━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Siedziałem prawie, że w bezruchu obserwując to kobietę śpiącą na łóżku albo to co się akurat działo za oknem. Nasłuchiwałem dziwnych dźwięków...zboczenie zawodowe, a co jakiś czas wypijałem z butelki po łyku szkockiej dla uśmierzenia bólu. Na szczęście cieszę się posiadaniem mocnej głowy, w przeciwnym razie już od dawna darłbym komara. Jednak senność i tak zaczęła powoli stawiać na swoim. Głowa przechylała mi się to w przód, to w tył, czasem traciłem świadomość na kilka minut, a ta wracała jak gdyby nigdy nic, nawet nie byłem tego do końca świadomy. Wypaliłem kolejnego z rzędu papierosa, zamknąłem okno i wróciłem na drewniane i średnio wygodne krzesło. Wróciłem do wielce męczącego nic nie robienia. Tym razem ten stan nie potrwał za długo bowiem z zamyślenia wyrwało mnie gwałtowne wybudzenie ze snu kobiety. Spojrzałem na nią nieco zdziwiony. Spała wyjątkowo za spokojnie, a tu jednak zbudziła się jakby jej sny targał potworny koszmar. - Yhm - mruknąłem jedynie w odpowiedzi na jej stwierdzenie. Wróciłem do patrzenia przed siebie w ciemną przestrzeń za oknem, jednak kiedy tylko kobieta zaczęła mówić nieznacznie odwróciłem głowę w jej stronę i jedynie kątem oka dostrzegłem, że zaczęła się rozbierać.
Kiedy tylko zniknęła za drzwiami łazienki, tak jak zaleciła, zacząłem zastanawiać się kto, po co i dlaczego tak właściwie uwziął się na nas i za wszelką cenę, chce się pozbyć. I do jakich wniosków doszedłem? Jak można się domyślić, kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy. Jak zwykle mój mózg pracuje na wysokich obrotach i ciągle podsyła mi nowe pomysły i propozycje rozwiązania problemu. Tak dzisiaj, jak na złość jego sugestie nie pomagały mi w żadnym stopniu. Każda osoba, która przychodziła mi na myśl, albo wąchała kwiatki od spodu, w ogóle nie wiedziała, że to ja stoję za morderstwem, albo nie była żadną ważną personą, którą musiałbym się przejmować, przez jej wysokie plecy. Nie miałem kompletnie pomysłu. W końcu z łazienki wyskoczyła Scarlet niczym poparzona i z niecierpliwością czegoś szukała. Dopiero kiedy się odezwała dotarło do mnie, że szukała telefonu. Chcąc nie chcąc przysłuchałem się rozmowie, która tak czy siak nie zbyt rozjaśniła mi pogląd na całą tą sytuację. Czekałem, więc na jakiekolwiek wyjaśnienia z jej strony. Na swoje szczęście długo czekać nie musiałem.
Oparłem łokcie na kolanach i splotłem ze sobą palce, co sprawiło, że się pochyliłem prawie wyrównując poziom, na którym znajdowały się twarz moja i kobiety. Wlepiłem spojrzenie w jej oczy, tak jak i ona skoncentrowała się na moich. - Historia każdego z nas nosi swoje sekrety i przeżycia, którymi wolelibyśmy się nie dzielić, ale musimy. - odparłem poważnie, a następnie zamilkłem i tak przez całą opowieść kobiety, nie wypowiedziałem już ani jednego słowa. Jedynie wsłuchiwałem się w jej wędrując za nią spojrzeniem. Życie pisze podłe scenariusze, niestety. Kiedy myślimy, że mu przeżyliśmy już wszystko co mogło nas spotkać najgorszego w życiu, przychodzi moment rozmowy z obcą nam osobą, której własne doświadczenia są znacznie gorsze niż nas samych. Potem okazuje się, że los jest jeszcze bardziej okrutny i to jest ciągle nie koniec zmartwień tego człowieka. Czeka go jeszcze spora dawka doświadczeń, kiedy to my życzymy temu komuś jak najlepiej tylko możemy. Niestety świat tak nie działa, w pewnym sensie szkoda, ale w drugim: czy mamy pewność, że następnego dnia obudzimy się tacy sami, albo czy obudzimy się w ogóle?
