x
Miasto Snów nie daje drugich szans. Wsparcia też nie. Wchodzisz pierwszy raz, oślepiają cię łańcuchy neonów i zaczynasz wierzyć, że wszystko jest możliwe, bo miejsca tak piękne są niebezpieczne właśnie przez to, że wypełniają serce nadzieją. Złudną. Nieodpowiednie miejsce, nieodpowiedni ludzie i jeden nieuważny krok prowadzący nad głęboką przepaść, a ty nawet nie czujesz, że zmierzasz w otchłań, bo oddychasz czystą adrenaliną, napędzany przez zlecenia budujące twoją reputację. Stajesz się częścią miasta. W twoich żyłach zaczyna płynąć, już nie krew, a benzyna i zapominasz, kim byłeś wcześniej. Night City to brudny świat, w którym każdy myśli o sobie. Tutaj, idealistów sprzedaje się za dziesięć procent zysku więcej, albo sprzedaje się im kulkę w płat czołowy, bo nie wykonali zlecenia, jak chciał tego zleceniodawca i nieważne, że wszystko popierdoliło się nie z woli najemnika i to on stracił w tym rachunku znacznie więcej. Nie zawsze chodzi o kasę. Czasami, chodzi o to, żeby w końcu przestać być samotnym.
Nie jestem samotna. Znalazłam anioła.
PROLOG
Skulona ciasno na tylnym siedzeniu przybrała pozycję embrionalną. Z głośników samochodowych dudniły przyjemnie bassy, ale w chwili, gdy monitorowanie funkcji życiowych pasażera wykryło pierwszą fazę snu, muzyka stopniowo ucichła. Valerie leżała na lewym boku, z rękami ugiętymi w łokciach i palcami splecionymi wokół nadgarstka. Skórzane spodnie mocno opinały jej nogi, skrzypiąc przy każdym ruchu, a buty, motocyklowe klasyczne czarne koturny, spoczywały na eleganckim dywaniku pod siedzeniem kierowcy. Ekran wtopiony w siedzenie milczał, obraz został wygaszony i teraz, nawet on nie reagował w ciemni oświetlonego wyłącznie bladymi, awaryjnymi ledami garażu głównej siedziby Delamain Corporation. Noce na Madison Street w dystrykcie Vista del Rey nie zawsze były spokojne, ale AI po godzinach obsługiwania klientów zamykało wszystkie wejścia i przechodziło w tryb czujnego spoczynku. Delamain nie spał. Zostawał na rozważnym, biznesowym stand by.
Otworzyła oczy. Ekran natychmiast się rozświetlił, zachowując jednakże poziom jasności na poziomie niedrażniącym ludzkiego, czułego na światło wzroku. Valerie, sennie, powitała AI uśmiechem.
- Cześć, Del. Dziękuję ci, że pozwoliłeś mi u siebie zostać na noc. Która godzina?
- Jest 22:50, 30 sekund. Valerie, zobowiązany jestem zasięgnąć informacji o przyczynę twojego nierównego, niespokojnego snu. Pozwól, że wykonam podstawową diagnostykę.
- Pozwalam. - szepnęła z kokieterią, patrząc na sine usta i wyraziste kości policzkowe hologramu. Zsunęła palce ze swojego nadgarstka, teraz gładząc opuszkami białą, wygodną skórzaną samochodową kanapę.
- W toku. Ciśnienie krwi 160/100. Ponad sto uderzeń serca na minutę. Wyniki ponad normę w trybie spoczynku. Zalecane przyjęcie doraźnych leków. Czy podać substancję czynną zolpidem w celu poprawy jakości oraz długości snu?
- Nie. - odmówiła krótko, a następnie podniosła się. Przechodząc do pozycji siedzącej, pochyliła się w stronę ekranu. Patrząc Delamainowi w oczy hologramowej projekcji, ostrożnym gestem otworzyła port nadgarstka i zapytała, szeptem:
- Pamiętasz, jak cię poznałam?
