JustPaste.it

════════════════════════ ✦ ════════════════════════

 

Tak jak miał w planie, spędził ten wieczór w wannie. Cholernie uwielbiał ciepło, więc jak już zniknął, potrwało to kilka godzin, dopóki woda zupełnie nie wystygła. Dopiero wtedy opuścił łazienkę i udał się do spania w towarzystwie swojej suczki Grenarie. Tylko on w tym domu pozwalał jej spać na łóżku. Zasnął dość szybko, myślami powoli krążąc wokół misji, która miała w zanadrzu trochę więcej trudności, niż by się tego spodziewał.

Nie wstał ani trochę wcześniej. Zlecenie miało mieć miejsce dopiero wieczorem, a przynajmniej tak sądził, więc ani myślał zaburzać swojego i tak nadszarpniętego pracą snu. Miał bardzo dużo czasu. Leniwie opuścił łóżko i ogarnął się, żeby móc zacząć dzień. Nie zdążył nawet wyjść z pokoju, gdy już w progu spotkał swojego brata.

- No no, chyba ktoś tu jest bardziej podekscytowany ode mnie.

Zaśmiał się cicho i tylko złożył buziaka na jego policzku w geście powitania. Zszedł na dół i zajął się karmieniem czworonożnych bestii, gdy Joel coś tam mruczał do siebie. Dopiero, gdy tamten wypowiedział jego imię, odwrócił się w stronę starszego. Nie odpowiedział mu nic i po prostu skierował się w stronę kuchni, gdzie miał zamiar przygotować sobie śniadanie i oczywiście wypić kawę. Nie mógł przecież nigdzie iść, dopóki jakoś nie pobudzi swojego ciała. A jeśli nie narkotykami...

‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒

Im bliżej było tej felernej godziny, tym mniej podekscytowany się czuł. Na początku może i był gotów wystrzelić w kosmos z radości, ale teraz...? Coś mu nie pasowało. Ciągle starał się odsuwać od siebie to cholerne uczucie, wmawiając sobie, że to tylko stres przed pierwszym wielkim skokiem na czyjeś życie. W hotelu wypakował wszystko, co było im potrzebne, układając ładnie na stole kamery i jakieś plany, z których chuj umiał odczytać. Na szczęście nie on jest mózgiem w tej operacji. Joel tylko oznajmił, że wybiera się na podsłuch, na co chłopak jedynie przytaknął. Te kilkanaście minut, które starszy spędzał na wywiadzie, on przeznaczył na dokładne przeglądnięcie sprzętu i rzeczy, które przynieśli. Miał listę, z której odhaczał pozycje i skończył niemal idealnie równo z powrotem swojego brata.

- I co masz?

Zapytał z pewną dozą ciekawości, w skupieniu wsłuchując się w podane informacje. Wyglądnął przez okno, by spojrzeć w miejsce, gdzie Joel miał iść zamontować kamery. Tak, nie dało się przegapić. Ale to dobrze, bo przynajmniej się nie zgubi, a do tego miał wielką tendencje. Jego zadaniem było pomóc w ustawieniu kamer. Nic trudnego. Założył jeszcze komunikator i skinął głową, dając bratu znać, że mogą rozpoczynać. Otworzył laptop, do którego podpięte były urządzenia, chwile po tym, jak Joel zniknął. Cała ta operacja zajęła mu trochę czasu, bo chłopak pierwszy raz miał styczność z czymś takim. Udało mu się jednak ogarnąć wszystko w momencie, gdy Joel ponownie zawitał w pokoju.

- Ile mamy czasu do rozpoczęcia?

Zapytał w momencie, gdy tylko wzrokiem napotkał Joela. Do wieczora? Zdąży się jeszcze przespać. I jak postanowił, tak zrobił, zostawiając starszego przy rzeczach, na których on znał się lepiej, czyli na obmyślaniu i przygotowaniach. Szkoda mu było marnować energii na głupie siedzenie w miejscu, szczególnie, że jego poprzednia noc nie należała do najlepszych. Zresztą, obecny sen również przyjemny nie był.

‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒

- Nie śpię...

Mruknął do brata, gdy ten szturchnął nogą leżącego na ziemi Mezo. To by się akurat zgadzało, bo obudził się kilkanaście minut wcześniej przez wyjątkowo paskudny sen. Gęsia skórka do teraz nie opadła z jego ramion, ale wolał się nie zniechęcać. W końcu to miał być jego wielki debiut. Wstał, by nałożyć na siebie sprzęt w postaci pistoletów, noża i kilku granatów. Nie potrzebował nic więcej, tylko by mu to wszystko zawadzało.

