Tʜᴇ ғᴜɴ ɪꜱ ᴏᴠᴇʀ
Tɪᴍᴇ ᴛᴏ ᴅɪᴇ
________________________________________________________________________________________
Kobieta nie musiała długo czekać na jego odpowiedź. Czarnowłosy mężczyzna był błyskawiczny pod kątem słów, więc brunetka wcale tak gruntownie się nie pomyliła. Jego ruchy z kolei były dla niej wręcz palące, kiedy pewnie przesuwał palcami po jej delikatnej skórze. Później wszystko działo się już szybko. Perry nie była do końca sobą, ponieważ wszelkie bodźce z otoczenia zdawały się w pełni do niej nie docierać. Uniesienia cielesne były dla niej niegdyś niezwykle ważną częścią jej prywatnego życia, jednakże obecnie były jedynie sposobem na rozładowanie wszelkich negatywnych emocji. Były próbą oczyszczenia głowy z niewygodnych obrazów i myśli, które targały doszczętnie jej umysłem. Joel dawał jej wówczas to czego tak bardzo potrzebowała. Nie wydawało się jej jednak, aby ta sytuacja miała się kiedykolwiek powtórzyć.
Scarlet ucięła szybko natarczywe myśli i oddała się całkowicie zadawanej przyjemności. Choć zazwyczaj była raczej stroną dominującą, to tym razem zdecydowała się nie ingerować w jego władcze czynności. Młody Grenard był dobrym kochankiem, gdyż nie tylko doprowadził ją do szczytu podniecenia, ale też udało mu się zamknąć jej usta. Kobieta na kilka dłuższych chwil zapomniała zupełnie o codziennej wojnie, którą toczyła w przestępczym światku i oddała mu się całym swoim ciałem. Jego dynamiczne ruchy wprawiły jej cielesną powłokę w urokliwe falowanie, aż w końcu pod wpływem doznawanej przyjemności weszła na wyższy poziom odczuwanej ekstazy. Rozkoszny spazm sparaliżował ją całą, zaś wkrótce potem jej towarzysz oddał się dokładnie temu samemu.
***
Wielka sklepowa hala zdawała się być całkowicie opuszczona. Jedyna osoba, która rzucała się jej w oczy to szpakowaty starzec zajmujący miejsce za ladą i gruby ochroniarz w końcu pomieszczenia, który prawdopodobnie nie byłby w stanie dogonić jej w przypadku kradzieży, nawet gdyby uciekała zaledwie szybkim chodem. Gangsterka zaśmiała się pod nosem w odpowiedzi na swoje przypuszczenie i lawirowała dalej pomiędzy sklepowymi półkami. Kiedy w jej rękach spoczywało już wszystko czego potrzebowała natychmiast ruszyła do kasy. Gdy znajdowała się już niemal kilka kroków od staruszka coś nagle przykuło jej uwagę. Wielki, zaczepny napis głoszący: Niezwykłe upominki z okazji dnia chłopaka. I choć Scarlet nie miała w zwyczaju rozczulania się nad jakimikolwiek świętami, to tym razem zdecydowała się zrobić wyjątek. Przez myśl przebrnęło jej nawet, że Joel był idealnym materiałem na taki drobiazg, dlatego uśmiechnęła się cwaniacko pod nosem i złapała za jedno opakowanie sprzedawanych pierdół.
***
Jedyne co zostało po jej obecności w motelowym pokoju to ułożona na nocnym stoliku czekoladowa broń oraz krótki liścik sugerujący potencjalne miejsce jej pobytu. Choć brunetka miała w zwyczaju znikać po jednorazowych numerkach, to tym razem naprawdę nie robiła tego złośliwie. Joel spał na tyle spokojnie, że żal jej było go budzić. Perry znała doskonale jego historię i jeśli mogła mu pozwolić na choćby chwilę zapomnienia, to nie miała zamiaru mu tego zabierać. Kobieta była przekonana, że młodzieniec już od dawna był dręczony klątwą zabójców, dlatego musiał korzystać z braku koszmarów tak długo, jak tylko było to możliwe. Scarlet zerknęła jeszcze krótko na pozostawioną mu kartkę z napisem: Danny Wheldon, mając nadzieję, że mężczyzna domyśli się, iż zdecydowała się go śledzić i nie zrobi w ślad za nią niczego głupiego.
