Oʜ, Lᴏʀᴅ ʜᴇᴀᴠᴇɴ ᴋɴᴏᴡꜱ
Wᴇ ʙᴇʟᴏɴɢ ᴡᴀʏ ᴅᴏᴡɴ ʙᴇʟᴏᴡ
________________________________________________________________________________________
Minione dni i tygodnie nie należały raczej do najprzyjemniejszych w moim życiu. I choć nie należałam do zbyt nadwrażliwych osób, to miałam już tego powoli dość. Widziałam już krew, śmierć, błaganie o litość, ucieczki, epidemie, wojny i egzekucje. Nic nie mogło mnie złamać, choćby dopuszczono się największych tortur, gdyż to też miałam już za sobą. Nie zależało mi na dostatnim i godnym życiu, bo to już dawno zostało przeze mnie utracone. Jednakże przytłumiona ilością tych samych, tak samo kończących się zleceń zaczynało mnie zwyczajnie męczyć. Postanowiłam więc dopierać swoją pracę dużo bardziej skrupulatnie, aby uniknąć niejasności, zaś swoje niewielkie zasoby czasu wolnego zaczęłam spędzać w starym, niezbyt dobrze pachnącym klubie dla motocyklistów, którzy na całe szczęście trzymali się ode mnie z daleka.
Taki sam los czekał mnie i tego wieczora. Pochłonięta głębokimi przemyśleniami nie spostrzegłam nawet, że kiedy przyszłam do baru znajdowało się w nim nad wyraz mało osobników. Nie myśląc ani chwili dłużej zajęłam swoje miejsce w samym końcu lokalu, w wyraźnym odosobnieniu i skinęłam głową w kierunku barmana, który już po chwili przyniósł mi butelkę szkockiej, wraz z naczyniem do jej opróżniania.
W samym środku pomieszczenia było jak zwykle głośno, gdyż banda jakichś kretynów przekrzykiwała się jeden przez drugiego, co do tego, który z nich dysponuje większymi możliwościami, co do motocykli. Oczywiście z tego co wynikało z moich obserwacji, to żadne z nich nie dysponowało nawet wystarczająco ilością mózgu w głowie, aby wiedzieć choćby co się dzieje dookoła. W przeciwnym końcu sali znajdował się jednak jeden mężczyzna, który przykuł moją uwagę. Choć nie wyróżniał się niczym nadzwyczajnym, to widać po nim było, że jest raczej odosobniony od tego całego zgiełku. Siedział jedynie samotnie z ulubionym trunkiem na stoliku nie zwracając kompletnie uwagi na to co działo się wokół.
Proszę. Jednak czasami przychodzi tu ktoś normalniejszy. - wypowiedziałam sama do siebie w swoich myślach, po czym wzruszyłam nieznacznie swoimi ramionami i zajęłam się ulubionym alkoholem. Wbrew moim oczekiwaniom czas miał zaskakująco szybko, a jeszcze szybciej znikała moja szkocka przechylana wprost do mojego gardła. Im dłużej wodziłam wzrokiem po pobliskich twarzach, tym bardziej miałam ochotę natychmiast stamtąd zniknąć. Postanowiłam więc, że oddam się jeszcze tylko jednej przyjemności w postaci tytoniowej bletki, którą zaraz po tym umieściłam w ustach i już dźwignęłam się na nogi, w celu opuszczenia budynku, kiedy do środka wparowała zgraja uzbrojonych po zęby goryli.
Nim zdążyłam jakkolwiek zareagować rozległa się strzelanina. Co ciekawsze napastnicy nie obrali sobie za cel każdego kto znalazł się za ich muszką, a jedynie mnie i czarnowłosego faceta. Kiedy strzały stały się coraz bliższe i bardziej niebezpieczne momentalnie włączył się we mnie instynkt przetrwania, dlatego też przewróciłam stolik, aby zrobić sobie z niego tarczę i wysunęłam broń z kabury, następnie opróżniając część magazynka celnymi strzałami w stronę przeciwników. Gdy strzały nieco ucichły puściłam się prędko biegiem za bar, gdzie cała jego obudowa posłużyła za całkiem niezłą ochronę, ale zaraz.. nie byłam tam sama.
- Co Ty tu... - zdążyłam jedynie wymamrotać i spojrzeć w przenikliwie błękitne oczy towarzysza niedoli, kiedy ponownie rozhuczał się dźwięk broni, zaś tuż za jego plecami wyrósł rosły napastnik, który mierzył dokładnie w jego kierunku. Nie myśląc ani chwili dłużej wycelowałam glocka w blondyna i pozbawiłam go życia jednym strzałem, po czym ruszyłam biegiem na zaplecze, które prowadziło do tylnego wyjścia.
________________________________________________________________________________________
