━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Przewracanie oczami przy tej kobiecie już z pewnością weszło, albo w najbliższym czasie, wejdzie mi w nawyk. Jak nigdy tego nie robiłem, tak w dniu dzisiejszym odechciało mi się używać jakichkolwiek słownych argumentów i ograniczyć się do skromnego przewrócenia oczami, na każdą jej reakcję, lub komentarz. Ewidentnie zaczynam schodzić na psy... Zmierzyłem kobietę spojrzeniem. Tak na 'pierwszy' rzut oka nie wyglądała na dużo starszą ode mnie, ale doskonale wiedziałem, że pozory mylą, w moim przypadku nie mogę polegać na pozorach, bo przypłacę to najprawdopodobniej głową. - Dzieli nas najmniej dekada. Wpajają coraz to inne priorytety. - spojrzałem na broń, którą dzierżyła i mierzyła prosto we mnie. Cóż za nowość. Czy naprawdę większość moich znajomości musi się zacząć mierzeniem do siebie nawzajem? Albo jak w tym przypadku, mierzenia tylko do mnie. To jest upokarzające.
W jej tonie, którym wypowiedziała pytanie, wyczytałem, że nie oczekuje odpowiedzi na nie. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie odpowiedział. Tego wieczora, trzeba być jednak trochę bardziej delikatnym. Coś czuję, że jeden niewielki błąd może kosztować jedno z nas życie. Nogę się mylić, ale po oddaniu mi broni, jasnowłosa ciągle miała też swoją. A jak na prawdziwego zabójcę przystało, mogę się założyć, że ukrywa coś jeszcze w zanadrzu. Tak jak i ja. - Aż taki młody nie jestem. - odparłem. Chwyciłem rzuconą przez kobietę broń i schowałem ją za pasek spodni, tam gdzie jej miejsce. Pomimo, że oddała to co moje, nie poczułem się w stu procentach pewniej. Coś było w jej postawie takiego, że czułem lekki niepokój. Dlatego pozostałem czujny i gotowy na wszystko. Pomiędzy nami zapadła grobowa cisza. Oboje myśleliśmy co mamy powiedzieć i jak ubrać to w słowa, żeby ta druga strona nie dowiedziała się o nas o jedną informację za dużo.
Wysłuchałem wypowiedzi kobiety. To w cale nie pomogło mi zrozumieć dlaczego przypadkowi ludzie zorganizowali na naszą dwójkę zasadzkę. Zaczynają się schody, które niebezpiecznie szybko zmieniają się w równię pochyłą. - Nie ty pierwsza, nie ostatnia. - odparłem doskonale wiedząc o czym mówię. - Należę do The Crips, ale nie pracuję wyłącznie dla nich. Robię dla tego kto płaci, do momentu, jak mi się to opłaca. - jak to określił jeden z moich pracodawców 'Jestem jak kurwa, tylko wachlarz usług niego inny', samo ocena poziom...eh, pozostawię to już bez komentarza. Zamilkłem na krótką chwilę zastanawiając się komu mogłem podpaść w ostatnim czasie, aż tak bardzo, że chciałby mojej natychmiastowej śmierci. I odpowiedz 'wszyscy' nie będzie w tym momencie wystarczająco satysfakcjonująca.
- Robię za speca w odwalaniu brudnej roboty. Jak ktoś chce pozbyć się niewygodnego obiektu w prawie niemożliwy sposób, zatrudnia mnie. - nie wstydzę się tego co robię. Po takim czasie jest to praca jak każda inna, tyle, że przy tej nie wiesz czy wieczorem wrócisz do swojego łóżka, a po paru latach nie jesteś w stanie żyć bez dostarczania swojemu ciału odpowiednich dawek adrenaliny. W innym przypadku sam się człowiek wykończy. - Wielu nadepnąłem na odcisk... - westchnąłem - Głównie prywaciarzom, służbom specjalnym, kapusiom... - w tym momencie urwałem przypominając sobie sytuację sprzed niespełna dwóch lat. Czy to możliwe, żeby ktoś jeszcze żył z tamtej ekipy? Całkiem możliwe, choć kobieta pewnie nie będzie wiedziała o co chodzi, dlatego nie drążyłem tego tematu. - Musiałbym poszukać kto jeszcze z nich wszystkich żyje. - Trzeba będzie poszukać gdzie indziej. - Nie odbieraj mi tej przyjemności. Chcę widzieć tą twarz i przerażenie w oczach. - odparłem z psychopatycznym spokojem.
Widziałem jej spojrzenie. Ta dezaprobata, zawód... Przez ułamek sekundy miałem nawet wrażenie, że patrzy na mnie jak na własnego syna, który zawiódł ją swoim zachowaniem i wyborami życiowymi. Moja rodzona matka tak nawet na mnie nie patrzyła. Zawsze kierowała w moją stronę spojrzenie pełne odrazy i niechęci. Zawsze byłem w jej oczach wyrzutkiem. Na szczęście chociaż mój brat nie musiał tego doświadczać na własnej skórze. To pytanie, po którym nie wiesz co się stanie i nie wiesz jak masz odpowiedzieć, mimo, że pyta jedynie o twoje imię. Które z nich podać? Skłamać podając pseudonim, czy zaufać i przedstawić się jak należy. Zważywszy na całą tą sytuację postanowiłem zaufać Scarlet. - Joel... - Co dalej? - Teraz już nic nie wykombinujemy. Odwiozę cię. - ruchem głowy wskazałem maszynę stojącą za mną.



━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━