JustPaste.it

Dᴇᴀᴛʜ ᴄᴀᴍᴇ ғᴏʀ ᴍᴇ                   

Bᴜᴛ I ᴅɪᴅɴ'ᴛ ʟᴇᴛ ʜᴇʀ ᴡɪɴ                   

________________________________________________________________________________________

— Arogant... — kobieta burknęła bardziej do siebie aniżeli do niego, po czym odprowadziła swego towarzysza wzrokiem. Nim Joel zaczął zgrywać bohatera, Scarlet miała już w głowie gotowy plan. Prawdę mówiąc z byłej wojskowej kipiała wręcz stara szkoła. Gołym okiem można było dostrzec wyuczone zachowania, które do dziś przekładały się na jej pracę. Niewiele myśląc Perry zaczęła się przebijać przez pasma zabezpieczeń. Wprawdzie zewnętrzna ochrona została skutecznie odciągnięta przez jej partnera w zbrodni, jednakże dom zdawał się być równie dobrze strzeżony. Mimo to nauki wywiadowcze nie poszły w las. Brunetka bezszelestnie niczym mysz prześlizgnęła się do wnętrza budynku, napotykając na swojej drodze pierwsze przeszkody. Niespodziewanie przed jej obliczem wyrósł jeden z rosłych facetów patrolujących każdy korytarz i pomieszczenie. Z pozoru krucha sylwetka kobiety działała na jej niekorzyść, jednakże w rzeczywistości Perry miała w sobie znacznie więcej zacięcia aniżeli nie jeden mężczyzna. Jasnooka szybko rozprawiła się ze swoim przeciwnikiem, mimo jego znacznych rozmiarów, jednak ostatecznie nie pozbawiła go życia. Zamiast tego zagnała go niczym ciele idące na rzeź do jednego z większych pokoi na piętrze, by wkrótce potem przejść do realizacji swojego planu. Choć brunetka była profesjonalistką, to jej metody były wyjątkowo niekonwencjonalne. W światku przestępczym Scarlet była znana głównie ze swojej fachowości, ale mówiono też o niej, jako o tej, która lubuje się w dużych widowiskach.

W kilkanaście minut od momentu, gdy kobieta wdarła się do willi, u jej stóp znajdował się już całkiem pokaźny stos ciał. Perry użyła podstępu, który miał na celu zapędzić jej ofiarę w kozi róg. Pierwszy napotkany na drodze gangus posłużył jej jako przynęta. Na jej polecenie wzywał przez krótkofalówkę kolejne patrole, które przychodziły dokładnie tam gdzie tego chciała. Jedni kończyli ze skręconym karkiem, kolejni z poderżniętym gardłem, zaś jeszcze inni z kulką w głowie lub nożem zaaplikowanym dokładnie pomiędzy oczami. Oczywiście nie obyło się przy tym bez zranień, jednak nie było to nic na tyle poważnego, aby mogło ją mocniej osłabić. Kiedy Scarlet uznała, że liczba między piętnaście a dwadzieścia parę ciał była wystarczająca, wówczas przyszedł czas na główne danie. W progu pojawił się w końcu oczekiwany przez wszystkich Danny. Perry natychmiast zaserwowała mu mocny cios prosto w szczękę i pociągnęła go za materiał koszuli, powodując tym samym, że blondyn upadł i znalazł się tuż obok swoich martwych ochroniarzy. Wheldon był klasycznym przykładem oprycha, który był nikim bez swoich ludzi i w panice najchętniej obszczałby swoje gacie, gdyby nie resztki godności, spoczywające na jego barkach.

— Witaj Dan... ile to już lat? — zagaiła nad wyraz spokojnym tonem, krążąc po pomieszczeniu niczym rekin czyhający na swoją ofiarę. Młody facet o zielonych oczach wodził za nią wzrokiem z wyraźnym przerażeniem, usiłując podnieść się ze śliskiej od krwi, kafelkowej podłogi.

— Zapłacę więcej... zapłacę ile tylko chcesz... — szef jednej z londyńskich grup usiłował przekupić kobietę, jednakże nie wiedział, że cel jej wizyty był zupełnie odmienny, niż chęć dokonania na nim mordu, chociaż prawdę mówiąc dokładnie to mu się należało. 

— Przestań jęczeć jak pizda. — wypaliła bezpośrednio i przykucnęła nieopodal niego, zawieszając na nim pogardliwe spojrzenie. — A teraz sobie porozmawiamy. Kto Cię na nas nasła...? — niestety brunetce nie było dane dokończyć, ponieważ zza drzwi zaczęły do niej docierać niezbyt przyjemne krzyki i dźwięk łamanych kości. Najwyraźniej Pan Grenard torował sobie właśnie drogę. Perry podniosła się niczym oparzona, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem, a na ziemi wylądował kolejny trup. Zgodnie z jej przypuszczeniami w progu dostrzegła doskonale znanego mężczyznę, na co aż w akcie dezaprobaty przewróciła oczami.

