JustPaste.it

I ᴀᴍ ᴛʜᴇ ʀᴇᴀꜱᴏɴ                      

ᴏғ ʏᴏᴜʀ ᴘʀᴏʙʟᴇᴍꜱ                   

________________________________________________________________________________________

Z każdą sekundą świat w jej oczach zataczał coraz większe koła. Niewątpliwie Perry wyglądała dość kiepsko, jednak jej wola przetrwania była znacznie mocniejsza, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Kobieta złapała się odruchowo w okolicach biodra i przesunęła opuszkami palców po przesiąkniętym od krwi materiale. Zdawało się, że ilość płynów, która opuściła jej ciało nie była jeszcze tak drastycznie duża, choć trzeba było przyznać, że jej sylwetka wyglądała znacznie gorzej, aniżeli jej rzeczywiste samopoczucie. W końcu kręciołki w głowie zaczęły stopniowo ustępować, jednak nim brunetka zdążyła cokolwiek zrobić, młody Grenard wziął sprawy w swoje ręce. Ten cholerny gówniarz był niezwykle irytujący, przez co Perry miała ochotę solidnie go opieprzyć, jednak nie był to najlepszy czas, aby wchodzić z nim w jakiekolwiek konflikty. Kobieta pozwoliła mu więc, aby przeniósł ją do samochodu, a następnie wywiózł na jakieś mało przyjemne odludzie. Prawdę mówiąc wszystko działo się w zastraszająco szybkim tempie. Podczas podróży jej rana zaczęła się dużo mocniej sączyć, dlatego potrzebna jej była równie szybka interwencja chirurgiczna. Zdawało się jednak, że o to akurat kobieta nie musiała się martwić. Joel działał wręcz błyskawicznie, dlatego po kilkunastu minutach znalazła się już pod jego ręką. Niestety nie obyło się z jego strony bez kąśliwych komentarzy, dlatego Scar nie była mu dłużna. 

— Daj mi... KURWA... — warknęła pod nosem i zabrała mu butelkę alkoholu tuż po tym, jak oczyścił jej ranę. Brunetka upiła ze szkła dość spory łyk, po czym odstawiła je z impetem, kiedy dosłyszała dalszą część jego wypowiedzi. — No pewnie, lepiej jej nie zakładać i dać sobie poszatkować wszystkie organy, ale racja... miałbyś chociaż mniej roboty. Bo zamiast szyć, musiałbyś tylko pozbyć się trupa. — wypaliła wyjątkowo zaczepnie nie krzywiąc się już nawet w odpowiedzi na wykonywane przez niego czynności. Scarlet piastowała niegdyś wysokie stanowisko wojskowe, więc tego typu postrzały były nieodłączną częścią jej egzystencji, mimo to kobieta nienawidziła metody szycia i stawiała zazwyczaj na wypalanie.

— Amator... — mruknęła złośliwie, kiedy spojrzała na efekty jego pracy, choć prawdę mówiąc nie obchodziło jej zupełnie czy na tę okoliczność zostanie jej pamiątka. Scarlet przebiegła niepewnie spojrzeniem po otaczającym ją pomieszczeniu, jednak nie doszukiwała się w nim jakiegoś szczególnego znaczenia. Na przekór krzywdzącym stereotypom, kobieta cechowała się brakiem jakiegokolwiek zainteresowania, jeśli chodziło o elementy historii jej towarzyszy, dlatego nie myśląc wiele nad tym tematem, dźwignęła się chwiejnie na nogi, wbrew wyraźnym protestom swojego rozmówcy. Na usta cisnęło się jej wtedy wiele uwag, jednak nim zdecydowała się na wylewanie złości, prześwidrowała go najpierw wzrokiem na wylot i poczyniła kilka słabych kroków, zupełnie jakby szurała uszkodzoną nogą niczym fikcyjne zombie. 

— Jesteśmy kwita... — skomentowała w końcu, posyłając mu znaczące spojrzenie. Zanim jednak Perry pociągnęła swój wywód dalej, oparła się bystro o okienną ramę i wsadziła pomiędzy drżące wargi niedawno wyciągniętego papierosa. — Chociaż jak na Ciebie patrzę, to wydaje mi się, że powinnam władować Ci pełen magazynek dla zachowania równowagi. — mruknęła od niechcenia lecz w wyjątkowo sarkastyczny sposób. Scarlet znała Joela na tyle dostatecznie, żeby wiedzieć, że jego błękitne tęczówki przepełnione były poczuciem winy. Młodzieniec prawdopodobnie wolałby sam wpaść pod ostrzał, aby tylko ją uchronić. Z jednej strony brunetka odczuwała dumę, ponieważ to oznaczało, że udało mu się zachować resztki człowieczeństwa i zwyczajnego, ludzkiego współczucia. Z drugiej jednak strony Grenard ukazał jej właśnie swoją słabość. Taka wiedza mogła mu podziałać tylko na szkodę. Oczywiście Scarlet nie myślała wtedy o sobie lecz o wrogach, którzy byli w stanie dopuszczać się wszelkich nieczystych zagrań. Młody szpieg miał przecież brata i choć jego niezawodność była na bardzo wysokim poziomie, to przecież zawsze mógł znaleźć się ktoś kto będzie od niego lepszy. Perry zdążyła się już w swoim życiu drastycznie o tym przekonać.

Kobieta ucięła w końcu swoje beznamiętne rozmyślania i skupiła się na głównym problemie. Była na siebie wściekła, bo dopuściła się największego błędu. Dała się zmylić, dała się zwieść swojemu instynktowi, który pragnął wtedy jedynie krwi. Niewygodne wizje wprowadziły na jej twarz nieprzyjemny grymas, który wykrzywił jej rysy w ostrą mimikę. Scarlet zaciągnęła się ciężko, niemal do połowy spalonym papierosem, choć do tamtej pory nie trzymała go jeszcze w ustach od momentu odpalenia. Coś tkwiło w jej umyśle. Coś wiło się po głowie. Coś co nie potrafiło przestać. Perry ocknęła się momentalnie i przeniosła nieobecne spojrzenie na swojego towarzysza, wypuszczając przy tym z ust smużkę dymu. Nie miała mu jednak nic do powiedzenia, gdyż wiedziała co miało nastąpić i nie miała zamiaru tego powstrzymywać.  

________________________________________________________________________________________

9.jpg