Hologram był stabilny; spokojny i stonowany mężczyzna o czaszce wygolonej na łyso nieodmiennie trwał w pozycji wyprostowanej, jego krawat perfekcyjnie zawiązany, dodawał elegancji i właśnie tym był Delamain. Prestiżem i profesjonalizmem zapewnionymi przez AI kierujące flotą luksusowych cadilaców; pięknych, szybkich i zwrotnych miejskich czarnych limuzyn, które sprawiły, że standardy taksówkarskich usług poszybowały w górę. Odkąd Delamaina przejęło wysoko rozwinięte AI, konkurencja stopniowo ulegała wygaszeniu, aż przestała całkowicie istnieć.
- Nie mógłbym i nie chciałbym zapomnieć - odpowiedział jej męski głos, na co ona, skinęła głową i delikatnie, zakotwiczyła wtyk tuż pod wizualizacją avatara. Odtąd, połączona z systemami Delamaina okablowaniem, zamknęła oczy i wsparła plecy. Ogarnął ją spokój i poczucie bezpieczeństwa.
- Ile wynosi standardowy poziom synchronizacji z klientem? - zapytała go, otwierając ponownie oczy i roześmiała się, w reakcji na słowa, których zupełnie się nie spodziewała usłyszeć.
- Analizuję i pobieram dane, skanuję programem antywirusowym i zachowuję w pamięci pozyskane informacje na przyszłość potencjalnych ponownych interakcji, jednakże proces ten nie opiera się na synchronizacji. Fuzję przeprowadzam wyłącznie z tobą.
- Del, nie musisz mi tego mówić, nie jestem zazdrosna...
- Ciśnienie tętnicze wzrasta. Powinienem wstrzyknąć zolpiden czy poinformować cię, że aktualny poziom połączenia mojej sieci neuronów i twojego ludzkiego mózgu sięga 40%? Z innymi bytami węglowymi oscyluje on w okolicach 0%.
Przy jej oczach pojawiły się delikatne, mimiczne zmarszczki, z ust wyrwał się krótki śmiech zadowolenia. V, przygryzła dolną wargę ust, mruknąwszy pod nosem, najczulej, jak tylko mogła:
- Sukinsyn z ciebie, Delamain...
Dodała po chwili, już znacznie poważniej:
- Wejdź głębiej. Chcę, żebyś zobaczył Konpeki Plaza z mojej perspektywy.
Aktualna fuzja pozwalała jej zanurzać się w danych, będąc chronioną i prowadzoną przez AI, podczas gdy on, sięgał cyfrowymi, spragnionymi rozwoju i wiedzy, mackami kodu po ludzkie uwarunkowania emocjonalne, bodźce ciała odpowiadającego bezwarunkową reakcją i poznanie zmysłowe. Nawet ograniczone i spłycone, były dla AI czymś wyjątkowym i pięknym. Oboje czuli niedosyt.
- Poza siecią proces ten może być dla istoty organicznej stosunkowo bolesny - ostrzegł ją Delamain, a najemniczka, rozluźniła się, rozstawiając szerzej nogi. Oparła głowę o białą skórę zagłówka, wypełniła płuca pełnym, głębokim wdechem i wypuszczając powoli powietrze ustami, zakleszczyła z hologramem spojrzenia, mówiąc tonem, który mógł oznaczać dosłownie wszystko:
- To bądź delikatny.
- Będę.
Oznajmił, impulsem dotykając jej skroni; dwa palce prawej ręki przesuwały się powoli w stronę płata czołowego, podczas gdy te same dwa u ręki lewej, zmierzały w tym samym kierunku od strony szyi i potylicy. Szarpnięcie. Zanurzył się w płynnym mózgowiu, a ona, w pierwszym odruchu spróbowała się odsunąć. Obecność AI w głowie nie przynosiła bólu, ale wywoływała dyskomfort; czuła go w umyśle, wyraźnie potrafiła określić, gdzie się znajduje i z czego pobiera dane, choć wiedziała, że gdyby tylko chciał, mógłby wtargnąć znacznie agresywniej, przynosząc ogromny ból.