— Zdążyłeś na przedstawienie. — uśmiechnęła się cwaniacko pod nosem i puściła mu subtelne oczko, aby po chwili ponownie skupić się na swojej ofierze. — Załatwmy to jak najszybciej Danny, bo po śniadaniu mam jeszcze paznokcie do zrobienia. — skwitowała kpiąco i złapała blondyna za gęste włosy, szarpiąc nimi mocno do tyłu. — Jeszcze raz... kto Cię na nas nasłał? — po tych słowach kobieta zacisnęła mocniej swoje palce i przyłożyła do jego szyi zimne ostrze ulubionego noża.

— Powinniście być wrogami... a nie razem pracować... — wysyczał przez zaciśnięte zęby, usiłując zapanować nad emocjami i niewysokim poziomem bólu.

— Przestań pieprzyć, interesują mnie konkrety. — przyznała całkiem szczerze puszczając przy tym jego blond czuprynę. Zdawało się, że mężczyzna pozostawał całkowicie niewzruszony, dlatego Perry zdecydowała się na bardziej restrykcyjne kroki. Kobieta podniosła się do pozycji stojącej i wymierzyła mu mocny cios prosto w twarz, dzięki czemu apodyktyczny boss upadł torsem na ziemię. Brunetka złapała wtedy za jedno z krzeseł i rozbiła je na pobliskim filarze, aby móc wyłamać z niego jedną z nóg. Kiedy jej prowizoryczny sprzęt był już gotowy, zmusiła faceta, aby leżał dalej zwrócony plecami do sufitu i jednym sprawnym ruchem ściągnęła mu spodnie razem z bokserkami. Dopiero wtedy Wheldon zdał sobie sprawę z tego, co Scarlet chciała mu zrobić. W pomieszczeniu rozeszło się więc echo podnoszone coraz bardziej przez jego krzyki, zaś gangsterka przygotowała się do zabawy. Wprawdzie nie miała zamiaru bawić się w tak brutalny sposób, jednak dobry blef był czasem znacznie lepszy, aniżeli prawda. 

— Liczę do trzech. — wyszeptała zalotnie i przesunęła dłonią po jego zakrwawionym policzku. — Raz... Dwa... — wtedy po raz kolejny tego poranka jej spokój został zachwiany. Niestety razem ze swoją obecnością, Joel przyprowadził ze sobą również jednego niedobitka, który przebił się przez tylne wejście na tyle skrupulatnie, że żadne z nich nie miało szans tego usłyszeć. Kiedy Perry dostrzegła przeciwnika było już praktycznie za późno. Mimo to kobieta natychmiast stanęła na równe nogi, odcinając w ten sposób drogę nieprzyjaciela do swojego współtowarzysza. Brunetka złapała też za swoją broń z tłumikiem, jednak tym razem to wróg był szybszy. Nim Scarlet zdążyła się zorientować, usłyszała jedynie trzy strzały. Potem poczuła dwa dotkliwe ukłucia w okolicy klatki piersiowej i jedno mocniejsze gdzieś nieopodal biodra. Zabrakło jej tchu, przez co bezwład ogarnął całe jej ciało i runęła na posadzkę całym swoim ciężarem.

Wszystko działo się wyjątkowo szybko, choć w jej głowie trwało to wieki. Niemniej jednak kobieta wiedziała, że nie był to jej koniec. Po luźną bluzą ukryta była kamizelka kuloodporna, która nie dopuściła do poważniejszego zranienia. Mimo to siła uciskowa była na tyle mocna, że ciało brunetki na moment odmówiło jej posłuszeństwa. W międzyczasie do jej uszu dobiegły kolejne strzały i kiedy  końcu udało się jej podnieść wzrok, ujrzała truchło nieprzyjaciela i zmierzającego w jej kierunku Grenarda. Jej upadek musiał wyglądać naprawdę tragicznie, skoro mężczyzna dał się uwieść emocjom i stracił na moment czujność. Za jego plecami do broni dorwał się pieprzony Danny, jednak Perry nie mogła dopuścić do potencjalnej wygranej tego gnoja, dlatego z wielkim bólem uniosła się na jednym przedramieniu i z perfekcją snajpera posłała blondynowi kulkę prosto w prawe oko.  

________________________________________________________________________________________angie.jpg