JustPaste.it
CELESTIAL BLESSING ; CHAPTER 01

ariela74915137.jpg

WANDA MAXIMOFF
ANTHONY STARK
( ⎊ ) baza T.A.R.C.Z.Y.
lokalizacja: nie można zamierzyć.


Setki ekranów rozświetlało przestrzeń niebieskawą barwą. Biurka, ciasno osadzone obok siebie, niemal uginały się pod ciężarem sprzętu. Ten dzień był podobny do innych, tak samo tajemniczy i mogący rozpętać burzę stulecia, jeśli tylko coś nie poszłoby zgodnie z planem. Wypatrywanie zagrożeń wiązało się z tym, iż w końcu jakieś zapuka do naszych, ziemskich drzwi. Kiedy i jakie będą jego skutki? Nick Fury mógłby sobie rwać włosy z głowy, gdyby jeszcze je miał, aby znaleźć odpowiedź na to pytanie.
Dyrektorze — odezwał się ktoś, a czerwona lampka przywołała jego zmęczony wzrok. Pokonał kilka kroków, nim znalazł się przy odpowiednim stanowisku.
Mam nadzieję, że nie marnujesz mojego czasu. Wciąż nie zjadłem śniadania — mówiąc to, coś przelewało się w jego żołądku, zakończone głośnym burczeniem. Zmarszczył brwi.
Do tej pory myślałem, że pomiary szwankują, bo to niemożliwe… Ale sprawdzałem już chyba dwudziesty raz. W jądrze Ziemi coś jest, sir. — Wyprostował się i czekał na reakcję szefa. Zastanawiał się, czy przypadkiem nie powinien zasalutować, jak zrobiłby to w przypadku Kapitana Ameryki, ale tym razem odnosił wrażenie, że ta ręka zostałaby ścięta, nim wzniesie ją w powietrze.
I czekacie z tą informacją, od kiedy? — warknął na niego. Nabrzmiała żyła na czole pulsowała tak szybko, że w tym świetle nie wiedział już, czy dioda rzucała taki cień, czy dostał wylewu w oku.

Obawiam się, że to już nie pańskie zmartwienie — kobiecy głos niósł się echem, jakby zapowiadając salwę szczęknięć karabinów. — Wiedzieliśmy od miesięcy. Potrzebowaliśmy jednak grać na zwłokę, aby dać zmianom czas na wejście w życie. Niniejszym pozbawiam Cię pozycji i przywilejów, Nick. Jesteś tak ślepy, że nawet teraz pewnie nie widzisz, że do Ciebie celuję.

Maria Hill. Ufał jej, jakby była jego własną córką. Nicholas przywykł do zdrad, choć ta bolała niezwykle mocno.
Nie traktuj tego personalnie, staruszku. Wiesz, co Cię zgubiło? — zamilkła na chwilę, pozwalając mu zanurzyć się w gęstwinie przemyśleń. — Za bardzo polegałeś na swoim złotym chłopcu, ba, na wszystkich Mścicielach. Nie ręczę za nich nawet kawałkiem czerstwego chleba. Od dzisiaj zdajemy się na własny instynkt.
W takim razie straciłem dwa czerstwe chleby — stwierdził tylko.
Na północy od Massachusetts zdawało się trochę chłodniej. Miernik temperatury pokazywał spadek jednej kreski, aby później mogła powrócić do poprzedniej pozycji. Postanowił wypróbować nowy napęd, a przy okazji sprawdzić stan pogody.
Z gracją wylądował na ulicach Nowego Jorku, nie zostawiając na chodniku nawet najdrobniejszego wgniecenia. Skorygował nieprawidłowości i mikro usterki, aby móc szczycić się niezachwianym bilansem i dokładnością.

Wiele par oczu spoglądało wyłącznie na niego. Jedne z podziwem, z innych namacalnie wylewało się przerażenie. Tony Stark spacerował między ludźmi jak gdyby nigdy nic. Takie widoki zdarzały się coraz rzadziej. Zwykle ciągnął za sobą ogon bitewny, tym razem jednak nie było słychać ani krzyków, ani potężnych grzmotów.
Dwa razy kliknął niewielki panel na skroni, aby hełm „magicznie” rozpłynął się w powietrzu. Nanocząsteczki powróciły na swoje dawne miejsce. Jego głowa wciąż była chroniona niewidzialnym materiałem, zdecydowanie silniejszym od tytanowego pancerza. Przestał go potrzebować, ale nosił ze względów estetycznych.
Uważał, że to jedno z najlepszych niedawnych ulepszeń.

Nowy wynalazek, cud kosmicznej technologii. Endo-symbiotyczny budulec, rozciągający się do granic możliwości, sterowany wyłącznie myślami. Rozpoznający tylko jednego użytkownika, jego. Nie do skradzenia, podrobienia, a nawet zniszczenia. Zawsze w gotowości.
Tak, tak, w porządku, przyszedłem tylko po bajgla — zaśmiał się, machając na kobietę przy drobnym stoisku. Zrozumiała, że mówił do niej, albo może tylko się wystraszyła, bo trzęsącymi rękoma nagle starała się zrobić kilka rzeczy naraz. Podała mu zamówienie i nie zdążyła oznajmić ceny, gdy do jej uszu dotarł dźwięk powiadomienia.
Kup sobie coś ładnego — kiwnął w stronę telefonu, a potem wzbił się i zniknął.
Strącał okruszki pieczywa, gdy znalazł się w Avengers Mansion. Wygładził zarost, wcześniej pozwalając nowej generacji zbroi schować się do niewielkiego trójkąta na własnej piersi. Neonowe światło delikatnie przedzierało się przez warstwę odzieży.
Oficjalnie utrzymywał, że nie znajdował się w posiadaniu symbionta, zrekonstruowawszy właściwości ciała obcego do własnych potrzeb. Potrzebował zaledwie kilkunastu minut, aby dostroić jego wibracje do tych ziemskich, ukrywając zdobycz przed całym światem. Nie zdejmował go.