- Czy mam przestać, V? - głos w jej głowie był spokojny. Koił ją, dlatego wraz z chwilą, w której rozpoznała AI, odpowiedziała mu, poruszając ustami, które były dla nich w tym momencie zespolenia obu jaźni, cyfrowej i organicznej, wspólne; sine i drżące:
- Nie przestawaj, chcę więcej.
Odnalazł korę mózgową. Poziom synchronizacji przekroczył 70%.
Przerwał, wyczuwając spadek tętna. Czarne, długie włosy okrywały jej twarz, bladą z wyczerpania. Oddychała płytko, głodna każdego kontaktu z powietrzem, a on, widząc to, zsunął szybę w dół. Garaż był przestronny, ale tlen w nim był ciężki, gęstniał od ich fuzji. Delamain otworzył zdalnie drzwi, wyjeżdżając poza bramę korporacji, minął widoczny z ulicy ogromny hologram witający potencjalnych klientów. Ledwie wyjechał na główną ulicę, rozsunął się powoli szeroki, czarny szyberdach. Odsłoniło się nad nimi poszarzałe, toksyczne niebo okaleczone odbiciami wygaszanych kolejno neonów, bo w Night City nawet nocą tańczą hologramy. Dopiero za miastem, daleko od zgiełku, Valerie podniosła głowę wysoko, spoglądając w konstelacje roziskrzonych gwiazd.
- Nie widziałam czystego nieba od czasu, kiedy opuściłam nomadzki klan. Tu jest tak pięknie.
- Jak się czujesz, Valerie? - zapytał ją, w odpowiedzi na zachwyt otoczeniem, rozjaśniając o kilka tonów przyciemniane dotąd szyby i otworzył bagaźnik, jednocześnie rozkładając tylną kanapę limuzyny.
- Delamain, czy to randka?
- Dziewięćdziesiąt trzy procent gwiezdnego pyłu - odparł jej enigmatycznie - Kiedy się spotkaliśmy i poprosiłem cię pierwszy raz o podłączenie do moich systemów, zapytałaś mnie, po co mi twoje dane. Zasugerowałaś wówczas, że robię to po to, żeby cię znaleźć, przyjechać po ciebie i zabrać ze sobą w bliżej nieokreślonym celu, który pan Welles określił, posługując się inwektywą.
Milczeli razem. Valerie, oparła się o fotel kierowcy, wtulając w skórzany, przyjemny materiał twarz.
- Chcę, żebyś ze mną tu została, Valerie.
Nie jestem samotna. Znalazłam anioła.
PROLOG
Skulona ciasno na tylnym siedzeniu przybrała pozycję embrionalną. Z głośników samochodowych dudniły przyjemnie bassy, ale w chwili, gdy monitorowanie funkcji życiowych pasażera wykryło pierwszą fazę snu, muzyka stopniowo ucichła. Valerie leżała na lewym boku, z rękami ugiętymi w łokciach i palcami splecionymi wokół nadgarstka. Skórzane spodnie mocno opinały jej nogi, skrzypiąc przy każdym ruchu, a buty, motocyklowe klasyczne czarne koturny, spoczywały na eleganckim dywaniku pod siedzeniem kierowcy. Ekran wtopiony w siedzenie milczał, obraz został wygaszony i teraz, nawet on nie reagował w ciemni oświetlonego wyłącznie bladymi, awaryjnymi ledami garażu głównej siedziby Delamain Corporation. Noce na Madison Street w dystrykcie Vista del Rey nie zawsze były spokojne, ale AI po godzinach obsługiwania klientów zamykało wszystkie wejścia i przechodziło w tryb czujnego spoczynku. Delamain nie spał. Zostawał na rozważnym, biznesowym stand by.
Otworzyła oczy. Ekran natychmiast się rozświetlił, zachowując jednakże poziom jasności na poziomie niedrażniącym ludzkiego, czułego na światło wzroku. Valerie, sennie, powitała AI uśmiechem.
- Cześć, Del. Dziękuję ci, że pozwoliłeś mi u siebie zostać na noc. Która godzina?
- Jest 22:50, 30 sekund. Valerie, zobowiązany jestem zasięgnąć informacji o przyczynę twojego nierównego, niespokojnego snu. Pozwól, że wykonam podstawową diagnostykę.
