JustPaste.it

Nɪᴇ ᴍᴀ Cɪę ɪ ɴɪᴇ ᴡɪᴇᴍ
ᴊᴜż ɢᴅᴢɪᴇ ᴊᴇsᴛᴇś﹐ ᴀʟᴇ ᴅᴏʙʀᴢᴇ﹐
Żᴇ ɴɪᴇ ᴡɪᴇsᴢ ᴄᴏ ᴜ ᴍɴɪᴇ﹐
ʙᴏ ᴘęᴋłᴏ ʙʏ Cɪ sᴇʀᴄᴇ.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Dzień po dniu, tydzień za tygodniem, na zmianę to silniej, to słabiej odczuwałem skutki ostatniej konfrontacji z kobietą. Była na mnie wściekła dlatego, że zabiłem? Czy dlatego, że to przed nią zataiłem? Jak mam być szczery to mi samemu trochę czasu minęło zanim zrozumiałem, że Danny Wheldon podrzucił na biurko mojego dawnego lidera skromną teczkę i wypchaną zielonymi pieniędzmi kopertę. Kto mógł przypuszczać, że to zlecenie zostanie przydzielone mi, na tamte czasy totalnemu żółtodziobowi, który na dniach skończył ostatnie szkolenie, pozwalające mi na zostanie zabójcom. Nie był to może zawód moich najskrytszych marzeń, ale byłem młody, zbyt doświadczony przez życie i nie oszukujmy się, potrzebowałem kasy i to tyle, żebym nie musiał żyć cały czas na minusie i odmawiał sobie dosłownie wszystkiego. Pech chciał, że akurat trafił mi się Ryan. Mężczyzna koło trzydziestki, tylko tyle o nim wiedziałem, poza tym, że mam go zabić. Dopiero kiedy doszły mnie pewne słuchy dotarło do mnie, że mam mieć akta na biurku i je dokładnie analizować, a nie brać się tak niechlujnie za robotę. Gdybym wiedział, że po tylu latach spotkam kobietę, która była mu bliska, zawahałbym się? Nie wiem, pewnie nie.

»»————- ★ ————-««

Nie mam pojęcia co się działo po wybuchu. Jak Mez mnie stamtąd wyciągnął, jak znalazłem się w szpitalu... Mam totalną pustkę w głowie. Wiem tylko, że jak odzyskałem przytomność zupełnie nie czułem się jakbym był w swoim ciele. Nie mogłem się ruszyć, ani otworzyć oczu. Jedynie biernie słuchałem co się wokół mnie dzieje. Słyszałem jak brat rozmawia z lekarzami, jak siedząc przy mnie i trzymając za rękę mówi sam do siebie wyrzucając sobie winę. Chciałem się odezwać, ale dość spora dawka morfiny beztrosko krążąca sobie w żyłach skutecznie przeszkadzała mi we wszystkim, nawet w myśleniu, o dłuższym utrzymaniu świadomości nie wspominając. Kiedy w końcu zmniejszyli dawkę podawanych leków mogłem już coś mówić i ruszać na zasadzie ściśnięcia palców, poruszenie głową, a podciągnięcie się na łóżku zakrawało niemal o sport ekstremalny. Jeszcze chyba nigdy nie czułem się aż taki bezradny, wręcz związany i uzależniony od innych. Miałem zabandażowaną całą prawą część ciała... Wyjęcie wszystkich odłamków musiało zająć lekarzom sporo czasu i pewnie kosztowało sporo wysiłku. Jednak gdybym miał to zrobić jeszcze raz, tak samo bym się nie zastanawiał. Może i Scarlet miała rację, że któregoś dnia obudzę się będąc już sam ze sobą i to z własnej winy, ale za to będę miał świadomość, że zrobiłem wszystko, by obronić te dwie osoby, które kocham nad własne życie i to dosłownie.

