━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Bez słowa usiadłem za kierownicą maszyny i czekałem, bo niby co miałem mówić. Wszystko co uważaliśmy za odpowiednie zostało powiedziane, wszelkie pomysły ujrzały światło, konwenanse dotrzymane, a i nie zabrakło uszczypliwych komentarzy z obydwu stron sekundowego konfliktu. I co dalej? Czekamy na śmierć w milczeniu, czy też w milczeniu zaczynamy robić cokolwiek. Zapowiada się trudna droga, ale sam już nie wiem, czym jeszcze może mnie zaskoczyć, zarówno ona, jak i osoba, z którą na tą ścieżkę wpadłem. W zasadzie jej nie znam, a imię to o wiele za mało, nawet jeśli dołączymy do tego opis wyglądu. Szansa jedna na milion, że będę w stanie znaleźć cokolwiek na jej temat w bazach, czy wyciągnąć od kogokolwiek z mojego czy jej otoczenia. Gangsterzy i ci spod ciemnej gwiazdy nie otaczają zbyt wieloma osobami, a nawet jeśli to każdy uważa na swoje słowa. W takim życiu jakim prowadzimy nie można zaufać komuś całkowicie, nawet jeśli zna się go całe życie, bo można przypłacić to własną głową, a ten kto cię pozbawił tej głowy, jeszcze na tym zarobi. Mało to było przypadków, kiedy najlepszy przyjaciel zdradził przyjaciela od dzieciństwa, bo zaczęło mu się to opłacać? Bo ja osobiście, znam kilka takich przypadków. Na marginesie dodam, że w każdym z tych przypadków, nie żyją obie strony konfliktu. Kłótnia to jedna sprawa, ale zdrada jest dla mnie niczym własnoręcznie podpisany wyrok śmierci na samego siebie. Takie zabójstwa sprawiają mi też najwięcej przyjemności. Szefowie dają mi wolną rękę jak ten nieszczęśnik na wyzionąć ducha, tylko dają warunek, by zbyt szybko nie odwiedził tamtego świata. W tym momencie zaczyna się uaktywniać moja psychopatyczna strona. Trudno mi powiedzieć, czy to dobrze czy źle, ale człowiek zdrowy na umyśle nie odczuwa satysfakcji kiedy zabija, pomińmy fakt, że ktoś normalny nie zabija. A ja już nic nie czuję kiedy to robię. Ani obawy przed zawaleniem akcji, satysfakcji z wykonanego zadania, skoku adrenaliny, której brak mnie zabije. Odczuwam jedynie zmęczenie, po wielu nieprzespanych nocach i zupełną pustkę związaną z tym co robię na co dzień. Jestem niczym dmuchana lalka, która po prostu jest i robi swoje nie zważając na to co myśli o tym cała reszta.
Przy właśnie takim, mniej lub bardziej optymistycznym, rozmyślaniu minął mi cały czas spędzony na motorze. Nim się spostrzegłem zaparkowałem we wskazanym przez kobietę miejscu. Prowadzenie motoru, czy nawet samochodu, w stanie kompletnego braku świadomości co się robi jest w pewnym sensie przydatne, jak i cholernie niebezpieczne i mało odpowiedzialne, ale cóż zrobić. Taki już jestem. Nie trzymający się schematów. Kiedy tylko kobieta zeszła z motoru chciałem odjechać, ale jak zawsze wszyscy, tak i ona teraz, miała co do mnie nieco inne plany. Ehh...to zaczyna robić się męczące kiedy ktoś wchodzi ci z buta w plany. Jednak bez ani jednego słowa podniosłem wzrok i spojrzałem w jej oczy o nieokreślonym kolorze. Co chce mi teraz powiedzieć? Po początkowych zdaniach bez problemu stwierdziłem, że to nie będzie nic dobrego. Nie pomyliłem się. Tak damo szybko, jak zrozumiałem początkowe przesłanie jej słów, tak szybko zrozumiałem, że opisuje mi swoje życie i robi to ku mojej przestrodze. Dlaczego? Dlaczego mi to mówi i dlaczego mówi to tonem jakim mówią rodzice do dzieci, które coś przeskrobały i słownie każą im patrzeć na błędy. To był tak dobrze mi znany głos reprymendy. Jednak ton jakim mówiła Scarlet w żadnym stopniu nie przypominał mi tonu w jakim mówili do mnie moi rodzice. Za dziecka nie doceniłem słów matki i ojca, bo byli jacy byli i traktowali też tak jak traktowali. Dzisiaj to doceniłem, choć ktoś powinien mi to powiedzieć dawno temu. Zanim jeszcze nie było za późno. Z drugiej strony nie sądziłem, że będą chcieli mnie zabić i dostanę opieprz połączony z monologiem umoralniającym w przeciągu jednej godziny. Mimo wszystko doceniam gest. - Mylisz się...Scarlet. - zacząłem spokojnie kiedy słowa kobiety dotarły do mnie. - Jesteś takim samym człowiekiem jak każdy inny, masz tylko inną historię i doświadczenia...Gdybyś rzeczywiście była taka jak mówisz...Nie osłoniłabyś mnie w barze, pomogła pozbyć się ogona, powiedziała czegokolwiek o sobie...Bez mrugnięcia okiem zabiła na polanie...Nie powiedziała tego chcąc mnie chronić jak własnego syna...Chciałbym, żeby powiedział mi to ktoś już dawno temu...teraz obawiam się, że jest zbyt późno na zmiany...
