JustPaste.it

8e46fb4cbfa7705a08928ae28b6ed5a5.png════════════════════════ ✦ ════════════════════════

- Jeśli mam umierać, to tylko z Tobą, braciszku.

Tajemniczy, ale jednocześnie złowrogi uśmieszek ozdobił jego głupi pysk, gdy tylko usłyszał pytanie o to, co wie. To tak jakby oznaczało zgodę. Strzepał nadmiar popiołu do popielniczki i naparł plecami na oparcie krzesła.

- Rozdrigez jest... zjebany. Mocno. Gość ćpa jak popierdolony, zarówno w ilości jak i jakości. Jeszcze jakiś niecały rok temu nie mógł sobie pozwolić na nic innego jak kilka gramów czystego prochu. A teraz, cóż, bierze co mam do zaoferowania. Kiedyś na próbę dałem mu trochę syfu, wymieszanego z byle czym, co tylko miało imitować narkotyk. Nawet się nie dopytywał, tylko wcisnął mi pieniądze do rąk i zniknął z pola widzenia.

Zachichotał cicho, gdy przypomniał sobie ten widok. Poniekąd bawiło go jak widział, co ludzie są w stanie zrobić dla kilku gramów narkotyku. W tym momencie też cieszył się, że on sam nie doprowadził się nigdy do takiego stanu. A nawet jeśli, to i tak nie miałby się czym przejmować. Jemu nigdy nie brakowało prochów. Plusy bycia dilerem.

- Jeśli chcesz znać moje zdanie to powiem Ci, że gość ma problem z hajsem. I to zajebisty problem. Uzależnienie weszło mu już mocno do głowy. Nie zdziwię się, jeśli niedługo się ze mną skontaktuje, żebym przygotował mu towar.

Mruknął, tykając swój leżący na blacie telefon. Odblokował go zaraz i pokazał bratu dawne wiadomości od omawianego przez nich faceta.

- Ostatnio, niemal jak w zegarku, pisze do mnie równo co cztery dni. Godziny bywają różne, ale zawsze poranne, by wieczorem już mu dostarczyć prochy. Ciężko mi jednak powiedzieć, gdzie to będzie tym razem. Typ nigdy nie jest sam i zawsze wybiera inne miejsca. Podaje mi tylko współrzędne geograficzne specjalnym kodem, który ustaliliśmy podczas prywatnej rozmowy. Czasem sam nie wiem gdzie idę na spotkanie.

Po tym monologu w końcu zaciągnął się kilka razy pod rząd i zgasił papierosa w popielniczce. Ułożył dłonie na blacie, patrząc na swojego brata z powagą, jednak nadal iskierka entuzjazmu i typowego dla niego szaleństwa gdzieś błądziła po jego ustach lub w oczach. Fascynowała go ta sprawa bardziej, niż można się było spodziewać. Niby nic, niby kolejny naćpany "bogacz" do odstrzału, a jednak dawało mu to tyle radości, jak mało co. Uwielbiał spędzać czas z Joelem, a gdy tylko dostał minimalną szansę na wzięcie udziału w pracy starszego, nie miał zamiaru odpuścić. Zresztą, jego wiedza była w tym momencie na wagę złota. Plus mógł się bardzo przydać, chociażby przez to, że miał z Rozdrigezem bezpośredni kontakt. I możliwe, że ten kontakt nawiąże ponownie w najbliższej przyszłości. Nawet tego samego dnia. Tylko trzeba było jeszcze obmyślić jakiś plan. A to nie było łatwe. Mezo nie znał się na morderstwach czy zabijaniu, na pozorowaniu samobójstw czy śmierci. Od tego był starszy Grenard. Dlatego też spojrzał na swojego brata.

- Wiem, co teraz myślisz. "Nie mogę wplątywać w to Mezo, on nie nadaje się do takiej roboty". Albo coś w stylu "nie mogę pozwolić by coś nie wyszło i żeby mój mały, słodki, młodszy braciszek ucierpiał w jakikolwiek sposób".

Każdy cytat wypowiedział zmieniając swój głos, by przedrzeźnić Joela. Uśmiechnął się do niego wrednie, jednak widocznie zaczepnie. Nie mógł odpuścić tak dobrej okazji. Jednak limit powagi właśnie się skończył i Mezo nie mógł dłużej usiedzieć na dupie tak po prostu pieprząc o planach. Wstał od stołu i zaczął chodzić w te i z powrotem, krążąc dookoła mężczyzny.

- Potrzebujesz mnie, Joel. Oboje dobrze o tym wiemy. Wystarczy przecież, że się z nim zobaczę, prawda? Pouśmiecham się trochę, pogadam głupoty, odwrócę jego uwagę wymyślając gadkę o jakichś cudownych nowych prochach, których nie mam. Wtedy wpadniesz Ty i zabierasz gościa na drugą stronę. Ja się mogę zająć jego gorylami. Przecież mam własną broń. Nawet ja dam radę strzelić i ich rozjebać. Nie da się nie trafić z tak bliska.

Mówił z entuzjazmem, nawet nie zdając sprawy, jak ciężkie jest to zadanie. Jak dla osoby, która zupełnie się nie zna na tego typu sprawach, wszystko wydawało się takie lekki, proste, szybkie. Jak w filmie. Kilka strzałów z zaskoczenia i po robocie. Nie brał nawet pod uwagę konsekwencji, ryzyka, opcjonalnych utrudnień. Chciał po prostu sięgnąć po broń, odklepać zadanko i najważniejsze - spędzić czas z bratem. Zrobić znowu wreszcie coś razem. Przecież w młodości bardzo często tak robili. Zawsze był dla starszego Grenarda takim rzepem na dupie, ale hej, zawsze miał tylko jego. Stanął za nim i położył dłonie na oparciu krzesła.

- To co, umowa?

‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒‒