JustPaste.it

I ʜᴀᴛᴇ ᴍʏꜱᴇʟғ                     

Fᴏʀ ᴛʜᴇ ғᴀᴄᴛ ᴛʜᴀᴛ I ʟᴇᴛ ʏᴏᴜ ᴅᴏ ɪᴛ                  

________________________________________________________________________________________

Kobieta kolejny raz złapała się na błędnym osądzie mężczyzny, gdyż zdawało się, iż Joel miał dość zdrowe podejście do sytuacji. I nawet jeśli przeszłość odcisnęła na nim pewne nieprzyjemne piętno, to starał się tego po sobie nie pokazywać, zarówno względem wrogów, jak i przyjaciół. Wysnuta przez nią teza szybko znalazła potwierdzenie w jego słowach, dlatego Perry odpowiedziała mu jedynie krótkim skinięciem głowy, które zwiastowało definitywne zamknięcie tematu.

Mimo iż jej kompan uznał, że następny dzień przyniesie im owocne obmyślanie planu, tak Scarlet nie mogła wyperswadować sobie z głowy kolejnej serii obrazów i możliwych wydarzeń. Jej umysł zaczął usilnie szukać furtki z napisem ucieczka, przez co wyraźne dotychczas zmęczenie zostało odsunięte daleko na drugi plan. Natłok natrętnych myśli został jednak szybko przerwany przez wysoki, męski głos, który najwidoczniej usiłował ją odwieść od dalszego planowania. 

— Młody... — przerwała mu w trakcie części jego wypowiedzi i złapała kontakt wzrokowy z jego oczami, kiedy stanął tuż naprzeciwko niej. — Dobra rada. Nie zgrywaj bohatera i nie próbuj mieć wszystkiego pod kontrolą. — skwitowała nieco zaczepnie, choć w zasadzie nie miała niczego złego na myśli. Dążyła jedynie do tego, że nie powinien dyktować jej warunków, ponieważ była ostatnią osobą, która słuchałaby kogokolwiek. Perry zawsze robiła to co uważała za słuszne, bez uwzględniania w swych działaniach osób trzecich, choćby w jakiś sposób były jej bliższe. Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom ten cholerny szczeniak posunął się co najmniej o kilkanaście kroków dalej. Scarlet nie miała nawet szans, aby cokolwiek mu odpowiedzieć, gdyż jej usta zostały skutecznie zamknięte przez zainicjowany przez niego pocałunek. Reakcja kobiety nie była wówczas całkiem oczywista. Zapewne powinna była zabić ten akt w samym zarodku, jednak bardziej z odruchu, aniżeli z chęci, pozwoliła mu aby złączył ich wargi w namiętnym tańcu. W pierwszej kolejności ten zwrot wydarzeń chyba nie do końca do niej dotarł, dlatego otumaniona bliskością nie zdążyła się dobrze zorientować co tak właściwie się stało. Dopiero kiedy Joel zmniejszył znacznie dzielący ich dystans i przesunął dłonie na jej biodra coś wyraźnie w niej pękło. Wówczas temperatura jej ciała natychmiast podskoczyła ku górze, zaś całe jej wnętrze dosłownie się gotowało. O ile nie miało to nic wspólnego z hormonami, tak kobietą targnęła złość. Perry wiedziała do czego to wszystko dąży i jakoś początkowo nie była w stanie tego przełknąć. Oderwała się więc gwałtownie od jego ust i odepchnęła go w kierunku przeciwległej ściany, przez co niesięgające tam światło ukryło jego oblicze w półmroku. Scarlet miała zamiar tak to zostawić, jednak jego przenikliwie spojrzenie dosłownie rozbierało ją wzrokiem. Najgorsze jednak było to, że kobieta czuła jak coś dziwnego szybko w niej wzbiera. Jak chęć obcowania z bliskością diametralnie zmienia jej postawę. Brunetka wiedziała, że on też to widział. Mowa jej ciała mówiła sama za siebie. Ogień tańczący w oczach opowiadał mu historię, która szybko została przez niego rozszyfrowana. I nawet jeśli Perry myślała o nim jak o gówniarzu, to widziała w nim też mężczyznę. Chcąc czy nie chcąc niezwykle atrakcyjnego faceta, który z pewnością łamał bardzo wiele serc, co przy tym zawodzie kompletnie jej nie dziwiło. Niczym niezmącona cisza zaczęła go chyba w końcu przytłaczać, gdyż młody Grenard ruszył się nieznacznie ze swojego miejsca, niczym lew czyhający na swoją ofiarę. Jednak czy Scarlet naprawdę nią była? Myśli kłębiące się w jej głowie znacząco temu zaprzeczały. I mimo, że rozum mówił jej jedno, to serce podpowiadało coś zupełnie odmiennego. Gdy błękitnooki znalazł się znów nieopodal niej podjęła ostatnią próbę przerwania tej farsy, jednak jak się później okazało ta również zakończyła się fiaskiem.   

— Co Ty kurwa robisz? — wysyczała do niego przez zaciśnięte zęby i ponownie pchnęła go w stronę ściany, choć tym razem to ona zbliżyła się do niego na niebezpieczną odległość i zacisnęła palce na jego szyi, do tego chyba zbyt mocno niż pierwotnie miała w zamiarze. — Hm? — ponagliła go jeszcze, choć nie spodziewała się chyba żadnej konkretnej odpowiedzi. Prawda była taka, że to ona wtedy ze sobą walczyła, zaś on nie miał z tym zupełnie nic wspólnego. Perry zwolniła w końcu swój uścisk i zaśmiała się nerwowo pod nosem, jakby robiła to w odpowiedzi na swoje brudne myśli.

— Pieprzyć to. — stwierdziła w końcu zrezygnowana i dała całkowicie ponieść się chwili. Wiedziona swym kobiecym instynktem wpiła się zachłannie w jego usta, zaś między pocałunkami przesuwała się wraz z nim w stronę łóżka. Finalnie pchnęła go na miękki materac, a kiedy na niego opadł od razu znalazła się tuż nad nim, ponownie wracając do jego miękkich warg.   

________________________________________________________________________________________

joel1 x2.png