JustPaste.it

5472fab9ab783f9c8153e205d5605eaa.gif

Początek nowego roku szkolnego zbliżał się nieubłaganie; nie minęło wiele czasu aż dostała listę podręczników, które w tym roku miały być przez nią używane. Na Pokątnej zjawiła się jak zwykle sama, w końcu jej ojciec mogłby wywołać niemałą panikę wśród społeczności. Z drugiej strony Tom nigdy nie należał do osób, które się martwiączy troszczą o innych, stąd nikt nie mógł go posadzić o chęć spędzania czasu z córką. Po zrobieniu zakupów, odpoczynku w jednej z kawiarni, postanowiła wrócić w końcu do posiadłości. Zamknęła się w swoim pokoju i poukładała wszystko na półkach, jednocześnie usłyszała jakieś głosy dochodzące z salonu. To mogło oznaczać tylko jedno - jej ojciec znów zaprosił swoich 'przyjaciół'. Ona nigdy nie pojawiała się na tego typu spotkaniach, było to pokierowane tym, że mało kto miał wiedzieć o jej pochodzeniu i powiązaniach z Czarnym Panem. Niektórzy oczywiście wiedzieli, że Tom Riddle to Lord Voldemort, jednak powiązania dziewczyny z czarnoksiężnikiem nie były oficjalnie potwierdzone, także nikt nie mówił o tym głośno.

Cicha aportacja jej prywatnego skrzata domowego wybudziła ją z letargu przemyśleń na temat własnego pochodzenia. Wbity nos w podłogę podczas ukłonu był czymś normalnym i teraz po prostu czekała na to, co miało do powiedzenia stworzenie. W końcu nie bez powodu pojawiło się u niej w pokoju.

- Panienko, panienki ojciec prosi panienke do salonu.

- Rozumiem. Możesz odejść, sama tam trafię. - Chłodny głos wydobył się z jej gardła, a skrzat zniknął w mniej niż sekundę sprzed jej oczu. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i stwierdziła, że prezentuje się odpowiednio. Wystarczył jeszcze jeden głęboki wdech na uspokojenie się, przywołanie na twarzy zwyczajnej maski obojętności i wyszła z pokoju. Dotarcie do salonu nie zajęło jej zbyt wiele czasu, mieścił się dokładnie pod jej pokojem, także musiała zaledwie zejść po schodach. Nie weszła jednak od razu do pomieszczenia, skryła się w cieniu i obserwowała. Rozpoznała większą część osób przebywających w pomieszczeniu, w tym kilku jej kolegów ze szkoły. Czerwone oczy Czarnego Pana skierowały się w jej stronę, co doprowadziło do tego, że i inni Śmierciożercy spojrzeli na nią.

- Podejdź do mnie, moja droga. - To proste zdanie wywołało na plecach, zarówno jej jak i połowy osób w pomieszczeniu, ciarki. Nie chcąc pokazać jednak swojej słabości pewnym siebie krokiem podeszła do Lorda i skłoniła mu się lekko, na znak szacunku. Wiedziała, że takie zachowanie względem swoich rodziców nie jest normalne, jednak Riddle nie był zwykłym ojcem i zapewne za okazanie braku szacunku potraktował by córkę Crucio.

- Coś się stało, Panie? - Spytała grzecznie, z pełnym szacunkiem w głosie. Spojrzała mężczyźnie w oczy i uniosła, ledwo widocznie, kąciki ust. Po jej słowach nastąpiło coś, czego kompletnie się nie spodziewała. Została przedstawiona jako córka Czarnego Pana, jego następczyni oraz jedna z najważniejszych osób w jego planie. To właśnie to ostatnie stwierdzenie wywołało u niej największy szok i niedowierzanie, jednak nie skomentowała tego. Wyprostowała się i spojrzała każdemu obecnemu czarodziejowi i czarownicy przy stole prosto w oczy. Nie mogła powiedzieć, że nie była dumna z tego, że ojciec uważa ją za tak ważną. Po chwili jednak usłyszała swoje zadanie, co niezbyt jej odpowiadało.

×××

e7df3e70f8fb9e50d293130008b14106.gif

- Możesz mi powiedzieć co jest takiego trudnego w patrzeniu przed siebie?! Jesteś aż tak głupia, że nie potrafisz skupić się na dwóch czynnościach jednocześnie? - Zaczęła krzyczeć na dziewczynkę z pierwszego roku, która na nią wpadła. Patrząc na emblemat przypięty do szaty była gryfonką, nie miała więc wyrzutów sumienia, gdy zobaczyła jak mała ucieka z krzykiem w stronę Wielkiej Sali. Zapewne poszła po jakiegoś starszego ucznia, który by ją obronił. Albo po samego Pottera, przecież on jest taki odważny i dzielny!

Gdzieś w oddali mignęły jej czarne włosy i niebieskie oczy, niewiele osób w szkole miało takie połączenie, dlatego wiedziała, że spostrzegła osobę, której szukała. Jak gdyby nigdy nic ruszyła za chłopakiem i weszła za nim do nie używanej klasy, a w szkole było ich całkiem sporo. Ta jednak była oddalona od korytarzy, po których zazwyczaj poruszali się uczniowie i nauczyciele. Idealna kryjówka. Bez cienia skrępowania wparowała do środka i zamknęła drzwi, rzucając od razu zaklęcie wyciszające na klase. Może i nikt nie pokazywał się w tej części zamku zbyt często, wolała jednak nie kusić losu, że ktoś mógłby usłyszeć o czym rozmawiają.

- Mógłbyś mi wytłumaczyć co tutaj robisz? Już wystarczająco nie podoba mi się fakt, że mamy razem pracować, a Ty co chwila znikasz gdzieś po zajęciach i pojawiasz się tuż przed ciszą nocną albo dopiero na śniadaniu. Czekam na wyjaśnienie i oby było dobre. - Skrzyżowała ręce pod biustem i przyglądała się uważnie mężczyźnie przed nią, czekając na wyjaśnienie jego dziwnego zachowania. Nie podobało jej się to co robi, a tym bardziej, że nie widziała co dokładnie robi. Od najmłodszych lat należała do osób, które muszą wiedzieć wszystko bo inaczej dostaną białej gorączki. Teraz też jej dostawała, zwłaszcza gdy chodziło o niebieskookiego.

- Masz stawić się w weekend we Dworze. W sobotę rano przyjdę do ciebie ze świstoklikiem, ja też mam wrócić do posiadłości. Także wypadałoby chociaż w minimalnym stopniu się dogadać do tego czasu, nie uważasz?