Teraz nadeszła moja kolej. Zanim w ogóle zdecydowałem się powiedzieć cokolwiek, musiałem przez kilka chwil poukładać sobie całą historię kobiety do kupy. W końcu podniosłem wzrok. Skinieniem głowy wskazałem paczkę fajek, które kobieta trzymała w rękach. Jak widzę nie tylko ja muszę mieć czymś zajęte ręce, żeby móc opowiadać o czymkolwiek związanym ze swoim życiem. Chwyciłem rzuconą paczkę, wyciągnąłem z niej jednego papierosa, którego od razu odpaliłem zaciągając się świeżą porcją dymu papierosowego. - Wiem, że kobiet się o to nie pyta, ale ile masz lat? - zacząłem wypuszczając z płuc popielaty dym. - Ja za niecałe dwa miesiące skończę 28. - urwałem przez chwilę wpatrując się w tlącą końcówkę papierosa. W końcu ponownie umieściłem go między wargami i kontynuowałem wypowiedź. Szczerość za szczerość. - Moi rodzice byli dobraną parą. Dziwka i dziwkarz, z których to związku nieplanowanie narodziłem się ja, a po niecałych siedmiu latach Mezo, mój młodszy brat. W tym też czasie matka kopnęła w kalendarz, a opiekę nad nami miał stanowić ojciec, który od dłuższego czasu zaczął ćpać i chlać. Całymi dniami nie było go w domu, a kiedy już jakimś cudem tam dotarł to zamykał się u siebie, to tak jakby go nie było. Wyobraź sobie trud ze strony siedmiolatka, który dzień w dzień szwendał się po ulicy, żeby zdobyć pieniądze na jedzenia dla brata. I tak czas leciał, jak młody zaczął chodzić do szkoły to tyle dobrze, że mógł zostać na świetlicy, a ja odbierałem go gdy sam skończyłem lekcje. Długo nic nie wskazywało na to, że zboczę na drogę przestępczości zorganizowanej, ale jednak. Zaczęło się w miarę niewinnie. Zacząłem ćpać niedługo po maturze i tak w dzień w dzień. Kto wie, czy któregoś razu bym nie przesadził i się nie obudził. Dotarło do mnie co robię dopiero gdy własny brat porównał mnie do ojca, który w tamtym czasie siedział w pace, a dziś cholera wie gdzie się panoszy. - Zgniotłem końcówkę papierosa w palcach i wyrzuciłem niedopałem przez okno. Stanąłem przy Scarlet i tak jak ona oparłem się o parapet. - Do gangu przyjęli mnie jak miałem 22 lata, poszedłem tam oczywiście przez brata, który zaczął zajmować się dilerką w The Crips. Początkowo nie zajmowałem się niczym wielkim, dopiero potem wyszkolono mnie na tego kim jestem aktualnie. Doprowadzenie moich umiejętności do perfekcji zajęło mi dobre trzy lata, a po tym czasie dostałem pierwszą propozycję kierowania akcją. Wybrałem ludzi, miejsce, czas, zaplanowałem strategię. Myślałem, że dopiąłem wszystko na ostatni guzik. Niestety, wśród ludzi, którzy zostali mi przydzieleni z góry znalazł się kapuś, skorumpowany przez gliniarzy, członek grupy na, którą mieliśmy zorganizowany atak, żeby trzymać się szczegółów. Jak możesz się domyślić wszystko trafił szlag, a ja straciłem wielu wyśmienitych ludzi...przyjaciół. Nigdy więcej nie podjąłem się prowadzenia podobnej akcji. Zdecydowanie bardziej pasowała mi praca solo.
- A teraz coś co cię pewnie najbardziej interesuje. Kiedy tylko doszedłem do siebie, co nie zajęło mi zbyt dużo czasu poprzysiągłem srogą zemstę. Wyrżnąłem w pień pozostałych członków grupy, którą powinniśmy zlikwidować bez przeszkód tamtej nocy. Policjantów i kilkunastu funkcjonariuszy CIA. Co rusz wysyłałem w paczce ich głowy kapusiowi jako przypomnienie o jego czynach i ostrzeżenie, że on jest następny w kolejce. Na samym końcu zabiłem jego. To była powolna i niezwykle bolesna śmierć. Łącznie przez to poniosło śmierć 73 osoby i to w przeciągu trzech tygodni i paru dni. Władza uznała mnie za najniebezpieczniejszego człowieka i wystawiła za mną list gończy. Szukali mnie dosłownie wszyscy i wszędzie. Dlatego uciekłem, co cudem mi się udało, i przez pierwsze kilka miesięcy mieszkałem w Szwajcarii. Wróciłem po siedmiu miesiącach jak gang puścił zamiennika policji. Poczekałem jeszcze trochę, wróciłem do wykonywania zleceń i tak znalazłem się tutaj z tobą. - wyciągnąłem drugiego papierosa i go odpaliłem. Milczałem jeszcze przez chwilę, ale w końcu odwróciłem głowę by spojrzeć w oczy kobiety i dokończyłem myśl. - Domyślałem się, że straciłaś dziecko, gdy było jeszcze małe. Widzę to w twoich oczach. - urwałem ponownie zaciągając się dymem i spuszczając wzrok. Skoro ja widzę w jej oczach stratę dzieci i chęć sprawowania ponownej opieki, to ona najpewniej widzi, że mi przez całe życie brakowało matki...ojca, w sumie też. - A, byłbym zapomniał. Wszyscy ci ludzi byli wysoko postawionymi agentami CIA, których zadaniem było rozbicie siatki przestępczej w całym Londynie i nie tylko. - odszedłem kawałek i zacząłem zastanawiać się co tak właściwie jeszcze powinienem jej powiedzieć. - Jest jeszcze coś - zagaiłem nie zatrzymując się ani na chwilę w miejscu. - Zaraz po zrobieniu tego co zrobiłem...odezwał się do mnie pewien facet, oczywiście nie osobiście, żadnych nazwisk i te sprawy. Powiedział, że wie co zrobiłem ostatnimi czasy i zaproponował żebym dla niego pracował. Powiedział jedynie, coś w stylu: będziesz musiał likwidować po cichu tych, którzy z prawa poszli pod bezprawie. Nie za bardzo zrozumiałem o co mu może chodzić, więc udałem, że nie wiem o co mu chodzi i się rozłączyłem. Po kilku dniach wystawili za mną list gończy. - W końcu zatrzymałem się przed kobietą i podniosłem dotychczas opuszczoną głowę.
- Pomogłem coś, czy tak jak mam w zwyczaju pogorszyłem jedynie sytuację? - zapytałem w końcu nieco niepewnie. Wypaliłem drugiego papierosa i tak jak wcześniej zgasiłem niedopałem w palcach, a to co zostało wyrzuciłem. Następnie zaplotłem przed sobą ręce i czekałem na jakąkolwiek reakcję ze strony kobiety. Czego mogłem się po niej spodziewać? Szczerze nie mam pojęcia.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━