JustPaste.it

Mᴜᴄʜ ᴡʀᴏɴɢ ʜᴀꜱ ʜᴀᴘᴘᴇɴᴇᴅ                           

Wᴇ ɴᴇᴇᴅ ᴛᴏ ᴍᴇᴇᴛ ᴀɢᴀɪɴ                           

________________________________________________________________________________________

Cholerny Grenard jeszcze długo nawiedzał jej myśli. Perry była na niego kosmicznie wkurwiona, jednak z biegiem dni i tygodni udało się jej powoli o nim zapominać. W światku przestępczym krążyły oczywiście różne plotki, jednak Scarlet była ostatnią osobą, która mogłaby poświęcać im swoją uwagę. Prawdę mówiąc ta sytuacja sprawiła, że brunetka wzięła się w garść. Mimo wieku stała się lepsza w swoim fachu, niż kiedykolwiek była. Nie miała już przecież nic do stracenia i w końcu przestała myśleć o przeszłości. Jej umysł był pochłonięty serią kolejnych zleceń, które wykonywała na tyle skrupulatnie, że jej renoma w Londynie i poza jego granicami znacznie wzrosła. Jej przykrywka na uniwersytecie również doczekała się wielkiej aprobaty, ponieważ kobieta otrzymała tytuł profesorki. Kto mógł więc przypuszczać, że miał do czynienia z zabójcą? Jej życie zawodowe zdawało się być niedoścignione. 

***

Wyrwana z głębokiego snu brunetka uniosła się na łóżku na jednej ręce, zaś drugą wyszukała w ciemnościach swój dudniący w pomieszczeniu dźwiękiem telefon. Nieco zaspana zerknęła na wyświetlacz, gdzie zamigało jej tylko Eric Saints. Na ten widok brunetka momentalnie otrzeźwiała i przesunęła palcem zieloną słuchawkę.

— O tej porze? Nie mogłeś poczekać do jutra? — mruknęła w stronę głośnika i już miała solidnie opierdolić tego pieprzonego gówniarza, jednak niestety nie było jej to dane, gdyż młodzik skutecznie wszedł jej w słowo.

— Nawet nie masz pojęcia co się odjebało... Przyjeżdżaj, szef ma dla Ciebie robotę. Nie mam czasu Ci tego tłumaczyć, ale powiedział, że płaci podwójnie. Musisz tu być za chwilę. — wymamrotał rozgorączkowany, na co Scarlet aż ściągnęła z zaskoczenia brwi. Jego głos wyraźnie drżał, co już wtedy wzbudziło w niej pewne wątpliwości. Mimo to, nie miała zamiaru się sprzeczać, choć ton, którym ją uraczył wyraźnie się jej nie spodobał.  

***

— Nie, nie... możesz o tym zapomnieć. — warknęła rozirytowana, gdyż zupełnie się jej nie uśmiechało, aby dbać o bezpieczeństwo tego dupka. Nie po tym co jej zrobił. 

— Scar... chłopak stracił oko i jest na celowniku połowy Londynu. — skomentował w odpowiedzi na jej lament, gdyż doskonale wiedział jaką kartą wobec niej zagrać. — Eric mówił Ci, że zapłacę podwójnie. — podsumował pewnie, jak gdyby myślał, że pieniądze będą mogły wszystko załatwić. Kobiecie nie chodziło jednak o kasę. Nie chciała go po prostu widzieć. Nie była na to jeszcze gotowa. Jednak kiedy usłyszała co się stało, coś po ludzku w niej drgnęło.

— Dobra. — odparła w końcu, choć w dalszym ciągu nie była do tego w pełni przekonana. — Ale nie pokażę mu się na oczy... — urwała na moment, kiedy zdała sobie sprawę co właśnie powiedziała. — To znaczy... nie chcę, żeby wiedział, że tam jestem. Ukryj to przed nim. Będę go pilnować tylko w nocy. W nocy, rozumiesz? — zapytała z naciskiem na ostatnią część swojego zdania, gdyż nie chciała, aby Joel czuł się później względem niej zobowiązany. Kobieta niczego od niego nie chciała, a wiedziała, że jeśli mężczyzna się dowie, to będzie chciał oddać jej tą przysługę.

— W porządku. Rozliczymy się po...

— Nie. — zaprotestowała od razu, nie dając mu nawet dokończyć. — Nie wezmę za to nawet funta. Nie mogłabym wtedy żyć w zgodzie z własnym sumieniem. — podsumowała jakby od niechcenia i ruszyła w stronę wyjścia.

***

Brunetka stała za szybą szpitalnego pomieszczenia obserwując spokój z jakim unosiła się klatka piersiowa jej dawnego przyjaciela. Jednak od czasu do czasu targały nim najwyraźniej jakieś dziwne obrazy, które przypominały mu chyba o minionych zdarzeniach. Scarlet powinna być na niego wściekła, jednak w świetle zaistniałych faktów coś się w niej ruszyło. Mężczyzna zjebał. To było niezaprzeczalne. Ale czy mogła go winić za popełniony błąd? Ona sama dopuszczała się tak dotkliwych uchybień, że nie miała prawa, aby z czegokolwiek go rozliczać.    

***

Ostatnie tygodnie były ciężkie. Kobieta czuła, że coś w niej pękło. Jej myśli krążyły nadal wokół Joela, gdyż dochodziły ją słuchy, że było z nim dość kiepsko, pomimo że już dawno opuścił szpital. Perry w dalszym ciągu była na niego zła, jednak ciężar, który mężczyzna nosił na barkach był tak niewyobrażalny, że nie potrafiła obyć się bez krzty współczucia.

Tego dnia Scarlet zdecydowała się zrobić coś dla siebie. Wymknęła się więc z domu, aby udać się do pobliskiej siłowni. I choć brunetka była raczej aspołeczna, to tym razem potrzebowała choćby niewinnych spojrzeń ze strony obcych ludzi, gdyż miała już dość samotnego siedzenia w czterech ścianach.

Na miejscu zjawiła się kilka minut przed godziną dziewiątą wieczorem. Ku jej zaskoczeniu budynek był już niemal pusty. Mimo to kobieta nie miała zamiaru rezygnować ze swojego postanowienia i ruszyła pewnym krokiem do szatni. W środku pomieszczenia przebrała się w wygodne, treningowe ubrania i owinęła dłonie bokserskim bandażem. Ring był zdecydowanie jej królestwem, dlatego gangsterka nie potrzebowała tam nawet sparingowego partnera. Niestety los przygotował jej kolejną niespodziankę. Gdy kroczyła dużą salą, do jej uszu dobiegł znajomy głos. Nim Perry zdążyła zakodować z kim tak naprawdę ma do czynienia, natychmiast odwinęła się do tyłu i wyprowadziła mocny prawy prosty. W chwilę potem dotarło do niej, że właśnie znokautowała Joela Grenarda. Prawdę mówiąc przez jej twarz mignęła wtedy nuta satysfakcji, jednak zaraz potem zastąpił ją grymas jakiegoś dziwnego ukłucia w sumieniu, kiedy przebiegła chłodnym spojrzeniem po jego twarzy, zaś wzrok zawiesiła na jego oczach, które nie były już tak pewne, jak miało to miejsce dotychczas. Kobieta wyciągnęła wtedy rękę w jego kierunku, aby pomóc mu wstać, jednak nie zrobiła tego z litości, ale z szacunku do tego co mieli okazję wspólnie przejść. Perry złapała z nim jeszcze krótki kontakt wzrokowy, po czym odwróciła się z zamiarem rychłej ucieczki. 

________________________________________________________________________________________

hosp1.png