Sᴏᴍᴇᴛʜɪɴɢ ʜᴀꜱ ᴄʜᴀɴɢᴇᴅ
Iɴ ʏᴏᴜʀ ᴇʏᴇꜱ ᴀɴᴅ ɪɴ ᴍʏ ᴍɪɴᴅ
________________________________________________________________________________________
Odpowiedź na jego słowa była wyjątkowo skąpa. Kobieta skinęła jedynie głową i zajęła jego wcześniejsze miejsce wbijając swoje spojrzenie w urokliwy obraz rozciągający się pomiędzy drewnianą, okienną ramą. W końcu nadszedł czas, aby Perry mogła nieco pomyśleć. Sytuacja stawała się coraz bardziej skomplikowana, ale i wyjątkowo męcząca, przez co dawna wojskowa podjęła decyzję o potrzebie przeprowadzenia dokładnej analizy. Wbrew jej ówczesnym oczekiwaniom jej umysł nie podsunął jej do głowy niczego, poza słodkim snem, który wydawał się być jednym z lepszych odkąd sama zainteresowana mogła sobie przypomnieć.
Niestety kraina marzeń sennych nie pozwoliła jej zbyt długo trwać w tym sielankowym stanie i nasłała na nią falę wspomnień, które ukazały jej serię koszmarnych obrazów. Gdzieś w głębi duszy nadal majaczył jej Rhodes, który był nieodłączną częścią ostatnich miesięcy jej życia. Wydarzenia, które miały wówczas miejsce były kolejną dawką traumatycznych przeżyć, które zaraz po służbie w wojsku i historii jej rodziny, odbiły się na niej równie dużym piętnem. Scarlet wiedziona swym naturalnym instynktem rozbudziła się niemal natychmiast w efekcie czego podniosła się do pozycji siedzącej i rozejrzała rozbieganym wzrokiem po zamkniętej w czterech ścianach przestrzeni, jak gdyby doszukiwała się tam potencjalnego zagrożenia. Zamiast tego na drodze swego spojrzenia spotkała jedynie nieco zaskoczonego Joela, który z niewiadomych jej przyczyn znajdował się znowu na krześle, zaś ona sama przysnęła najwyraźniej na tyle mocno, że czarnowłosy zdecydował się nawet odstąpić jej łóżko.
— Idę pod prysznic... — mruknęła trochę jakby od niechcenia, do tego dość nieskładnie, gdyż było już około drugiej w nocy. — Muszę pomyśleć. — skwitowała zaraz, w ten sposób wyjaśniając pokrótce powód swojego specyficznego zachowania. Zimna woda mogła jej pomóc nie tylko oczyścić ciało, ale i jej umysł. Musiała odgonić od siebie wszelkie niepotrzebne myśli i zaplanować co dalej. Brunetka zwlekła się więc z posłania i dopiero wtedy odczuła jak potężna była fala potu i dreszczy, które ją wcześniej zalały. W drodze do łazienki zrzuciła z siebie jeszcze klejącą się do ciała koszulkę wraz z biustonoszem i odrzuciła je na stojącą przy szafce pufę, nie zwracając nawet znacznej uwagi na to, że znajdowała się wówczas na wpół naga.
— Zastanów się czy ktoś w gangu mógł zdradzić. Ja... — urwała na moment i ponieważ znajdowała się tyłem do jego osoby zwróciła głowę nieco w swoje prawo i wypaliła przez ramię. — Ja poszukam dalej. — skwitowała jeszcze nieco zachrypniętym głosem i zniknęła w otchłani nieco przyciemnionej łazienki z braku dostatecznej ilości światła. Perry była święcie przekonana, że dzieje się z nią coś wyjątkowo niepokojącego. O ile początkowo jej zamiary były całkowicie oczywiste i przemyślane, to z chwilą znalezienia się pod strumieniem chłodnej wody jej myśli skupiły się wokół jednej osoby. Niemniej jednak nie dotyczyły one wtedy Ryana, a młodego mężczyzny znajdującego się tuż za ścianą. Brunetka była pewna, że ich relacje były do tej pory czysto zawodowe, jednakże akcja z jej mieszkania, potem ta w hotelu sprzed paru godzin zmieniła nieco jej podejście do tematu. Coś w jego oczach nie dawało jej spokoju, choć nie powiedzieli sobie nic co mogłoby świadczyć o prawdziwości tej tezy. Mimo to Scarlet miała właśnie w głowie nieprzyzwoicie brudne wizje, które prawdopodobnie pchnęłyby ją w ramiona złych decyzji, gdyby nie nagłe oświecenie, które zstąpiło na nią niczym zbawienie. Kobieta wyskoczyła z kabiny tak szybko, jakby znajdowała się właśnie w amoku, po czym wciągnęła na siebie prędko ubranie na zmianę i wparowała rozgorączkowana do pokoju. Następnie odszukała wzrokiem swój telefon i po odnalezieniu w torbie jednej z lewych kart wsadziła ją do komórki, po czym wykonała ważny telefon.
— Hank? Jak tam sytuacja? — zapytała bezpośrednio, gdyż rozmawiała właśnie z jednym człowiekiem, któremu w dniu bieżącym w pełni ufała. — Co z Rhodesem? — zapytała dość retorycznie, bo miała już pewne podejrzenia co do potencjalnej odpowiedzi. I tak jak myślała wcale się nie zdziwiła. — A Duch? Jak z jego aktywnością w Londynie? — dopytała jeszcze dla pewności, wsłuchując się dokładnie w wypowiedź podstarzałego żołnierza na stanie spoczynku. Po tej rozmowie Scar w przenośni otworzyła oczy. Mechanizm, który usiłował ich dorwać stawał się dla niej powoli oczywisty. Żeby jednak móc podjąć próbę rozwiązania tej sytuacji kobieta potrzebowała pomocy. Siedzieli w tym razem, więc Joel miał prawo wiedzieć wszystko co pozwoliłoby im przybliżyć się do zamknięcia tego tematu. Aby to jednak mogło nastąpić Perry musiała mu wyjaśnić przesłanki jakie nią kierowały, to co wiedziała i co się wydarzyło w ostatnich miesiącach, bo zdawało się, że miało to ogromne znaczenie dla obecnego stanu rzeczy.
— Słuchaj... ciężko mi to przechodzi przez gardło, ale musimy pogadać. — przyznała na wstępie całkiem szczerze, po czym usiadła na łóżku tuż naprzeciwko niego, zawieszając przy tym spojrzenie na jego błękitnych tęczówkach. — Historia mojego życia jest tak parszywa, że aż nie mam ochoty do tego wracać, ale jeśli nie zacznę od początku, to nie zrozumiesz co się właściwie potem wydarzyło. — przewróciła teatralnie oczami, gdyż zdawała sobie sprawę, że jej wywód zabrzmiał tak wymijająco, że Grenard już wtedy nie miał prawa czegokolwiek poprawnie odczytać. — Moja matka zamarła kiedy miałam 13 lat. Ja i mój brat zostaliśmy pod opieką despotycznego ojca. Był wojskowym, chciał dobrze, ale ręki do dzieci to on niestety nie miał. — prychnęła pogardliwie pod nosem, jednak zaraz potem ciągnęła dalej. — Moja przygoda z przestępczością zaczęła się właśnie wtedy. Eric, mój brat, wciągnął mnie w cały ten świat, jednak ojciec nie pozwolił na to, żebym się stoczyła. Wysłał mnie do szkoły dyscyplinarnej. Nauczyłam się tam przede wszystkim posłuszeństwa i ślepej wiary w rozkazy. Potem trafiłam do wojska, głównie przez wpływy mojego ojca. Po wyjeździe na misje okazało się, że nie bez powodu nosiłam nazwisko Jones. Byłam doskonałym taktykiem i przywódcą, więc po powrocie dostałam odznaczenia i awans za zasługi dla kraju. Sielanka nie była jednak tak duża jak mogło się wydawać. Ojciec zmarł na chorobę popromienną po wybuchu bomby, zaś brat poszedł siedzieć do więzienia. Nie miałam nic, więc przyjęłam decyzję CIA. Pojechałam na kolejną misję, jako ich szpieg. Niestety nie wszystko szło po mojej myśli. — brunetka spuściła z niego spojrzenie, gdyż nawet po tylu latach nie było jej łatwo mówić o tamtych wydarzeniach. — 26 dni przed powrotem dostałam się w niewolę tych cholernych barbarzyńców. Możesz sobie tylko wyobrazić co robili z jedyną kobietą w obozie przez kolejne sześć dni i osiem godzin, aż do momentu odbicia jednostki przez siły zbrojne Stanów. — na tym skończyła pierwszą część swojej historii i podniosła się, aby zaczerpnąć nieco powietrza. Scarlet zgarnęła ze stolika paczkę fajek, nie zważając nawet do kogo z ich dwójki należały i wyciągnęła jedną z nich, umieszczając ją pomiędzy swoimi wargami. Wtedy jej usta jakoś odruchowo zadrżały, jednak mimo to Perry odpaliła papierosa i uchyliła okno na całą jego szerokość, aby następnie przysiąść tyłkiem na parapecie.