»»————- ★ ————-««

Kolejne tygodnie byłem... Nie swój to raczej mało adekwatne określenie. W zasadzie jedynie z wyglądu przypominałem siebie, natomiast cała reszta zmieniła się i to diametralnie. Sporo czasu musiało minąć zanim w końcu otworzyłem drzwi do swojego pokoju i wyszedłem z postanowieniem powrócenia do tego kim byłem wcześniej. Wiedziałem jednak, że czeka mnie do tego bardzo długa i ciężka droga, bo czułem, że tak w głębi siebie, już dawno się poddałem. Dodatkowo jeszcze jedna rzecz nie dawała mi w tym wszystkim spokoju. Pielęgniarka, która mnie doglądała, a na koniec odprowadziła do wyjścia powiedziała, że co noc przychodziła do mnie kobieta i pilnowała, aż do rana. Odparłem, wiem, kiedyś sam siedziałem przy jej łóżku. Kiedy szatynka odparła, że tamta kobieta była starsza i nigdy nie weszła do pokoju, coś mnie tchnęło. Momentalnie na myśl przyszła mi Scarlet, jednak... Dlaczego? Nie potrafiłem sobie racjonalnie odpowiedzieć na to pytanie. Scar powinna mnie nienawidzić, odwrócić się na pięcie i odejść jak tylko zobaczyła, albo usłyszała w jakim jestem stanie. A ona stała za szybą, noc w noc, kiedy spałem, albo biłem się z myślami, pilnując mnie? Sądząc po tym, że jeszcze żyję, to nie dlatego, że chciała się mnie pozbyć. 

»»————- ★ ————-««

Postanowiłem wziąć się w garść. Jak tylko pogodziłem się ze swoją sytuacją, wyrównałem rachunki i oznajmiłem liderowi, że wracam, załatwiłem sobie treningi. Na siłowni byłem dzień w dzień i katowałem swoje ciało przez bite trzy godziny, które spędzałem na sparingu, na bieżni albo na drążku. Przez kilka tygodni separacji schudłem dość znacznie przez co moja masa mięśniowa się zmniejszyła. Teraz znów dobrze się odżywiam, więc mogę sobie pozwolić na katorżnicze treningi. - Joel, co z tobą? - zapytał mój zrezygnowany partner sparingowy, po którym z kolei prawym prostym przyjętym na twarz. - Kilka miesięcy temu powaliłbyś mnie spojrzeniem, gdzie jest ta twoja charyzma to cholery? - powiedział już zdecydowanie zdenerwowany i sprzedał mi mocnego kuksańca. Nawet nie miałem ochoty tego komentować. - Idę na drążek. - mruknąłem w odpowiedzi i opuściłem ring. Przerzuciłem ręcznik przez ramię i udałem się w odpowiednią stronę. Kątem oka jednak dostrzegłem doskonale znaną mi postać. To nie może być zbieg okoliczności, że kobieta się tu znalazła. Podszedłem do niej. - Scar... - powiedziałem nieco niepewnie. W następnej chwili leżałem zdezorientowany na podłodze. 

Spojrzałem na kobietę... Nawet sam za bardzo nie wiem w jaki sposób. Nie spodziewałem się, że mnie zaatakuje, ani, że pomoże mi wstać. Niepewnie ująłem jej dłoń i podniosłem się. W tedy chciałem podziękować, że do mnie przychodziła, ale ta postanowiła uciec. Dlaczego w tedy się odezwałem?... - Usłyszałem od pielęgniarki, że nocami odwiedzała mnie jakaś kobieta. - wypaliłem. Scar się w tedy gwałtownie zatrzymała, ale jeszcze nie odwróciła. - Wiem, że to byłaś ty... Chciałem... Dziękuję za to. - mówiłem w zasadzie nie wiedząc po powiedzieć powinienem, dlatego powiedziałem to, co uważałem za słuszne. Sądziłem, że po tych słowach kobieta nawet na mnie nie patrząc wyjdzie, zostawiając mnie samego, jak w tedy. Ale Scarlet nie tyle nie wyszła, co się do mnie odwróciła i podeszła, co spowodowało, że momentalnie na mojej twarzy zagościło zmieszanie, a zaraz potem odwróciłem głowę na bok i nieco ją spuściłem. To chyba ze wstydu, albo z powodu szacunku do jej osoby... W tym też momencie, poczułem się przy niej jak dziecko... Małe dziecko, które coś przeskrobało i bało się do tego przyznać, choć jego czyn jest wręcz namacalny.

 

df2905b9ae77f9ac37c9766f53c61863.jpg     247b9f3650b00e125f4552001b4b1c15.jpg     8172b23efec98baea071adf12e385e79.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━