»»————- ★ ————-««
Wróciłem do domu pogrążony w myślach o słowach kobiety. Miała rację, że kiedy człowiek zaczyna robić to co my robimy zaczyna tracić siebie i staje się zupełnie innym człowiekiem, chociaż nie jest do końca tego świadomy. Dopiero ktoś musi mu to uświadomić, bo inaczej ciągle będzie sobie wmawiał, że już taki jest i nic na to nie poradzi. Zostawiłem motor w garażu i wszedłem do domu. Jak zawsze wewnątrz panował mrok. Jak nigdy poszedłem na górę sprawdzić co u brata, może z nim pogadać. Cicho otworzyłem drzwi jego pokoju i zaglądnąłem przez nie. Spał jak zabity, rozwalony na całe łóżko z kołdrą na podłodze. Cały on. Przykryłem go i z lekkim uśmiechem, który zawitał na moich ustach wyszedłem zamykając drzwi pokoju Meza. Wszedłem na dół myślami wracając do dzisiejszej sytuacji. Błękitna lista...coś mi to mówiło. A jak mi coś to mówi, to zawsze nie jest to nic dobrego. I tym razem moje przeczucie się sprawdziło. Uruchomiłem swoje stare kontakty, a po paru dniach na moim biurku leżała teczka z pełną listą osób zapisanych na tę listę. Znajdowały się tam nie tylko nazwiska. Ku mojemu zdziwieniu był tam też statut, wynagrodzenie, nazwisko moje i Scarlett. To już wiemy dlaczego sporo osób na nas poluje. Cena robi za dobrą zachętę, nawet dla amatorów. Wprawieni wiedzą z czym mieliby do czynienia, więc się do takiego gówna pchać nie będą. I dobrze. Ciągle jednak zostają amatorzy szybkiej kasy, nieświadomi kompletnie niczego. A to już jest problemem.
»»————- ★ ————-««
Przez kilka tygodni, które dłużyły mi się w nieskończoność, sprawa ze Scarlet nie drgnęła nawet o kawałek. Jedynie poszperałem trochę na temat jej przeszłości w poszukiwaniu jakiegoś innego połączenia, nie tylko w związku z błękitną listą. Nic takiego jednak nie znalazłem, chociaż niektóre fakty z jej życia mogą się okazać w przyszłości przydatne. Poprosiłem też, żeby jeden z moich ludzi w tajemnicy przed wszystkimi miał kobietę na oku i informował mnie o wszystkim, co uważa za słuszne, czyli czy ktoś chce ją zabić, bez mojej wiedzy. Tego wieczora postanowiłem zająć się sprawą, która od kilku dni mi zalega, czyli napisanie raportu ze zlecenia. A powszechnie wiadomo, że ja i praca papierkowa nie idziemy ze sobą w parze. To jest jedyny aspekt mojej pracy, którego szczerze nienawidzę i wszyscy doskonale wiedzą, że nie zanoszę papierów na czas, więc drobna drzemka na kanapie z laptopem na kolanach już zupełnie nikogo nie zdziwi. Śniły mi się jakieś głupoty, więc mój mózg nawet nie zanotuje ich obecności. Z błogiej drzemki wyrwał mnie dzwonek telefonu. Leniwie zwlekłem się z kanapy i sięgnąłem po telefon. - No nareszcie, trzeci raz do ciebie dzwonię. - usłyszałem zdenerwowany głos po drugiej stronie. Który?! Czyli to była znacznie silniejsza drzemka niż przypuszczałem. - Co się dzieje? - zapytałem będąc ciągle nieco zaspanym. - Mamy problem. Od kiedy wyszła z uczelni śledzi ją biały Cadillac. - urwał a ja w momencie się obudziłem. - Nie wkraczaj. Zaraz tam będę. - rozłączyłem się i zacząłem zbierać. Nie było czasu do stracenia. Jeśli mój człowiek się nie myli, Scarlet ma kłopoty.
