JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

To był właśnie jeden z tych powodów, przez które tak bardzo nienawidzę pracować w duecie, a co gorsza w znacznie liczniejszej grupie. Ta świadomość, że każdy jest odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale również za towarzyszy broni. Od momentu wydarzeń sprzed dwóch lat nie jestem w stanie pracować z kimś. Znaczy... Jestem w stanie, ale tylko do momentu, kiedy to ta druga osoba zostanie ranna, albo co gorsza, wykorkuje. To jest właśnie mój największy problem. Na początku, kiedy nie dowodziłem i wykonywałem jakieś mało znaczące zadania, było mi to wręcz obojętne. Każdy patrzył na siebie i pilnował swojego nosa, by po pierwsze wykonać zadanie, a po drugie nie dać się zranić, ani zabić. Wszystko odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni, w momencie, jak to ja przejąłem dowodzenie i zawiodłem tylu ludzi, którzy powierzyli mi swoje życie, zdrowie, a przede wszystkim mi zaufali. Wbrew pozorom bardzo mocno odbiło się to na mojej psychice. Właśnie dlatego dzień wcześniej przyjąłem kulkę za dziewczynę i teraz obwiniam się, że straciłem czujność. I choć wiem, że przez to nikt nie odzyska życia, to staram się odkupić swoje winy. Nie dla Boga, bo w niego nie wierzę, ale dla samego siebie i spokojnego sumienia. Ciężko mi to idzie. 

Zawiązałem nitkę na supeł i odciąłem jej nadmiar. - Teraz leż, straciłaś sporo krwi... - Urwałem, bo kobieta jakby miała w głębokim poszanowaniu moją osobę, to że ją zszyłem, dałem schronienie i to co do niej mówię, bo tak o sobie postanowiła. Wzięła i stała zupełnie ignorując moje słowa. Mimo to zerwałem się na równe nogi, kiedy zaczęła niebezpiecznie się chwiać. Na szczęście odzyskała równowagę i szurając nogami po parkiecie, podeszła do okna. - Nie krępuj się. - mruknąłem w odpowiedzi. Zniknąłem na chwilę w kuchni, by schować apteczkę i umyć umazane we krwi dłonie. Najchętniej pierdolnąłbym tym wszystkim i po prostu wyszedł, ale przecież jej tak nie zostawię. Wróciłem do salonu, jeszcze po drodze odwieszając skórzaną kurtkę na wieszaku w przedpokoju. Od razu zmierzyłem kobietę spojrzeniem co nie umknęło jej uwadze i odwzajemniła mi się tym samym. W jej spojrzeniu było jednak coś jeszcze, czego nie lubiłem widzieć w oczach swoich rozmówców, a szczególnie osób, z których strony może płynąć zagrożenie. A to zagrożenie ze strony Scarlet może płynąć i to bardzo duże. Muszę być ostrożny, szczególnie, jeśli zacznie węszyć...

Spojrzenie kobiety mówiło wyraźnie, że czuje swego rodzaju satysfakcję, że dostrzegła moją drobną słabość, a zarazem psychiczne zwichnięcie, które jest w moim przypadku dość problematyczne i zważywszy na wykonywany zawód - dziwne. Choć według mnie, pomoc rannemu towarzyszowi broni jest czymś normalnym, pod warunkiem, że nie narazi ktoś jeszcze własnego życia. Ja nigdy nie trzymałem się zasad, więc by komuś pomóc skoczę nawet o ogień w samych bokserkach, pod warunkiem, że ta osoba znaczy dla mnie coś więcej. Brat, przyjaciółka - najważniejsza dwójka w moim życiu - dla nich zrobiłbym to bez mrugnięcia okiem. Ze Scarlet problem jest następujący. Przez dość spory zbieg okoliczności los mój i jej rodziny już raz się splotły i to przez człowieka, któremu całkiem niedawno kobieta chciała włożyć drewniany kołek do dupy. Ona tego nie wie... Jeszcze, ale coś czuję, że słowa mężczyzny się jej przypomną, w najmniej odpowiednim dla nas obojga momencie. 

Scarlet wyraźnie się zamyśliła, więc nawet nie miałem zamiaru jej w tym przeszkadzać, bo jeszcze by na mnie naskoczyła, a konfliktów, to ja mam już serdecznie dość. Szczerze mówiąc, w całej tej ciszy i przez to miejsce w mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy, o których tak na prawdę wolałbym zapomnieć. Odwróciłem głowę i zawiesiłem nieobecne spojrzenie na kanapie... To nie był najlepszy pomysł. Zaraz widziałem zakrwawioną twarz chłopaka, wykrzywioną w bólu, załzawione oczy i jego ciało, które już nawet nie miało siły reagować na jakiekolwiek zewnętrzne bodźce. Zacisnąłem mocniej szczęki. Nie chciałem tego widzieć. Potrząsnąłem głową, by wyrzucić z głowy tą wizję. Tym razem ponownie spojrzałem na kobietę. - Nie patrz tak na mnie. - powiedziałem mało świadomie. Odepchnąłem się od ściany, o którą do tej pory się opierałem, wyciągnąłem paczkę papierosów z kieszeni kurtki i wyszedłem przed dom. Musiałem ochłonąć, a nie koniecznie potrzebowałem do tego towarzystwa kobiety.

Usiadłem na jednym z niższych stopni prowadzących do domu, oparłem łokcie o kolana, a palcami prawej dłoni ścisnąłem swoje skronie. Zamknąłem oczy, przez co przed moimi oczami ponownie pojawiły się nieprzyjemne obrazy wspomnień. Znowu ta twarz dwudziestoczteroletniego mężczyzny. Ma otwarte oczy chociaż zasnął już na wieki. Ciągle trzymam trupa w swoich rękach i płaczę jak małe dziecko z bólu fizycznego jak i psychicznego, bo kolejny, najdroższy przyjaciel odszedł z mojego życia i to wszystko, to moja wina. Nie lubił kiedy paliłem, dlatego przy nim starałem się panować nad swoim nałogiem. Teraz wyjąłem papierosa, który momentalnie znalazł się miedzy moimi wargami. Odpaliłem go i mocno zaciągnąłem. Ten dom, to chyba najgorsze miejsce, w którym mogłem się znaleźć się w tym momencie, jednak też było najbezpieczniejszym... Trzeba było wybrać to mniejsze zło. Siedziałem tak przez długi czas wypalając papierosa za papierosem. W paczce nie było ich dużo, więc dość szybko ostatni wylądował odpalony miedzy wargami. W końcu wstałem, odszedłem kilka kroków i tak stanąłem na środku podjazdu. Powoli zaczynało kropić, a z minuty na minutę deszcz nabierał na sile. Stałem dalej brnąc we wspomnieniach na deszczu, w przemokniętych ubraniach, przemokniętym papierosem w ustach i najgorszą scena przed oczami...

 

3f1a98803d1d93a7e7abc19577fde765.jpg     601a41b4ca95d09e9ea05aa6959c7b08.jpg     fab8d124ec272d640c61e4b1d43f07fa.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━