JustPaste.it

Yᴏᴜ ʙʀᴏᴋᴇ ᴍʏ ʜᴇᴀʀᴛ                            

I ᴡɪʟʟ ʙʀᴇᴀᴋ ʏᴏᴜʀ ᴍɪɴᴅ                            

________________________________________________________________________________________

Kobieta została sama w domu pustym jak otchłań. Unosząca się w powietrzu gęsta atmosfera odsłaniała kolejne fragmenty minionych zdarzeń. Scarlet przebiegła wzrokiem po ścianach i podłodze, aż jej wzrok zawisł na niewyraźnej plamie w drewnianym parkiecie, która nigdy nie została do końca zmyta, jak gdyby była przesiąknęła na stałe czymś gęstym i o mocnym zabarwieniu. Czymś takim jak ludzka krew. Brunetka usiłowała o tym pomyśleć. Próbowała zrozumieć co mogło się tam stać, jednak tak naprawdę jej myśli krążyły wokół jednego zdania. Powinniście się nienawidzić. Niczym klatka po klatce słowa wroga wybrzmiewały w jej głowie na nowo. I choć Perry starała się odgonić od siebie te nieprzyjemne obrazy, to one uderzały w nią ze zdwojoną siłą. Gdzieś w zakamarkach swojej podświadomości Scarlet przypuszczała co się wydarzyło, jednak do tej pory nie chciała odgrzebywać przeszłości, która mogła sprawić, że zacznie odczuwać ból od nowa. 

⠀⠀⠀⠀⠀

W końcu szala goryczy została przelana. Brunetka zacisnęła mocno swoje pełne wargi i ruszyła się spod zaparowanego od jej oddechu okna. Ku jej zaskoczeniu Joel nadal znajdował się w ganku. Prawdę mówiąc sama nie wiedziała co go tam trzymało. Wydarzenia z przeszłości czy może wyrzuty sumienia względem jej osoby. 

⠀⠀⠀⠀⠀

— Co Ty zrobiłeś Joel? — wyszeptała chyba bardziej do siebie, niż do niego, kiedy była już na wysokości futryny od wyjścia. Nie chciała tej rozmowy i nie mogła też na niego patrzeć. Scar czuła, że dzieje się coś, czego nie będzie w stanie pojąć. Mimo to wiedziała, że musi spojrzeć prawdzie w oczy, dlatego oparła się o kolumnę podtrzymującą daszek i spojrzała chłodno na swojego towarzysza, który nie uraczył jej żadną odpowiedzią.

⠀⠀⠀⠀⠀

— Powiedz to. — poprosiła błagalnie, choć przez jej ton przebijała się nuta rozkazującego tonu. — Powiedz to. — dodała po chwili już znacznie pewniej i zbliżyła się do niego na tyle blisko, że mogłaby wyczytać z jego twarzy wszystkie, nawet najbardziej ukryte emocje. — Zabiłeś go prawda? — zapytała spokojnie, chociaż już z ogromną dozą pogardy. — Spójrz na mnie. — kobieta wydała mu wręcz polecenie i ujęła jego podbródek w dłoni, aby zwrócić jego twarz w swoja stronę. — Zabiłeś Ryana? — brunetka zajrzała w jego oczy tak mroźnie, jak nigdy przedtem i prawdę mówiąc Grenard nie musiał nawet nic mówić. Błękit jego tęczówek zdradzał wtedy wszystko. Z jego oczu wylewała się fala smutku, przepraszającego spojrzenia, a może nawet współczucia. Było w nich jeszcze coś czego Scarlet nie potrafiła zidentyfikować. W tamtej chwili ziściło się to, co Perry już wcześniej podejrzewała, jednak mimo to w swoim sercu poczuła dotkliwe ukłucie cierpienia i przepełniającej ją pustki.

— Boże... zabiłeś go... — wypaliła już chyba bardziej do siebie, jak gdyby chciała w ten sposób potwierdzić to czego się domyśliła i co potwierdził jej sam Grenard swoim zachowaniem. Brunetka zaśmiała się nerwowo pod nosem i w akcie desperacji uderzyła z całej siły w drewniany element znajdujący się po prawej stronie, tuż za jego głową. Scarlet poczuła wtedy jak jej dłoń zalewa się ciepłą krwią, zaś drżenie ręki było dla niej nie do powstrzymania. Mimo to Perry nie czuła bólu. Zalała ją wtedy tak potężna fala adrenaliny, która odcięła jej całkowicie zdolność do trzeźwego myślenia. Co ciekawsze Scar wcale nie była wściekła dlatego, że Rhodes nie żył, ponieważ z tym zdążyła się już chyba pogodzić. Była wkurwiona, bo po tym co razem przeszli ten szczeniak zataił przed nią prawdę.

⠀⠀⠀⠀⠀

— Powinnam Cię pewnie teraz odstrzelić prawda? — prychnęła beznamiętnie zawieszając na nim swoje martwe spojrzenie. — Tak to działa, nie? — zapytała retorycznie, choć tak naprawdę nie oczekiwała od niego żadnej odpowiedzi. — Nie zrobię tego. — przyznała szczerze i ponownie stanęła przed jego obliczem z głową podniesioną do góry. — Jednak powiem Ci coś. Wykorzystam to, czego tak kurewsko we mnie nie cierpisz. — skomentowała dość wulgarnie, kładąc dokładny nacisk na użyte przekleństwo. — Jesteś mordercą i Twoja śmierć nie będzie najgorszą rzeczą która Cię w przyszłości spotka. Możesz czuć się najlepszy, bo jesteś w takim momencie życia, który jest czasem Twojej świetności, jednak pewnego dnia... obudzisz się rano i okaże się, że jesteś całkiem sam. — zrobiła celowo krótką pauzę, gdyż chciała, aby każde z jej słów wyryło się na stałe w jego pamięci. — Nie będzie Twojego brata, nie będzie przyjaciół ani dziewczyny. I wszyscy Ci, na których kiedykolwiek Ci zależało, będą martwi przez CIEBIE. — wypowiedziała ze swego rodzaju sentencją na końcu, która miała na celu wwiercenie mu jak najgłębszej śruby. — Zostaniesz wtedy sam. Wykonasz jeszcze kilka zleceń, ale w końcu zdasz sobie sprawę z tego, że to nie ma sensu. Twoje własne ja będzie toczyć z Tobą wojnę, aż w końcu Cię wykończy. Wtedy... — urwała na moment i spojrzała ostatni raz w jego błękitne oczy, które zdawały się wtedy mocno przygaszone. — Wtedy sam do mnie przyjdziesz i będziesz mnie błagać o śmierć. Bo tak naprawdę... tak naprawdę będziesz już martwy. — choć do oczu cisnęły się jej łzy, to nic nie dała po sobie poznać. Nie chciała mu dać tej satysfakcji. — Zobaczysz... Ktoś zabije Cię tak, jak Ty dziś zabiłeś mnie... — podsumowała dość ckliwie, gdyż czuła się tak, jak gdyby ktoś wbił jej nóż prosto w serce i zabił w niej ostatnią cząstkę przeklętej duszy. Po tych słowach kobieta wymierzyła mu siarczysty policzek, który nie był wcale mocny. Prawdę mówiąc wymierzyła ten cios prosto w jego dumę i serce. Jeśli Joel darzył ją kiedykolwiek choć odrobiną szacunku, to powinien mieć przynajmniej wyrzuty sumienia i gdzieś w swojej podświadomości, Perry usilnie na to liczyła.

⠀⠀⠀⠀⠀

Brunetka odwróciła się już bez słowa na pięcie i ruszyła w kierunku drogi. Mogła wziąć samochód, mogła też zwyczajnie wpaść pod tira. W jej sytuacji każde wyjście okazywało się być trafnym. Do tego na jej nieszczęście z nieba leciał drobny deszcz, który z jej kolejnymi krokami przeobraził się w coraz to większą ulewę, jak gdyby samo Niebo płakało razem z nią nad jej parszywym życiem. Los zdawał się nie oszczędzać Scarlet Perry, jednak mimo to nie było już odwrotu.        

________________________________________________________________________________________

joeeel1.png