━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Myliłem się co do wieku kobiety. Być może wyglądała na maksymalnie dziesięć lat ode mnie starszą, to i tak dałbym jej te 37 lat z bardzo ciężkim sercem. A tu okazało się, że różnica wieku między nami wynosi niecałe 16 lat. Kto by się tego spodziewał. W tym momencie nie rozumiałem też jednej rzeczy. Dlaczego ona się śmieje? Rozśmieszyłem ją swoim pytaniem o jej wiek, czy taką reakcję spowodowało stwierdzenie, że kobiet się o wiek nie pyta. Być może jedno i drugie, być może żadne z nich, a uśmiech goszczący na twarzy mojej dzisiejszej towarzyszki był tylko psotą, wywołaną przez przemęczony dzisiejszym dniem mózg. Za dużo się działo w zbyt krótkim czasie przez co mój mózg zaczął działać na nieco niższych obrotach niż dotychczas. Spore krwawienie wywołane postrzałem też nie osłabiło. Na szczęście nie na długo i nie na stałe. Nie wytrzymałbym zbyt długo w jednym miejscu. Robi się w tedy dla mnie nieco za ciasno.
Przywołując w myślach całą tą historię widziałem przed oczami niektóre sceny, te, które najbardziej z jakiegoś powodu zapadły mi w pamięci. Widziałem twarz zmarłej matki leżącej na szpitalnym łóżku - najwcześniejsze wspomnienie, jakie jestem sobie w stanie przypomnieć w tym momencie. Później widziałem zaćpaną twarz ojca rozwalonego na kanapie i Meza siedzącego na ziemi z wlepionymi oczami w ekran telewizora. Porem pierwszy dzień w jego szkole, chwilę potem ostatni. Można powiedzieć, że w przeciągu całej swojej kilku minutowej wypowiedzi zdołałem jeszcze raz na szybko przypomnieć sobie całe swoje życie od śmierci matki właściwie po sam dziś dzień. Nie lubiłem tego, nie lubiłem wspominać, bo w moim życiu, niestety przewagę biorą te negatywne wspomnienia. Tych pozytywnych jest zaledwie garstka.
Czekałem na to, aż cokolwiek powie, jednak kilka długich sekund musiało minąć, by w końcu przerwała panującą między nami ciszę. Kiedy powiedziała, że nie za bardzo pomogłem, to nieco zbiło mnie w tym momencie z tropu. Chociaż w sumie to sam miałbym drobne problemy z połączeniem naszych dwóch, jakkolwiek by na to nie patrzeć, grubo oddzielnych historii. Scarlet jest byłą wojskową i byłym agentem, a ja jedynie gówniarzem, który miał trudne dzieciństwo. Oboje jednak robiliśmy coś, co automatycznie wpisało nas na listę tych, do których lepiej nie podchodzić. Żeby było śmieszniej pewnie oboje, aż do tamtej nocy w barze, nie wiedzieliśmy o tym, że za nasze głowy ktoś chce wydać grubą kasę.
- Trzeba się będzie nad tym jutro zastanowić. Dzisiaj nie ma to sensu. - odparłem opierając się plecami o wystający parapet. Chłód nocy, przyjemnie oplatał mój nagi tors i orzeźwiał nieco umysł. Podniosłem zwieszone spojrzenie na postać kobiety, jedynie w niewielkim stopniu odznaczającym się w mroku. - Nie mam już siedmiu lat, nie oczekuję, że ktoś mi pomoże w życiu. Nie chcę też żeby ktoś się nade mną użalał. Życie wystarczająco mnie nauczyło, że jeśli coś chcę osiągnąć muszę do tego dążyć sam, w innym przypadku cierpią niewinni... Nie oczekuję że będziesz płakać nad moim losem. - wzruszyłem ramionami, stwierdzając ze spokojem w głosie, a nawet na początku na moich ustach zagościł niewielki uśmiech. Zaledwie zarys, który później bardzo szybko zniknął. - Mimo to...dziękuję - dodałem, a kącik moich ust powędrował nieco w górę.
Przez dłuższą chwilę oboje milczeliśmy. W pokoju jednak nie było tak zupełnie cicho. Przez okno wpadały odgłosy żyjącego, mimo później, nocnej pory, miasta. Raz po raz kropla spadała i dźwięcznie odbijała się o brodzik prysznica. Charakterystycznie tykał zegarek widzący na przeciwległej do okien ścianie. Jednak w pewny momencie mogłem usłyszeć nasze głębokie i spokojne oddechy, oraz miarowe bicie mojego serca. Nie było głośno, ale najwyraźniej wystarczająco cicho. Przez cały ten czas myśleliśmy. Oboje najpewniej o dzisiejszym dniu, który jakby nie patrzeć zaskoczył i mnie i Scarlet. W pewnym momencie westchnąłem głośno i zamykając oczy odchyliłem głowę do tyłu. Prawie trzydzieści godzin na nogach, z pominięciem pół godzinnej drzemki, to zdecydowanie za dużo. Ale o dziwo nie chce mi się spać. Co innego moja towarzyszka. Po niej było aż widać, że potrzebuje tego snu, tylko ciągle z tym, jak na złość, walczy.
- Może lepiej się prześpij. - podszedłem do kobiety i stanąłem na przeciw niej. - W tym stanie niewiele już wymyślisz. Oczy same ci się kleją. - stwierdziłem kładąc rękę na jej ramieniu. Jednak kiedy tylko zaczęła mi się sprzeciwiać, zdjąłem ją. - Ale z ciebie cholerna gaduła - na mojej twarzy zagościł uśmiech - Twoim popisowym numerem tortur było zagadanie nieszczęśnika na śmierć. - zaśmiałem się szczerze, ale widząc jej kurwiki w oczach od razu zmieniłem taktykę. Chciałem ją trochę rozweselić, ale jak widać obrałem złą taktykę. - No dobra, niech ci będzie, przepraszam, no ale przyznaj, że rozwodzisz się w protestach i to straszliwie, biorąc pod uwagę, że jesteś wojskową. - zrobiłem nieco smutną minę przechylając przy tym głowę nieco na bok, ale widząc jak ponownie otwiera usta, chcąc znów się pewnie sprzeciwić, posunąłem się do tej bardziej przyjemnej ostateczności i ją po prostu pocałowałem. Jak to stare przysłowie mówi, że pocałunek to najszybsza droga do tego, by zamknąć kobiecie usta na dłużej.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━