Joel prowadził, oczywiście. Znał wszystkie korytarze, które prowadziły przez wnętrze hotelu, w którym przebywał Rodrigez. Można się było tu nabawić co najmniej klaustrofobii.

- Jesteś pewien, że nasz typek na sto procent najebał się na tyle, by nie ogarnąć, że ma gości? Mam wrażenie, że słychać nawet jak oddycham.

Powiedział możliwie jak najciszej, ciągle mając na uwadze to, że mieli ze sobą kontakt przez słuchawki. W odpowiedzi dostał tylko zapewnienie, że wszystko zostało porządnie przygotowane i wystarczy, że będą trzymać się planu. No, skoro tak. Podróż z dachu aż do pomieszczenia, w którym przesiadywał R wydawało mu się niewyobrażalnie dłużyć, a uczucie niepokoju rosło proporcjonalnie z przebywaniem dystansu. Poznał pokój od razu, gdy tylko się zbliżyli. Taka ilość światła wydobywała się jedynie z pomieszczenia, w którym mógł przebywać. Joel, jak na profesjonalistę przystało, kazał mu podążać za nim, jednak w pewnym momencie zatrzymał ich obu. Musiał się dokładnie przysłuchać, zanim podjął kolejne kroki.

- Wycofaj się, Mez.

Powiedział krótko, nie dając chłopakowi nawet szansy na zrozumienie tak odmiennej decyzji. Młody, zupełnie wytrącony ze skupienia, skierował się inną drogą, niż wcześniej obraną, ściągając na siebie tym samym uwagę ochroniarza. Nie zdawał sobie jednak sprawy z ogona, dlatego śmiało brnął przed siebie. Dosłownie parę sekund później usłyszał za sobą strzały, które tylko niepotrzebnie wprowadziły go w panikę. Co Joel mówił, jeśli dojdzie do takiej sytuacji? Przypomnij sobie do cholery. Uciekaj z budynku? Ale którędy? A co jeśli natknie się na ochroniarzy? Nie da im rady sam. Nóż mu mało pomoże, a w starciu z bronią palną nie ma szans. Zaczął się wahać i to było chyba najgorszym możliwym scenariuszem, w którym mógł wpaść. Właśnie wtedy dopadł do Joel i chwycił chłopaka za kołnierz, odpychając do boku. Skarcił go przy tym srogo za to, że nie stosuje się ani do planu, ani zaleceń.

- Spanikowałem...

Powiedział cicho i spojrzał na brata przepraszająco. Cały plan się posypał, a wszystko przez to, że szanowny pan R zdecydował się sięgnąć po coś innego, niż obaj zakładali. Dlaczego nikt tego nie przewidział? Chyba poczuli trochę zbyt pewnie w swoim fachu. Wbrew rozkazom Joela, Mez tym razem trzymał się już blisko niego. Nie miał zamiaru znowu pogubić się w już i tak zbyt zjebanej akcji. Mieli dosłownie chwilę spokoju, zanim kolejna dawka ochroniarzy bogacza wybiegła z naprzeciwka. Tym razem polecenie było proste. W głąb korytarza. Bez wahania wybiegł przed siebie, torując drogę dla starszego, który sprawnie zabezpieczał tyły. Parę sekund wytchnienia dało im zamknięcie za sobą drzwi do jednego z większych pomieszczeń, które Mezo upatrzył sobie podczas szaleńczej ucieczki. Z mebli Joel ułożył im małą barykadę, za którą mogli się schować. Gdy atakujący mężczyźni staranowali drzwi, bracia byli już gotowi do kontrataku. Nawet młodszy z nich zdecydował się sięgnąć po broń. Wszystko zaczęło iść stosunkowo dobrze. Może nawet zbyt dobrze, gdyby nie jedna sekunda, w której Mezo się zagapił. Jeden z ochroniarzy rzucił w ich stronę odbezpieczony granat. Nie zdążył nawet zareagować, uchylić się, gdy cały widok przesłoniło mu ciało brata, który osłonił go całym sobą. Wszystko wydawało się wtedy dziać tak powoli. Miał wrażenie, jakby oglądał film w spowolnionym tempie. Widział, jak rzucony granat opada zaraz przy sylwetce Joela. Otworzył szeroko usta i chciał krzyknąć, jednak jego głos został zagłuszony przez wybuch.

 

‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