— Wróciłam do kraju. Poznałam Johna, mojego przyszłego męża. Wyciągnął mnie z dna. Pomógł zapomnieć, wyciągnął z narkomanii i alkoholizmu. Z czasem na świat przyszła dwójka naszych dzieci. Jednak ludzie tacy jak my nie mogą mieć tak po prostu rodziny. — kiedy to mówiła wskazała ruchem dłoni na siebie, a zaraz potem na niego, sugerując w ten sposób o jaki typ człowieka jej chodziło. — Johnny nie wiedział, że pracuję dla CIA. Myślał, że jeżdżę na delegację jako szkoleniowiec. Podczas jednej z nich grupa gangusów włamała się do mojego domu i zamordowała mojego męża, siedmioletniego syna i czteroletnią córkę. Okazało się, że wywiad uznał, iż rodzina przeszkadza mi wykonywaniu zleceń, dlatego mój partner zawodowy postanowił się ich pozbyć. Pomógł mu w tym mój kochany, starszy braciszek. — podsumowała kpiąco, jednak niestety jej udręka jeszcze się na tym nie skończyła. — Wymordowałam ich. Wszystkich co do jednego. Zrezygnowałam z pracy w CIA i zostałam wolnym strzelcem. Tu zabójstwo, tam tortury, jeszcze w innym miejscu haracz. — stwierdziła beznamiętnie, jakby nie robiło to na niej najmniejszego wrażenia. Choć w zasadzie dokładnie tak było. — Mniej więcej rok temu odezwał się do mnie jeden z byłych wojskowych. Ryan chciał mnie ostrzec, że ktoś wydał cenę za moją głowę. Standard. Jednak wtedy chodziło o coś dużo grubszego. — przyznała z przekąsem i zaciągnęła się jeszcze końcówką nikotynowego dymu. — Pewna przestępcza organizacja pod wodzą niejakiego Ducha chciała się pozbyć wszystkich wojskowych, którzy działają w sposób podobny jak ja, ale i wszelkich gangów. Wiemy kto stał na ich czele, że była to formacja w części polityczna, ale nie w tym tkwi problem. — westchnęła ciężko, gdyż los znowu zwalił się jej pod nogi nie dając zbyt wielu manewrów czy możliwości. — Słyszałeś jak przed momentem rozmawiałam z Hankiem. Okazuje się, że Ryan zapadł się pod ziemią. Duch jakby w ogóle nigdy nie istniał. Ktoś wymazał o nim jakiekolwiek dane. Pojawili się nowi. Nie wiemy kim są, ale chcą przejąć Londyn, a później cały kraj dla siebie. Chcą się nas pozbyć, bo jesteśmy niepotrzebnym i raczej nieprzekupnym balastem. Nie wiadomo tylko co się za tym kryje, ale na pewno nie będzie łatwo. — posumowała już ostatecznie swoją opowieść, po czym zgasiła niedopałek papierosa po drugiej stronie parapetu. Brunetka zastanawiała się, co w tej kwestii mógł jej zasugerować młody towarzysz, dlatego zawiesiła na nim swoje przenikliwie spojrzenie, jakby oczekiwała jakiejkolwiek reakcji.
— Muszę wiedzieć Joel. — zagaiła w końcu ponownie, aby ukazać mu powagę sytuacji. — Muszę wiedzieć czym sobie tak nagrabiłeś. — dodała nachylając się nad nim delikatnie, by odnaleźć w półmroku błękit jego oczu. — Oni nie ścigają za samą przynależność do gangu czy służbę w jego obronie. W Twoim życiu musiało wydarzyć się coś, co zmusiło ich do obrania Twojej osoby jako jeden z pierwszych i głównych celów. Więc... co to było?
________________________________________________________________________________________
