━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
- Coś często się tutaj widzimy drogi Michaelu. Znowu z polecenia profesor McGonagal? - na zadane pytanie jedynie pokiwałem głową błądząc za dyrektorem spojrzeniem. - Ehh, nawet nie wiesz jak bardzo podałeś się do swojego ojca. - chciałem się wtrącić w słowa profesora, ale ten jedynie uciszył mnie gestem dłoni. - Wiem co chcesz powiedzieć, nie jestem jak moi rodzice. Jesteś w błędzie chłopcze, ale jest już za późno bym ci o tym opowiadał. Idź i wyśpij się. Jutro też jest dzień, by wpakować się w kłopoty. - uśmiechnąłem się i pożegnał skinieniem głowy. - Dobranoc dyrektorze. - powiedziałem wstając z fotela i od razu kierując się w stronę drzwi. - Chłopcze. - zatrzymał mnie kiedy chwytałem za klamkę. - Wiem czym bawisz się po nocach, co skrywasz w swoich tatuażach, co kryjesz w swoim umyśle i nie podoba mi się to. - spuściłem na ułamek sekundy, by po chwili ją podnieść i spojrzeć prosto na profesora. - Nikt tego nie wie profesorze, nawet ja. A już szczególnie pan. - to powiedziawszy wyszedłem z gabinetu starego mężczyzny i skierowałem się do swojego dormitorium nie mijając tej nocy nikogo. Ani prefektów, ani pilnujących korytarzy nauczycieli. ' Nikt nie wie co mam w głowie.' pomyślałem wchodząc do swojego pokoju.
Szybko przebrałem się z szaty uczniowskie na luźne 'mugolskie' ubranie. Zarzuciłem jeszcze skórzaną kurtkę i skierowałem się do wyjścia. Zanim jednak dotarłem do wyjścia z dormitorium drogę zagrodził mi materializujący się przede mną chłopak z mojego roku. - Znowu to samo Michael. Jak znowu przez ciebie stracimy punkty to zaraz po Snape ja cię zabiję. - podniosłem brew mierząc go spojrzeniem. - Ty się słyszysz? Zaczynasz mówić jak Gryfon. Po za tym Ślizgoni nie słuchają się nikogo. - wyminąłem go, jednak ten nie ustępował. - Jestem prefektem, więc powinieneś zrobić wyjątek. - przewróciłem oczami i zawróciłem. - Najpierw McGonagal się na mnie uwzięła, potem Dumbledore, a teraz ty. Dajcie mi już wszyscy spokój. - wypowiedziałem w myślach zaklęcie usypiając chłopaka, który chwilę później zaliczył bliskie spotkanie z twardą podłogą. - Jak jeszcze kogoś spotkam w zakazanym lesie to się po prostu zabiję. - powiedziałem sam do siebie i opuściłem dormitorium w spokoju modląc się przy tym, by chociaż tam nikogo nie spotkać, choć ostatnimi czasy zrobiło się tam trochę tłoczno. Nie mówię, że mam coś przeciwko innym istotom, które zasiliły Hogwart, po prostu jeszcze nie przyzwyczaiłem się, że dotąd odosobniony las stał się niejako miejscem spotkań.
Nareszcie dotarłem do granic lasu i zaciągnąłem się głęboko czując jego charakterystyczny zapach. Z zadowoleniem wkroczyłem w głąb gęsto usłanych drzew liczących sobie wiele set lat. Jak zawsze dobry kwadrans zajęło mi dotarcie do mojej ulubionej polany, gdzie zwykle odreagowywałem emocje z całego dnia. Choć polaną ciężko to nazwać. To raczej skrawek lasu gdzie drzewa rosną wyjątkowo rzadko w porównaniu do reszty lasu. Lepszego sposobu od wykorzystania swojego wewnętrznego zwierzęcia nie ma. A raczej nie ma takiego, by nikt niczego nie zauważył. Niestety zaklęcia czasami zostawiają za dużo śladów, a ja mino wszystko wolę pozostać w oczach większości nauczycieli jako ten mądry i trochę wycofany ze społeczeństwa chłopak. Tak było po prostu wygodniej. Rozebrałem się i przemieniłem w wielkiego, czarnego wilka. Śmieszne uczucie zmieniać się w zwierze, ale za to jakie wspaniałe. Zawyłem głośno po czym puściłem się biegiem przed siebie. Niestety coś za coś. Z jednej strony jestem w stanie się wyszaleć, zmęczyć i tak dalej, ale myśli to co innego. Zwłaszcza kiedy ktoś daje mi powód do myślenia, a Dumbledore niestety mi go dał. Zacząłem więc myśleć krążąc po lesie. Jaki jestem na prawdę sam już nie wiem. Nie wiem co jest we mnie prawdziwe, a co moja psychika za takie uważa. Które plotki nimi nie są i mówią co zrobiłem, z kim, gdzie, jak.
Minęła dobra godzina zanim wróciłem na polanę, przemieniłem się i ubrałem. Na moje oko zrobiłem to w idealnym momencie, bo kiedy tylko ubierałem kurtkę moich uszu obiegł głośny szum skrzydeł i to wyjątkowo blisko mnie. Odwróciłem się gwałtownie w tamtą stronę, a moim oczom ukazał się lecący na mnie...anioł. I to dosłownie, anioł. Odstąpiłem kilka kroków do tyłu patrząc na dziewczynę, z którym pleców wyrastały skrzydła, a po chwili schowały się bez śladu. Patrzyłem na nią wręcz ze zdziwieniem, bo niby słyszałem o aniołach i widziałem je na stronicach starych ksiąg, ale jeszcze nigdy nie miałem okazji spojrzeć na jednego z nich z bliska. - Nie, nic się nie stało. I tak już chciałem wracać. - odparłem z charakterystyczną dla siebie obojętnością w głosie. - Zależy dla kogo. Nie czuję się tu zagrożony, sądząc, że tu jesteś masz podobne podejście do względnej kwestii bezpieczeństwa. - Michael, ty naprawdę musisz się czasami zamknąć, prychnąłem w głębi siebie. Po chwili dostrzegłem jak dziewczyna stara się okryć dłońmi rozglądając się przy tym na wszystkie strony. Zdjąłem kurtkę, podszedłem do dziewczyny i okryłem nią jej ramiona. - Miałem zły dzień. Musiałem odreagować. - nie musiałem pytać, co ona robi w lesie, bo zdołałem to zobaczyć. Spojrzałem w oczy dziewczyny ani razu nie odwracając wzroku. Starałem się coś wyczytać z oczy mojej rozmówczyni. - Jestem Michael, a ty? - spytałem wyciągając w jej kierunku rękę.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━