━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
- Z to co odwaliła powinieneś pozwolić nam ją zabić! Jak dalej będziesz miał takie podejście do wszystkiego to szybko sam pożegnasz się z życiem. - gruby męski głos grał mi na nerwach swoją natarczywością i wpieprzanie nosa podwładnego w sprawy lidera. Widząc jak ponownie otwiera usta chcąc podnieść moje ciśnienie jeszcze bardziej, podniosłem się z fotela opierając dłonie o masywny blat dębowego biurka i nieco pochyliłem się do przodu. - Więc odpowiadam za moje decyzje życiem... I nie zapominaj do kogo się zwracasz. - odparłem z zupełnie niegroźnym spojrzeniem. Co więcej, było obojętne, jak zawsze gdy ktoś próbuje mieszać się w coś co nie powinien. - Przepraszam szefie... - nagle głos mężczyzny stał się potulny, nie taki nachalny, ale dalej był cholernie irytujący. - Wyjdź. - rzuciłem znów zajmując miejsce na obrotowym fotelu, nieco już nadszarpniętym zębem czasu. Westchnąłem głośno przecierając dłońmi twarz. Jeśli ktokolwiek powiedziałby mi, że zastąpię swojego ojca tak szybko...wyśmiałbym go, ale potem uświadamiam sobie, że pewne sytuacje były nieuniknione i tak oto na moje barki spadł ciężar, który muszę sam nosić. Ehh, najchętniej bym się napił i zapomniał o wszystkim, ale nie chcę żeby syn mnie takiego widział. Wstałem i podszedłem do okna, przez które wyjrzałem. Widok nie powalał, nie lubiłem tego miasta, ludzi tu mieszkających, a już tym bardziej języka jakim się posługują. Te piski słowików drażniły moje uszy przyzwyczajone do stłumionego koreańskiego, płynnego angielskiego, a nawet niemiecki w którym nawet się witając brzmisz jakbyś kogoś skazywał na śmierć, jest lepszym językiem niż francuski. Jednak cóż, przyszło mi wykonać wolę ojca i nie miałem wyboru. Jak dobrze, że chociaż ze swoimi ludźmi mogę rozmawiać w swoim ojczystym języku.
Z drobnego zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. - Proszę - rzuciłem nawet nie racząc się odwrócić w stronę wchodzącej osoby. - Tak, chciałem się z tobą widzieć. - odparłem i tym razem zwróciłem się w stronę dziewczyny, zaraz opierają plecami o parapet. - Bynajmniej. Zawiodłaś jedynie samą siebie i trochę mnie, bo miałem cię za kogoś z większym poczuciem obowiązku i niezawodności. - powiedziałem jak gdyby nigdy nic kierują na nią swoje spojrzenie. Szkoda mi jej było tak w sumie. Ostatecznie każdemu mogła się podwinąć noga. - Tylko idiota miałby wytłumaczenie na winę... - urwałem słysząc szybkie kroki na schodach i bliżej nieokreślone krzyki. - Szefie, mamy problem... - strach w oczach mężczyzny momentalnie przestawił moje myślenie na rzecz ważniejszą. Sprawa hakerki może poczekać, ta niekoniecznie. - Tatusiu? - cichy głosik Minhyuka już zupełnie zbił mnie z pantałyku. Minusy przyjmowania ludzi we własnym domu. Mojej żony nie ma, opiekunka się rozchorowała, a ja miałem z nim dzisiaj zostać...kurwa. Wziąłem syna na ręce całując go w główkę. - Muszę wyjść na dłuższą chwilę, dobrze? Wrócę zanim się obejrzysz. - powiedziałem cicho do chłopca. Nie chciałem zostawiać go samego, ale chyba nie miałem wyboru.



━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━