Dɪғғɪᴄᴜʟᴛ ᴘᴀꜱᴛ
Tʜᴇ ғᴀᴄᴛᴏʀ ᴛʜᴀᴛ ᴄᴏɴɴᴇᴄᴛꜱ ᴘᴇᴏᴘʟᴇ
________________________________________________________________________________________
Po zakończeniu swojego monologu brunetka zawisła na moment na granicy jawy z rzeczywistością. Obrazy minionych wydarzeń błąkały się niepewnie po jej umyśle, choć oczy doszukiwały się realizmu obecnej sytuacji. Pomimo upływu kolejnych lat i wypłukania swej egzystencji choćby z najmniejszych emocji, myśli Scarlet uporczywie przypominały o cierpieniach, których musiała niegdyś doświadczyć. I chociaż z biegiem czasu ból stawał się coraz mniej odczuwalny, to gdzieś w otchłani jej duszy można było doszukać się rażącego chłodu. Takiego rodzaju zimna, którego nie mogła uleczyć żadna terapia tego świata.
Z głębokiego zamyślenia wyciągnął ją dopiero dźwięcznie brzmiący głos Joela. I nie wiedzieć czemu słowa, które padły z jego ust wymusiły na jej twarzy lekki, choć wyjątkowo szczery, uśmiech.
— Ja niebawem skończę 43. — przyznała zgodnie z prawdą nie mogąc się powstrzymać od jawnego rozbawienia. Niestety sielankowy nastrój nie trwał wówczas zbyt długo, gdyż mężczyzna zdecydował się odpłacić jej równie rozległą recenzją w przedmiocie swojego istnienia. Im dłużej trwała jego wypowiedź, tym rysy twarzy Scarlet ulegały diametralnym zmianom, aż w końcu przybrały całkiem grobowy wyraz.
Niezwykłe. Perry kolejny raz w swoim życiu przekonała się, że los był parszywą suką. Niczemu winny chłopak został wręcz zmuszony do tego, aby wkroczyć w życie dorosłe znacznie wcześniej, aniżeli przewidywała ustawa. Młody dzieciak, który powinien był kopać piłkę z kolegami został skazany na życie w katordze na co posłali go jego właśni rodzice. Możliwości i perspektywy młodocianego życia zostały mu niemal siłą wydarte, zaś niewyobrażalnie ciężki obowiązek bardzo szybko upadł na jego barki.
Do Scar doszło wtedy, że błędnie go osądziła. Myślała, że zszargał swoje życie z głupoty i dla chwały, jednak prawda okazała się skrajnie odmienną od tej, którą sama sobie przypisała. Brunetka zrozumiała wówczas, że zarówno on, jak i ona nie mieli zbyt dużego wyboru. Chory system pchnął ich w ramiona przestępczego światka i bynajmniej nie mieli już stamtąd żadnej drogi ucieczki. Plątanina kryminalnych występków i zbrodni była już tak dużą siecią, że Perry zrezygnowała całkowicie z prawienia mu morałów. Wprawdzie pewnym było, iż zebrała nieco więcej doświadczeń życiowych względem swego kompana, jednak nawet to nie uprawniało jej do oceny jego ówczesnych zachowań.
Z ciężkim sercem objawionym w postaci głębokiego westchnienia kobieta wycofała się nieco spod okna i opadła miękko na brzeg łóżka. Zakres informacji, który został jej właśnie przekazany wymagał szerokiej analizy, jednak była wojskowa czuła się jakby była na krawędzi. Była już chyba zbyt wiekowa i za bardzo zmęczona, aby walczyć z kolejnym syfem, który coraz bardziej wpinał się szponami w jej wiotkie ciało. Jasnooka schowała w odruchu twarz w dłoniach i przymknęła na moment powieki, aby móc solidnie oczyścić swój umysł. Musiała spojrzeć czysto na sytuację i to bardzo dalekowzrocznie, dlatego zamilkła całkowicie pozwalając by niezmącona niczym cisza zapanowała w pomieszczeniu.
— Pogorszyłeś. — odparła w końcu unosząc na niego swoje przemęczone sprawą spojrzenie. — Ale też pomogłeś. — dodała natychmiast, dając mu w ten sposób do zrozumienia, że polowanie na ich głowy było czymś znacznie poważniejszym, niż mogło im się pierwotnie wydawać. — Mam już w głowie pewien zarys, ale potrzebny mi plan. Bardzo dobry plan. — skwitowała dość zagadkowo, jak gdyby nie ujmowała go w ogóle w położeniu dalszych przypadków. Przez jej myśli przebiegła wtedy jedna z bardziej drastycznych wersji ewentualnej przyszłości, dlatego brunetka straciła na chwilę kontakt z rzeczywistością. Nie trwało to jednak zbyt długo, gdyż Scar skarciła w myślach samą siebie za przedwczesne wybieganie przed szereg i natychmiast się zdyscyplinowała. Zaraz po tym przeniosła swoje cieplejsze już spojrzenie na towarzyszącego jej faceta i zawiesiła je przez dłuższą chwilę na jego oczach, jakby zastanawiała się właśnie co powinna mu powiedzieć.
— Zastanawiasz się pewnie co chodzi mi teraz po głowie... — zagaiła z dozą tajemnicy w głosie i ciągnęła dalej. — Prawdę mówiąc nawiedza mnie teraz zbyt duża seria myśli, jednak nie na tyle, by nie zapłakać choć chwilę nad Twoim losem. — stwierdziła całkiem szczerze, choć jej słowa były czystą metaforą. — Mimo to niewiele zostało mi już ze współczucia... Nie powiem więc, że jest mi przykro. Nie będę też się nad Tobą użalać. — wzruszyła nieznacznie ramionami, jak gdyby nie mówiła wówczas o niczym nadzwyczajnym. — To już nic nie pomoże. — podsumowując jeden z wywodów, niemal od razu przeszła do drugiego. — Powiem Ci jedynie, że... — urwała na moment, jakby biła się jeszcze z myślami. — Rozumiem... Naprawdę. — kiwnęła lekko głową na potwierdzenie swoich słów i dodała. — Na Twoim miejscu zachowałabym się dokładnie tak samo, być może nawet gorzej... — stwierdziła pewnie odnosząc się w końcu bezpośrednio do tego, co Joel musiał zrobić dla brata. Scarlet nie chciała go karcić. Zresztą kompletnie nie miała do tego prawa. Po minionym dniu dotarło do niej, że ma do czynienia z mężczyzną, a nie z dzieciakiem za którego ówcześnie go uważała. Dokonał pewnych wyborów, może błędnych, ale swoich i dokładnie przemyślanych. I bez względu na to czy podobał się jej jego udział w przestępczości, to nie miała na to najmniejszego wpływu. Tak. Scarlet Perry była uparta, jednak potrafiła otwarcie przyznać się do błędu. W tym konkretnym przypadku przegrała, jednak mimo to była w stanie to zaakceptować.
________________________________________________________________________________________
