Wᴇ ᴀʀᴇ ғᴇᴡ
Wᴇ ʜᴀᴠᴇ ᴛᴏ ꜱᴛɪᴄᴋ ᴛᴏɢᴇᴛʜᴇʀ
________________________________________________________________________________________
Zamiary Perry zdawały się być oczywiste, jednak w głębi jej umysłu toczyła się właśnie ogromna bitwa. Kobieta wiedziona swym instynktem zdecydowała się na odwrót, jednak po słowach mężczyzny serce rozkazało jej stanąć w miejscu. Kolejny raz w ostatnich tygodniach coś ją tknęło. To coś było chyba czymś w rodzaju ludzkiego odruchu. Ostatnią cząstką jej wypalonego do cna człowieczeństwa, które dochodziło czasem do głosu i podpowiadało jej co powinna robić. Mimo to brunetka nie była do końca przekonana, czy powinna była tam zostać. Część jej podświadomości sugerowała jej, że to spotkanie musiało być ich ostatnim. Jednak kiedy Scarlet usłyszała jego złamany głos. Ten beznamiętny ton, który już dawno się poddał. Tą niczym niezmąconą obojętność, która czyniła z niego kukłę, a nie człowieka. Coś nakazało się jej odwrócić i do niego podejść. Perry zbliżyła się więc do niego na tak niewielką odległość, że mogła wtedy wyłapać każdą najmniejszą zmianę w rysach jego twarzy, choć ta największa była dostrzegalna gołym okiem. Wzrok mężczyzny był zgaszony i skryty. Jego spojrzenie wędrowało wszędzie tam gdzie czuło się bezpiecznie, zaś dotychczasowa pewność siebie zdawała się dawno ulecieć z wiatrem. W pierwszym momencie Scar nie mogła na to patrzeć. Jednakże było coś, co było od tego znacznie silniejsze. Brunetka nie mogła bowiem oglądać go w stanie tak dotkliwej bezsilności. Była wojskowa widziała już bardzo wiele, dlatego ta sytuacja nie była dla niej odosobnieniem. Perry nie mogła się wyzbyć wiary w jego możliwości. Kobieta wiedziała, że bez względu na to co się stało, Joel mógł to pokonać. Był do tego zdolny, ale ktoś musiał mu pokazać jak ponownie zaufać swoim możliwościom. Jak trenować trzy razy ciężej i wrócić do formy, ale też jak przekuć swoją słabość w atut. Do tego czasu jego największym wrogiem miał być on sam.
— Spójrz na mnie. — zagaiła go w końcu i spojrzała wprost na tą część twarzy, która pozostała bez zmian, zaś czarnowłosy jej przed nią nie skrywał. Mimo jej prośby, nie została ona spełniona. Kobieta sama nie wiedziała czy jego odruch był wywołany strachem, wstydem czy może jeszcze czymś innym. Wbrew minionym sprawom między ich dwójką, Scarlet nie odczuwała już złości. Zamiast tego jej wszystkie negatywne emocje uleciały gdzieś w dal, dlatego brunetka uniosła swoją dłoń i ujęła go opuszkami palców za policzek, tak by zwrócił twarz dokładnie na jej wysokość. Kiedy to nastąpiło, Perry zerknęła w jego oczy i najzwyczajniej w świecie go do siebie przyciągnęła, tak aby móc go przytulić. Kobieta zamknęła go na moment w mocniejszym uścisku i cmoknęła go czule w skroń, tuż przy samej bliźnie. Nie wiedzieć czemu gangsterka sądziła, że była mu coś winna. Może gdyby nie słowa, które wypowiedziała względem jego osoby, cała sprawa potoczyłaby się inaczej. Scar wiedziała już, że nie mogła go winić za wykonane wcześniej zlecenie, jednak pamiętała doskonale jakie piętno odbiła na niej ich ostatnia rozmowa i wydawało jej się, że wbrew temu jakiego twardziela zgrywał Grenard, na nim również odbiło się echo z jej słów.
Po krótkiej chwili Perry wypuściła go ze swoich sideł i stanęła mu naprzeciw. Jej wzrok stał się wtedy nieco łagodniejszy, jednak z pewnością nie mogło być mowy o żadnym rodzaju współczucia. O Scarlet można było powiedzieć wiele i chociaż z mimiki jej twarzy można było wyczytać zmartwienie, to na pewno nie litość.
— Nie zapytam co się stało. — przyznała całkiem szczerze, gdyż uważała, że jeśli jej towarzysz zechce, to sam opowie jej co zgotował mu los. — Ale musisz wziąć się w garść. — skomentowała dość sugestywnie, ponieważ w tamtej chwili jego słabości były widoczne gołym okiem. Gdyby ktoś się wtedy do niego dorwał, finał tej historii byłby niezwykle drastyczny. Perry była skłonna do tego, aby mu pomóc, ale na pewno nie siłą. On sam musiał tego chcieć.
— Nie odpuścisz. — rzekła z przesadną pewnością siebie, która była jej znakiem rozpoznawczym i zawiesiła na nim znaczące spojrzenie. — Właśnie teraz musisz dawać z siebie dwieście procent. — stwierdziła zgodnie z prawdą i podeszła do jednego z ringów, opuszczając po chwili jedną z lin. — Wskakuj, przyda Ci się wycisk. — podsumowała z lekkim uśmiechem, aby zachęcić go do pracy i szczerze liczyła, że jego decyzja będzie zgodna z tą, którą kobieta podjęła sama. Sytuacja Joela nie była najlepsza, ale wszystko można było naprawić. Perry znała to doskonale z własnej autopsji.
________________________________________________________________________________________