JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Każdy, nawet największy pracoholik potrzebuje chwili dla siebie i prędzej czy później będzie chciał się wyrwać z błędnego koła. Ja nie należę do przedstawicieli gatunku pracowitych, ani nawet robiących to co lubią. Przyznaję, czerpię niejako radość z odbierania życia, ale żeby tak codziennie robić dokładnie to samo? Przecież idzie oszaleć, a ja powoli zaczynam się czuć jakby płyta odtwarzająca moje życie zacięła się i pokazywała jeden i ten sam dzień bez przerwy. Ciągle w kółko to samo: pobudka, śniadanie, kilka morderstw, do spania i replay. Kto w takiej kolei rzeczy byłby w stanie pozostać przy własnych zmysłach? Z tą pracą jest jak ze szkołą, ciągle robi się to samo, niektórzy są zdolni w tym wytrwać i nawet iść na studia, inni od razu postanawiają coś zarobić, a mądrzy mają na to wyjebane powoli staczają się na samo dno by ostatecznie zarabiać na życie posyłając obcym kolesiom kulki między oczy...

Prawie już leżąc na kanapie skierowałem leniwe spojrzenie na biały zegar wiszący na ścianie. Było zdecydowanie za wcześnie by iść spać, jednocześnie za późno by brać się za planowanie kolejnej akcji i scenariusza na jutrzejsze zlecenie. Westchnąłem przejeżdżając dłonią po brodzie, na której zaczął pojawiać się już niewielki zarost. - Pierdole to. - odparłem do swoich czterech ścian i wstałem z kanapy wyłączając telewizor. Przeszedłem do przedpokoju, z którego zabrałem klucze, a po chwili już jechałem ciesząc uszy cudnym rykiem silnika. Przez dłuższy czas krążyłem po mieście bez konkretnego celu, by ostatecznie zawitać w jednym z klubów, gdzie najczęściej przesiadywali motocykliści. Zaparkowałem nieopodal wejścia. Już na zewnątrz z towarzyszącymi odgłosami miasta i ryku silnika, gwara dochodząca z wnętrza klubu była doskonale słyszalna. 

Wchodząc omiotłem spojrzeniem całe towarzystwo chcąc dowiedzieć się z kim będę miał dziś (nie)przyjemność dzielić swój czas wolny. Przewróciłem jedynie oczami rozpoznając kilka typków, z którymi mam od lat na pieńku, ale nie możemy się ze sobą rozprawić, bo wybuchłaby ogólnoświatowa wojna gangów, gdzie za nasze głowy posypałyby się grube miliony. No może trochę przesadzam...a może i nie przesadzam? Zająłem swoje stałe miejsce w kącie klubu, w miarę blisko wyjścia i samego baru, rzecz jasna. A skoro już o tym mowa - przywołałem barmana gestem dłoni, już wiedział co ma mi przynieść. Po chwili pełna butelka Jacka Danielsa leżała już na stole, zapłaciłem z góry i zacząłem pić. Może nie zamierzałem się dzisiaj upijać w trzy dupy tak by nie trafić we framugę drzwi, ale jak już pić to coś dobrego.

Minęły dobre dwie godziny, a zawartość butelki pełnej złocistego trunku zmalała w niewielkim stopniu. Nie ma co, nie pije się tak dobrze nie mając z kim przybić kieliszka. Podniosłem wzrok w ostatniej chwili orientując się, że ktoś trzyma mnie na muszce i zaraz wystrzeli robiąc z mojego mózgu mało estetyczną, czerwoną plamę na ścianie. Nie mając chwili by sięgnąć po własną broń, zsunąłem się pod stolik skąd zdjąłem gościa, stojącego najbliżej mnie. Korzystając z okazji, że w całym klubie panował ogólny zamęt prześlizgnąłem się za grupę napakowanych goryli. Jednemu z nich posłałem kulkę i przez chwilę robił mi za tarczę. A przynajmniej do chwili, aż nie wystrzelałem całego magazynka. Popchnąłem trupa w stronę osiłków i przeskoczyłem przez bar, gdzie w sekundzie względnego spokoju mogłem zmienić magazynek.

W momencie odwróciłem głowę słysząc obok siebie głos kobiety, z wyglądu, znacznie ode mnie starszej. Niestety nie zdążyłem jej odpowiedzieć, bo zaraz praktycznie przygniotła mnie do podłogi, a po chwili obok mnie runął następny nieboszczyk. Ehh...zachciało mi się ekscytacji i zmiany w tej pieprzonej monotonności, no to mam...Sam się o to prosiłem. Chciałem mruknąć cokolwiek w jej kierunku, ale ta już przeskoczyła przez bar i usiekła w stronę tylnego wyjścia. Niejako odwracając ode mnie uwagę naszych niedoszłych morderców. Niewiele myśląc przeskoczyłem przez bar i pobiegłem wprost do motoru czując jakby kule już prawie smagały po moim ciele. Odpaliłem i z piskiem opon odjechałem kierując się na tyły przybytku. Jechałem szybko, więc na miejscu byłem już po kilku sekundach, wyjąłem broń, wycelowałem i osłaniałem wybiegającą kobietę. Po czym prawie kładąc maszynę zawróciłem w miejscu tuż przy niej. - Wsiadaj! - krzyknąłem ponownie strzelając. Kiedy poczułem jak mnie obejmuje ruszyłem przed siebie jadąc jak najdalej modląc się jednocześnie, by nie złapać ogona.

 

610f71afa6da507517ffd4182c5821fd.jpg     41314429db2e9a710781f120977a841a.jpg     a1bb7cb6d81d4cdafb1100c15572e869.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━