Wheldon był obecnie jedynym tropem jaki przychodził gangsterce na myśl. Jeśli ktoś mógł wiedzieć dlaczego ktoś na nią polował, to tylko on. Niestety jej dotychczasowy sprzymierzeniec przebywał obecnie poza granicami kraju, dlatego Perry została pozostawiona samej sobie. Brunetka musiała sobie poradzić na własną rękę bez sprzętu oraz wystarczającej ilości ludzi. Na szczęście jej dalece sięgające doświadczenie pozwalało jej zachować zimną krew i trzeźwość umysłu. Scar dotarła bez problemu do miejsca w którym na ogół przebywał Danny i obserwowała dom z ukrycia już od około godziny. Wbrew jej wstępnym oczekiwaniom dostęp do budynku był mocno utrudniony. Facet posługiwał się bardzo nowoczesnym sprzętem, zaś sama ochrona zajmowała jakąś jedną trzecią terenu. Zdecydowanie była to sytuacja trudna, jednak dla niej nie bez wyjścia. Prawda była taka, że najemniczka miała już do czynienia z dużo bardziej skomplikowanymi sprawami, więc w jej głowie rodził się powoli zarys planu.
W trakcie prowadzenia obserwacji należało mieć oczy dookoła głowy, dlatego gdy Perry usłyszała jakieś drobne skrzypnięcie jakby złamanej gałęzi, natychmiast obróciła się w odpowiednim kierunku celując do przeciwnika bronią z tłumikiem. Zabójczyni nie zdążyła niestety wykonać żadnego dodatkowego manewru, ponieważ w jej twarz został wymierzony dość dotkliwy cios od jakiegoś dryblasa. Drobniutka sylwetka wyprostowała się natychmiast, potrząsając lekko głową i usiłując wyszukać wroga nieco zamroczonym wzrokiem. Wprawdzie kobieta dała się zaskoczyć jak dzieciak, jednak na nieszczęście goryla to była dla niej jedynie rozgrzewka. Mistrzyni sztuk walk uniosła z impetem swoją nogę i ciężkim butem wymierzyła przeciwnikowi siarczysty cios. Łysy facet od razu się zachwiał, dlatego Scarlet powtórzyła swoją czynność, a następnie założyła mu klamrę na ten pusty łeb. Aby uniknąć zwabienia kolejnych ochroniarzy, jedną z dłoni ułożyła na jego ustach, by odciąć mu możliwość wezwania pomocy, zaś drugą przymierzyła się do pozbawienia go życia. Nim jednak do tego doszło gdzieś w oddali dobiegł ją kolejny podejrzany odgłos, dlatego sięgnęła ponownie po swojego glocka i wycelowała go przed siebie, robiąc sobie z goryla żywą tarczę. Ku jej zaskoczeniu przed jej obliczem wyrósł nikt inny jak Joel, który najwyraźniej postanowił jej pomóc rozwiązać tą sprawę do końca, choć trzeba przyznać, że jak zwykle pojawił się w najmniej oczekiwanym momencie.
— Zdurniałeś?! — warknęła szeptem wyjątkowo oburzona, po czym skręciła kark swojej ofierze, która opadła natychmiast na miękką trawę. — Masz Ty wejście... — przewróciła wymownie oczami i schowała gnata za pasek. Perry nie była już do końca przekonana czy ochroniarz znalazł ją przypadkiem czy też ich system alarmowy był jeszcze bardziej zaawansowany, niż się jej pierwotnie wydawało. Rozejrzała się więc dokładnie po okolicy, nie dostrzegając na szczęście niczego co powinno było wzbudzić jej wątpliwości. W chwilę potem kobieta znalazła się na kuckach w swojej wcześniejszej pozycji i zerknęła przez lunetę karabinu wyborowego przemierzając nim dalsze, niepewne punkty w terenie. W międzyczasie skinęła mu też ruchem ręki, aby się schylił i schował bardziej za murem, aby uniknąć niepotrzebnych konfrontacji, w każdym razie nie w momencie, kiedy nie była ona ich rzeczywistym zamierzeniem.
________________________________________________________________________________________