Wieczór był ciepły, chociaż pogoda ostatnio nie dopisywała. Jesień dawała o sobie wyraźnie znać, a takie dni jak dziś nie zdarzały się często. Bezchmurne niebo z wyraźnie widocznymi jasnymi gwiazdami przywitała rudowłosą ślizgonkę, gdy w końcu niepostrzeżenie udało jej się wymknąć poza mury zamku. Delikatny, choć chłodny wiatr muskał jej twarz i tworzył jej blade policzki lekko różowymi. Raven Accardi korzystając ze spokojniejszych dni postanowiła wybrać się na mały spacer. Od miesięcy starała się nie wychylać i nie ujawniać swoich innych od czarodziei umiejętności. Jedna z nich było latanie. Jednak nie takie zwykłe na miotle. O nie! Dziewczyna posiadał coś niezwykłego coś, czego nikt jeszcze nie był w stanie zobaczyć - skrzydła. Płomienne lśniące skrzydła. Przemknęła przez błonie niezauważona, a w ciemnościach jej postać była tylko niewielkim cieniem mknącym wprost do zakazanego lasu. Miejsca praktycznie nieodwiedzanego przez uczniów. Tylko wielcy śmiałkowie bez żadnych obaw wkraczali w to mroczne miejsce. Dla dziewczyny las wydawał się maleńkim punktem na kartce. Widziała cały świat, od tysięcy lat było to dla niej niezwykle intrygujące. A las nie miał się, co równać z ogromem świata. Westchnęła cicho wkraczając pomiędzy gęste drzewa. Tam wydawało się dużo ciszej, jakby wiatr nie mógł przedrzeć się przez wysokie konary. Uniosła głowę i spojrzała się na ledwo widoczny księżyc, tej nocy wyjątkowo piękny i majestatyczny. Nie chcąc marnować więcej czasu ruszyła zwinnie omijając suche gałęzie i poruszając się bezszelestnie. Ostatnie, co chciała to spłoszyć mieszkające tu zwierzęta, bądź obudzić je ze snu. Gdy w końcu znalazła odpowiednie miejsce rozejrzała się dookoła i uśmiechnęła wesoło. Nie potrafiła doczekać się tej chwili, lotu nad lasem. Tej wolności, którą wtedy czuła. Ściągnęła zielony sweter zostając tylko w cienkiej koszulce wiązanej na plecach w taki sposób, żeby nie została zniszczona przez skrzydła. Kiedy po raz pierwszy przybyła na ziemię musiała bardzo długo uczyć się, w jaki sposób nie niszczyć ubrań podczas lotu. Bardzo dużo rzeczy musiała się nauczyć. Jednak to wszystko przyczyniło się do tego, że teraz potrafi się nie wyróżniać, nie zwracać na siebie uwagi. I nikt nie jest w stanie pomyśleć, ze Raven Accardi jest aniołem. Rudowłosa zamknęła oczy, a po chwili poczuła przyjemne mrowienie w okolicy pleców. Nie minęło nawet kilka sekund, a z jej pleców wyrosły przepiękne, może nie olbrzymie, ale o niezwykłym kolorze skrzydła. Jedne z piórek upadło na ziemię, jednak tym nie mogła się przejmować. W końcu dawno nie latała. Zadowolona wzbiła się w powietrze i dzięki swojej drobnej sylwetce spokojnie manewrowała między drzewami, aż w końcu wyleciała ponad las. Nie zajęło jej długo przedostanie się nad jezioro, w którym mogła zobaczyć swoje anielskie odbicie. Rudawe włosy powiewały na wietrze, a skrzydła przybierały różne odcienie czerwieni. Całe ciało dziewczyny odbijało złotawe światło, w taki sposób, że jej skóra mieniła się jakby pokryta brokatem. Po okrążeniu jeziora postanowiła wrócić do lasu, nie chciała zostać przez kogoś zauważona. Znajdowała się już nad miejsce, do którego przybyła parę chwil temu. Zaczęła lądować omijając gałęzie drzew, aż jej oczy napotkały ciemną sylwetkę między drzewami. Duże zielone tęczówki rozszerzyły się maksymalnie, a wystraszona dziewczyna nie zapanowała nad lotem i wpadła prosto pod nogi nieznajomego. Otuliła się skrzydłami chcąc schować, jednak to wcale nie było zbyt mądre. Niewidzialna przez to się nie stanie a ból, który poczuła w prawej ręce tylko ją w tym utwierdzał. Nie przejęła się tym, bo kilka sekund i już wszystko było w porządku, ból ustąpił, a ona mogła swobodnie wstać. Odsłoniła się natrafiając na spojrzenie, jak zakładała – ucznia. Widocznie musiała mu w czymś przeszkodzić, w końcu nikt nie przychodzi w takie miejsce bez ważnego powodu. Podparła się dłonią i po chwili wstała otrzepując swoje spodnie z liści i piasku. Zatrzepotała skrzydłami sprawdzają, czy aby na pewno są całe, po czym szybko je schowała i poprawiła roztrzepane włosy. Gdy już uporała się z ostatnim kosmykiem chowając go zza ucho odetchnęła ciężko i swoją całą uwagę przeniosła na chłopaka. -Przepraszam, nie chciałam Ci przeszkodzić. – wypowiedziała dość obojętnym tonem, chociaż w środku była odrobinę przestraszona. Spotkała się z widoczną niechęcią czarodziei wobec innych nadnaturalnych istot przebywających w Hogwarcie. Zagryzła delikatnie swoją dolną wargę i przechyliła lekko głowę w bok przyglądając się nieznajomemu. Nie udało jej się go rozpoznać spośród osób widzianych w szkole, a miała bardzo dobra pamięć. Cóż, widocznie jeszcze nie mieli okazji się spotkać. – Przebywanie tu o tej porze nie jest dość bezpieczne. – zaczęła owijając swoje nagie ramiona rękoma i wzrokiem szukając pozostawionego wcześniej swetra. – Co tu robisz sam? – zapytała w końcu, a jej zielone oczy utkwiły w oczach rozmówcy. Zdawała sobie sprawę, ze ludzie nie potrafią tak patrzeć na kogoś i zazwyczaj unikają czyjegoś wzroku, a dla niej było to czymś niesamowitym. Z oczu można wyczytać prawie wszystko. Słowa, gesty, a nawet mimikę twarzy może oszukiwać, ale nie oczy.
✩✩✩


