|
𝕭𝖎𝖙𝖈𝖍𝖎𝖓' 𝕳𝖔𝖚𝖗
CHAPTER ⋆ XVIII |
ノ⠀⋆⠀I CAN REMEMBER TIMES WHEN AIR WAS CLEAN AND SEX WAS DIRTY.
|
⠀⠀⠀Niezmącona niczym uwaga, którą Frank bezwstydnie mnie obdarzał, bardzo mi schlebiała, karmiąc mój narcyzm i potrzebę atencji. Świadectwem odczuwanej przeze mnie na poziomie duchowym rozkoszy był bardzo zadowolony uśmiech, z subtelną nutą arogancji, który rozciągał się na moich krwistoczerwonych wargach, gdy obserwowałam w milczeniu każdy, nawet najdrobniejszy gest doktora; to one bowiem przekazywały więcej, niż najszczersze, padające z ust zazwyczaj pod wpływem chwili, słowa.
⠀⠀⠀Nie umknęła mi reakcja Furtera, jego jednoznaczny błysku w oku, kiedy Magenta poprzez moje jawnie impertynenckie zachowanie zaczęła krztusić się wydmuchniętym prosto w jej oblicze dymem, jednak jawnym potwierdzeniem mojej interpretacji zaczęły być pewne wyjątkowo sugestywne obrazy, które w danym momencie przewijały się przez głowę mężczyzny, a które dokładnie słyszałam w swojej własnej. Uniosłam kieliszek z winem i zwilżając nim wargi oraz gardło, obserwowałam postać doktora uważnym spojrzeniem swoich zielonych tęczówek. Gospodarz sprawiał wrażenie osoby, która lubiła eksperymentować - niekoniecznie jedynie w laboratorium - oraz lubi być w centrum uwagi. Która chce czerpać satysfakcję, być wielbiona na równi z bóstwem. Zmiana, którą sugerowały kosmate myśli doktora, zaskoczyła mnie, choć w zdecydowanie przyjemny sposób.
⠀⠀⠀Nie posądzałam go o chęć bycia kompletnie zdominowanym; potrzebę wielbienia kobiecego majestatu na warunkach przedstawicielki płci pięknej, która w jednej dłoni trzymałaby przypiętą do jego szyi smycz, a w drugiej czarny pejcz, przygotowany do użycia w sposób, który piekielnie zadowoliłby obydwie strony. Zdobiąca moją stopę szpilka wbiłaby się w skórę na jego piersi, zaś wnętrze drobnej i pozornie niegroźnej dłoni, zetknęłoby się z jego policzkiem, aby następne szczupłe palce pochwyciły jego podbródek, wbijając weń dopieszczone do granic możliwości, pomalowane na głęboką czerń paznokcie. Wszystko po to, żeby móc spojrzeć mu w oczy, które wielbiłyby mnie. Oczyma wyobraźni widziałam jak wodzą po szyi Furtera, swym dotykiem udając jednocześnie delikatną pieszczotę, aby następnie zacisnąć się na gardle i przez krótki moment pozbawić go tchu. Moje soczyste przemyślenia przerwał głos doktora, który zapewnił mnie o osobliwości charakterów jego służby, a przy tym postanowił obdarzyć mnie komplementem.
── Czy ma prawo? Ty mi to powiedz, doktorze. ── naukowy tytuł wymruczałam niczym wyjątkowo zadowolony kot i choć na mojej twarzy pojawił się wyraz, który mógłby świadczyć o anielskiej wręcz niewinności, to w oczach nadal płonęły iskry, które całkowicie jej przeczyły; ot, tani flirt, mający jednak swoje drugie dno, mieszczące się w mrocznych czeluściach fantazji.
⠀⠀⠀Uszczknąwszy jeszcze kilka kęsów mięsa, odłożyłam na bok sztućce i przepłukawszy usta winem, sięgnęłam po kolejną truskawkę, którą znów powoli, bardzo powoli, zaczęłam delektować swoje podniebienie, wsłuchując się w odpowiedź Franka. Jest zupełnie jak Hilda, pomyślałam, kiedy mówił, mówił... i końca nie było. Przez krótką chwilę pomyślałam, że Transylwańczyk mógłby dogadać się z moją siostrą, jednak kiedy dotarł do swoich podbojów, owa myśl pękła niczym bańka mydlana; zastąpiło ją rozbawienie, gdy przed oczami pojawiła mi się czerwona ze wstydu twarz Hildy tuż po tym, jak podzieliłam się z nią każdym, nawet najdrobniejszym szczegółem ze swoich pierwszych obchodów Luperkaliów.