Profesorze — przywitał się, kiwając głową na łysego mężczyznę, unoszącego się nad ziemią, dzięki swojemu wózkowi.
Musiałem poczuć wiatr we włosach, wiesz. Pospacerować... — ciągnął, uśmiechając się w ten swój charakterystyczny, denerwujący sposób. Peter z trudem utrzymywał pokerową twarz.

Miał przed sobą długi, prostokątny stół. Ciemny dąb lśnił od środków czystości i lakieru. Zastawiony filiżankami, talerzami, teczkami z dokumentami. Ogromne okna uchylono, lecz i tak w  środku panował zaduch. Zajął miejsce u szczytu, ówcześnie odpinając guzik od garnituru.
Po prawej stronie piętrzyli się członkowie Avengers, po lewej zaś mutanci. X-Meni powołani do służby przez samego Charlesa Xaviera. Wanda Maximoff zajęła miejsce po drugiej stronie, naprzeciwko Starka.
Takiego podzielenia na grupy nie widziałem nawet w szkole, czapki z głów, serio! — klasnął w uda, głośniej niż planował. Ktoś podsunął mu akta,  pragnąc od razu przejść do rzeczy.

Podobne spotkania zdarzały się rzadko i Tony ich nienawidził. Wynikało z nich raczej niewiele, a dojście do konsensusu było jedno. Każdy robił to, co chciał.
Celestial wymaga naszej natychmiastowej uwagi — wtrąciła się prawa ręka Profesora X, Mystic. — Ile debat ma się jeszcze odbyć? Ludzie są przerażeni---
Wszyscy są przerażeni — wtrącił się Havok. — Brak informacji to też informacja, Tony. Zajmiemy się wszystkim, daj nam tylko wolną rękę. Problem zniknie. I to może być początek wspaniałej współpracy.
Spoglądał na jego czarny kostium, wyobrażając sobie, jak wytwarza przeciwko niemu falę plazmową.
Zajmiecie się tym? Tak samo, jak poradziliście sobie z Sebastianem Shawem? A może mutek-terrorysta znowu zostanie pokazywany we wiadomościach? — odszczeknął. Alex od razu postępiał i najwyraźniej darował sobie kolejne przemowy.

Wstał, wyciągając przed siebie lewą dłoń. Przesunął pokrętło w zegarku, a ten przeistoczył się w panel dotykowy, wyświetlający obraz w 3D. Setki tysięcy niebieskich wiązek budowało ogromne cielsko istoty pozaziemskiej. Sześć pustych oczodołów sprawiało wrażenie, jakby zaraz miał się w nich rozpalić ogień.
Nie możemy go ruszyć, z moich danych wynika, iż Ziemia mogłaby wypaść z orbity. Jeśli wydostanie się z jądra, roztrzaska planetę. Jestem zdania, aby dalej podtrzymywać, że ostatnie anomalie wynikają z ruchów tektonicznych. Nie powiemy przecież całej ludzkości, że w środku globu żyje jakieś tajemnicze stworzenie.

Skierował się w stronę drzwi i chciał po prostu wyjść. Na drodze stanął mu jednak wózek inwalidzki i jego właściciel, miną zdradzający wyłącznie opanowanie.
Nie może tam zostać. Wciąż rośnie i produkuje szkodliwe substancje. A jeśli to potrwa lata, tysiąclecia? Pozwolimy, aby trucizna trafiała do wód i ziem? Ludzie chorują. Żadna bajeczka o płytach tektonicznych nie podziała — rzekł, chyba licząc na to, że przekona swojego naturalnego przeciwnika.
To użyj swoich mocy i przydaj się na coś, Charles. Jestem w stanie zniwelować wszelkie jego wpływy w ciągu miesiąca, dopóki nie wymyślę, jak usunąć go stamtąd na dobre, całkowicie bezpiecznie. Proszę Was jedynie o czas. A Wy organizujecie jakieś dziecinne spotkania, zamiast pozwolić mi pracować. I ile dały te rozmowy? Ja dostałem tylko migreny — powiedział, krzywiąc się.
( ⎊ ) obecnie

Ponownie zgromadzili się w znajomej sali, lecz tym razem atmosfera aż iskrzyła od złości i strachu.
Maria wystąpiła na środek i brunet mógł przysiąc, że ta pierwszy raz nie wiedziała, co powinna powiedzieć.
Wkrótce przez przeszklone drzwi weszła drużyna Eternals. A przynajmniej tak sami siebie nazywali. Tonemu nigdy coś podobnego nie przeszłoby przez gardło.
Mamy do czynienia z Celestialem — odezwał się chyba ich przywódca? Albo ktoś, kto miał o sobie wielce wysokie mniemanie.
Ta, tak. Tego domyśliliśmy się już sami — Stark zakpił, jednak dalej słuchał. Nawet on nie był w stanie odnaleźć rozwiązania.
Zostaliśmy wysłani na Ziemię, aby dopilnować prawidłowego przebiegu jego rozwoju, włącznie z narodzinami.

Spojrzał na Wiedźmę w ten sposób, że gdyby oczy potrafiły mówić, krzyczałyby zabij.