiegoś dziwnego rodzaju przysługę? To co działo się w jego głowie było dla niej w dalszym ciągu nieodgadnione, jednak nie miała zamiaru mu odpuszczać. Facet potrzebował motywacji, zaś nic nie oddziaływało tak intensywnie, jak porządny wycisk.
Po kilku minutach coś uległo zmianie. Twarz młodzieńca wyraźnie pojaśniała, zaś w jego czynnościach można było odnaleźć dużo więcej zaangażowania. Wyraźne pokłady zadowolenia zostały jednak szybko obmyte z jej ust, kiedy Grenard złapał ją za rękę i przerzucił ją przez siebie do tyłu. Jej sylwetka gruchnęła o deski na tyle dotkliwie, że jej twarz wykrzywił mało wyraźny grymas boleści
— Jestem na to za stara... chyba pękł mi kręgosłup. — mruknęła pod nosem w sposób dla siebie niespotykanie żartobliwy i uniosła się na łokciach celem uniesienia do pozycji siedzącej. Brunetka wygięła jeszcze swoje ciało w lekki łuk, aby skurcz mięśni odpuścił, po czym usiadła po turecku i zwróciła wzrok w stronę swojego przyjaciela. Tak, chyba mogła go już tak nazwać.
— Raz już prawie umarłeś... już wystarczy.
________________________________________________________________________________________