── Hildegarda, moja młodsza siostra, bardzo lubi filmy grozy i ciągnie ją w stronę wszystkiego co śmiertelnie... podobnie zresztą jak mojego drogiego braciszka ── dodałam, wsączając w dwa ostatnie słowa pewną dozę jadu, która nie mogła przejść niezauważona. ── Przyjęcia, powiadasz? ── zapytałam, chcąc jak najszybciej zejść z trudnego dla mnie tematu, przy czym uniosłam kieliszek z winem i spiłam zeń parę łyków. ── I ja zwykłam je robić. Lub systematycznie na takowe uczęszczać. Niegdyś regularne orgie były chlebem powszednim dla nas, czarowników i czarownic, ale z czasem tradycja ta została zaniechana. Zwłaszcza kiedy władza nad Sabatem przeszła w ręce mojego brata. On... powiedzmy, że nie pochwala niektórych zachowań, mając na względzie dobro naszej rodziny. I tak, tak, wiem... ── uniosłam ręce w teatralnym geście, jednocześnie wywracając oczami. ── Brzmi to bardzo archaicznie. Stąd w pewien sposób imponuje mi Twój styl życia. Zarówno naukowa, jak i rozrywkowa strona. Dlatego też... ── tu przekrzywiłam delikatnie głowę, przypatrując mu się uważnie. ── Bardzo chętnie poznam zakamarki tego zamczyska.
⠀⠀⠀Odchylając się do tyłu, wygodnie oparłam się na krześle, spijając resztkę wina z kieliszka. Nie chcąc jednak fatygować niesympatycznej i bardzo śliskiej pokojówki, machnęłam krótko dłonią, a butelka sama napełniła naczynia. Jego pytanie, które padło zupełnie niespodziewanie, na krotki moment zbiło mnie z pantałyku. Moje wargi nieznacznie się rozchyliły, a ja spoglądałam na niego z zaskoczeniem tylko po to, żeby za chwilę zebrać się w garść i zwilżając usta językiem, uśmiechnąć się tajemniczo.
── Szczera odpowiedź na to pytanie pozwoliłaby Ci na dostanie się do tych zakamarków mojej duszy, które są zamknięte. ── I skutecznie umartwiane, dodałam w myślach. ── A ja nie żyję za pan brat ze szczerością, mój drogi. Prawda jest bardzo interesującą kwestią, jednak zdecydowanie czyni więcej złego, niż dobrego; jest nieatrakcyjna. Kłamstwo rodzi pozory, a te tworzą fikcyjne wyobrażenia, nierzadko chroniące tego, który je kreuje. ── podniosłam się z krzesła i powolnym, niemal leniwym krokiem okrążyłam stół, aby w końcu przysiąść na jego blacie, vis a vis Furtera. ── Mam jednak wiele kaprysów, mój drogi i przywykłam do ich realizacji. Teraz tym kaprysem jest prawda. Sprawiedliwość. Odrzucenie wspomnianej fikcyjnej zasłony, która chroni... ── wysunęłam w jego kierunku dłoń, ujmując go za podbródek, który nieznacznie uniosłam. ── ...chociażby Twoją pokojówkę i jej uniżonego brata. Snują plany w cieniu, poza zasięgiem Twojego wzroku, uszu. Możesz mi nie wierzyć, Frank, ale czy pomogłabym Ci w realizacji wynalazku, gdybym życzyła Ci źle? Czy poświęcałabym swój cenny czas? Mogłam ukręcić taksówkarzowi łeb i wykąpać się w jego krwi. Zamiast tego trafiłam tutaj, a taksówkarz okazał się mieć całkiem delikatne mięso. Powinieneś mieć się na baczności, doktorze. Ukarać ich w sposób, który da innym do myślenia. ── wbijając paznokcie w opaloną skórę doktora, przyciągnęłam jego twarz bliżej swojej. ── Strach to jeden z niewielu języków, który rozumieją ludzie. A przy tym jest niezaprzeczalnym afrodyzjakiem... ── wymruczałam, spoglądając na jego usta spomiędzy przymrużonych powiek; uśmiechnąwszy się przebiegle, puściłam podbródek Furtera i zsunąwszy się ze stołu, powoli powędrowałam na swoje miejsce, gdzie wygodnie rozsiadłam się, zapalając papierosa.
⠀⠀⠀Zaciągnęłam się gorzkim dymem i przez chwilę delektując się jego duszącym aromatem, wypuściłam go spomiędzy warg.
── Na szczegóły i ostateczny rozrachunek przyjdzie jednak czas, więc uznajmy tę wiedzę jedynie za przerywnik. Czego w tej chwili pragnę, doktorze? Ucieczki. Dobrej zabawy. Wydaje mi się, że te dwie kwestie aż tak bardzo się od siebie nie różnią. Prawda, mój drogi?