Nie minęło wiele czasu kiedy zgodnie z obietnicą, po niewiele ponad kwadransie byłem już na miejscu. Zaparkowałem obok samochodu przyjaciela i podszedłem do niego. W tedy na szybko określił mi jak wygląda cała to sytuacja. Nie miałem wiele czasu do stracenia. Do środka wkroczyłem sam, jemu kazałem pilnować tyłów. Nie lubię kiedy podczas wykonywania zadania ktoś mi się pląta pod nogami. Do mieszkania wszedłem, sądzę, tą samą drogą co włamywacze, czyli przez okno. Przesuwałem się powoli w głąb mieszkania rozglądając się po kątach. Na pierwszego z napastników natknąłem się w kuchni. Na całe szczęście stał tyłem do mnie, więc nawet nie spostrzegł się kiedy stałem już za jego plecami. Zacząłem go dusić w silnym uścisku, a kiedy tylko z moja pomocą opadł na podłogę, skręciłem mu kark. Z wyciągniętą przed siebie bronią, szedłem dalej. W jednej chwili dostrzegłem kobietę, która szuka napastnika i jego we własnej osobie. Scarlet nie dostrzegła go, ale na nasze nieszczęście, on ją tak. Niewiele myśląc rzuciłem się w stronę kobiety i popchnąłem ją, wytrącając ją z pola widzenia napastnika i linii strzału. Jeden rachunek wyrównany. W tym miejscu jednak znalazłem się ja. Tak się pięknie wystawić to tylko ja umiem. Szybko wycelowałem w napastnika i wystrzeliłem kilka serii. Trafiłem go, on niestety też. Przez siłę wbijającego się w moje ciało pocisku runąłem na ścianę stojącą tuż za mną, a po niej, osunąłem się na podłogę. Miałem dobry widok na ciało napastnika. Jeszcze przez chwilę trzymałem go na muszce, ale był już martwy. Ręka, w której trzymałem pistolet opadła, a broń wypadła mi z dłoni. Pierwszy raz zdarzyło mi się kogoś obronić i pierwszy raz przyjąć za kogoś kulkę. Chujowe uczucie, przynajmniej w tej drugiej kwestii.
Chwile potem usłyszałem nad sobą kobiety głos. Oho, czyżby już układała sobie w głowie następną gadkę umoralniającą? Naprawdę zaczynam się czuć jak gówniarz, który non stop musi słuchać pogadanek od swojej matki. Masakra... - Już dawno. - zaśmiałem się chociaż na mojej twarzy malował się grymas bólu. Pierwszy i zarazem ostatni raz, dobrowolnie przyjmuję od kogoś kulkę. Jak Boga kocham, ostatni. - Przejeżdżałem obok to stwierdziłem, że sobie u ciebie posiedzę. - nie ma co, jak boli, to mój humor zaczyna się wyostrzać. Wstałem i zacząłem mocno uciskać ranę pod obojczykiem, która zaczęła boleć jeszcze bardziej. Kula musiała zostać w ciele. Kurwa... - A co mogę tu robić? - zapytałem retorycznie już bez krztyny wesołości w głosie. - Dostałem cynk, że będą chcieli cię dopaść jak będziesz sama, to przyjechałem. Zadzwoniłbym, darując sobie wysiłek, ale nie byłoby zabawy. - drugie zdanie wypowiedziałem z wyczuwalną, choć nieznaczną ironią.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━