JustPaste.it

Ż𝚎𝚋𝚢 𝚠𝚛𝚘́𝚌𝚒ł𝚢 𝚝𝚎 𝚍𝚗𝚒,
𝚔𝚒𝚎𝚍𝚢 𝚞ś𝚖𝚒𝚎𝚌𝚑 𝚋𝚢ł 𝚗𝚊 𝚝𝚠𝚊𝚛𝚣𝚢
Ż𝚎𝚋𝚢𝚖 𝚜𝚙𝚘𝚔𝚘𝚓𝚗𝚒𝚎 𝚣𝚊𝚜𝚢𝚙𝚒𝚊ł
𝚒 𝚣𝚗𝚘𝚠𝚞 𝚣𝚊𝚌𝚣ął 𝚖𝚊𝚛𝚣𝚢ć

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Miałem wrażenie, że atmosferę, która otaczała zarówno mnie jak i kobietę już nie tylko można kroić nożem, ale i sprawia, że przedmioty same z siebie zaczynają latać. Może właśnie dlatego nie zdziwiłoby mnie zupełnie, gdyby nagle tuż przed maską samochodu przeleciała mi siekiera, albo coś takiego. W tym też momencie, w pewnym sensie, cieszyłem się, że prowadzę, chociaż nie do końca jestem pewien czy odważyłbym się patrzeć kobiecie w oczy. Nie z powodu strachu, czy czegoś podobnego, ale po prostu... zjebałem i byłem tego całkowicie świadomy, a sam fakt, że kobieta jakimś cudem nie żywi do mnie urazy, za razem nie mając ochoty wpakować mi tej latającej siekiery w łeb, było dla mnie niezwykłym cudem. W końcu nie każdy dowiadując się, że jego przyjaciel zabił ukochanego, zareagowałby tak samo jak Scarlet. A już szczególnie w tym świecie, w którym żyjemy. Jednak Scarlet była inna... Od samego początku była inna. Mogłaby mnie zabić biorąc omyłkowo za oprycha, który chce ją sprzątnąć. Nie musiała ufać, tylko zostawić na lodzie, dla świętego spokoju, a miałaby go i to zdecydowanie. Co prawda uratowałem jej tyłek, ale i tak to jest nic w porównaniu z tym, co kobieta zrobiła dla mnie. Nie wiem dlaczego, ale w pewnym sensie poczułem się dłużny względem niej... W tym momencie mogłem powiedzieć, że zawdzięczam jej dosłownie wszystko... Postanowiła pomóc mi w najgorszym momencie mojego życia, chociaż za to co ja zrobiłem jej, choć nieświadomie i wiele lat temu, to jednak... mogła mnie zabić, ale tego nie zrobiła.

 

Nie odpowiedziałem na pytanie kobiety doskonale wyczuwając, że nie oczekuje tego ode mnie, właśnie dlatego się powstrzymałem. Był też inny powód: co takiego miałbym jej odpowiedzieć? Sam nie wiem... Po prostu miałem za dużo czasu na myślenie i dochodziłem do różnych w skutkach wniosków, a ten był właśnie jednym z nich. Zaparkowałem samochód na wolnym miejscu i zgasiłem silnik, jednak nawet nie musząc się skupiać na tym co się dzieje przede mną, i tak nie odważyłem się spojrzeć na kobietę... Chyba zrobiłem się za miękki... - Właśnie o to chodzi... - zacząłem i wyszedłem z samochodu zaraz za nią. - Dziwię się po prostu, że pomimo tego co się dowiedziałaś... byłaś przy mnie... Przychodziłaś do szpitala co noc, a na siłowni też zostałaś, chociaż nie musiałaś. Dlaczego nie odwróciłaś się jak większość?... - zapytałem już powoli tracąc siły na rozumienie i chęci na szukanie odpowiedzi. Byłem w tym momencie nikim... Nie mogę wykonywać zleceń, lider ciągle mnie uziemia, ludzie, którzy zawsze mogli na mnie polegać... zniknęli... Zostałem sam... No może nie do końca, bo w końcu jest przy mnie brat i Scarlet... Tylko oni. Gdzie jest gang? Chyba zrozumiałem jak to wszystko działa. Jak jesteś użyteczny, wszystko masz podstawione pod nos, a kiedy tylko raz zawiedziesz to wypadasz z gry i wszyscy się od ciebie odwracają... Nawet miłość mojego życia mnie zostawiła bez słowa... Czułem się dosłownie jak śmieć. - Ehh, chodźmy się napić, bo zaczynam pierdolić... - westchnąłem i wepchnąłem kluczyli do kieszenie skórzanej kurtki. Weszliśmy do środka po chwili zajmując wolne miejsce przy stoliku, gdzie barman nas dobrze znał, więc od razu dostaliśmy ulubiony alkohol. - Ale to nie ostatnie moje pierdolenie, które posłuchasz przy kieliszku. - odparłem cicho, nie chcąc informować wszystkich na około, co siedzi w mojej głowie. Polałem kolejkę i od razu wychyliłem zawartość kieliszka, która przyjemnie rozgrzała moje gardło. - Zjebałem Scar... zjebałem jak nigdy... 

 

4c167cd8dd277f32c14f9903afc9169d.jpg0560bf5b786f652f33eea8e6a6abbb54.jpga188de4da87032ef5eef26bbb16a5c40.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━