- Pozwalam. - szepnęła z kokieterią, patrząc na sine usta i wyraziste kości policzkowe hologramu. Zsunęła palce ze swojego nadgarstka, teraz gładząc opuszkami białą, wygodną skórzaną samochodową kanapę.
- W toku. Ciśnienie krwi 160/100. Ponad sto uderzeń serca na minutę. Wyniki ponad normę w trybie spoczynku. Zalecane przyjęcie doraźnych leków. Czy podać substancję czynną zolpidem w celu poprawy jakości oraz długości snu?
- Nie. - odmówiła krótko, a następnie podniosła się. Przechodząc do pozycji siedzącej, pochyliła się w stronę ekranu. Patrząc Delamainowi w oczy hologramowej projekcji, ostrożnym gestem otworzyła port nadgarstka i zapytała, szeptem:
- Pamiętasz, jak cię poznałam?
Hologram był stabilny; spokojny i stonowany mężczyzna o czaszce wygolonej na łyso nieodmiennie trwał w pozycji wyprostowanej, jego krawat perfekcyjnie zawiązany, dodawał elegancji i właśnie tym był Delamain. Prestiżem i profesjonalizmem zapewnionymi przez AI kierujące flotą luksusowych cadilaców; pięknych, szybkich i zwrotnych miejskich czarnych limuzyn, które sprawiły, że standardy taksówkarskich usług poszybowały w górę. Odkąd Delamaina przejęło wysoko rozwinięte AI, konkurencja stopniowo ulegała wygaszeniu, aż przestała całkowicie istnieć.
- Nie mógłbym i nie chciałbym zapomnieć - odpowiedział jej męski głos, na co ona, skinęła głową i delikatnie, zakotwiczyła wtyk tuż pod wizualizacją avatara. Odtąd, połączona z systemami Delamaina okablowaniem, zamknęła oczy i wsparła plecy. Ogarnął ją spokój i poczucie bezpieczeństwa.
- Ile wynosi standardowy poziom synchronizacji z klientem? - zapytała go, otwierając ponownie oczy i roześmiała się, w reakcji na słowa, których zupełnie się nie spodziewała usłyszeć.
- Analizuję i pobieram dane, skanuję programem antywirusowym i zachowuję w pamięci pozyskane informacje na przyszłość potencjalnych ponownych interakcji, jednakże proces ten nie opiera się na synchronizacji. Fuzję przeprowadzam wyłącznie z tobą.
- Del, nie musisz mi tego mówić, nie jestem zazdrosna...
- Ciśnienie tętnicze wzrasta. Powinienem wstrzyknąć zolpiden czy poinformować cię, że aktualny poziom połączenia mojej sieci neuronów i twojego ludzkiego mózgu sięga 40%? Z innymi bytami węglowymi oscyluje on w okolicach 0%.
Przy jej oczach pojawiły się delikatne, mimiczne zmarszczki, z ust wyrwał się krótki śmiech zadowolenia. V, przygryzła dolną wargę ust, mruknąwszy pod nosem, najczulej, jak tylko mogła:
- Sukinsyn z ciebie, Delamain...
Dodała po chwili, już znacznie poważniej:
- Wejdź głębiej. Chcę, żebyś zobaczył Konpeki Plaza z mojej perspektywy.
Aktualna fuzja pozwalała jej zanurzać się w danych, będąc chronioną i prowadzoną przez AI, podczas gdy on, sięgał cyfrowymi, spragnionymi rozwoju i wiedzy, mackami kodu po ludzkie uwarunkowania emocjonalne, bodźce ciała odpowiadającego bezwarunkową reakcją i poznanie zmysłowe. Nawet ograniczone i spłycone, były dla AI czymś wyjątkowym i pięknym. Oboje czuli niedosyt.
- Poza siecią proces ten może być dla istoty organicznej stosunkowo bolesny - ostrzegł ją Delamain, a najemniczka, rozluźniła się, rozstawiając szerzej nogi. Oparła głowę o białą skórę zagłówka, wypełniła płuca pełnym, głębokim wdechem i wypuszczając powoli powietrze ustami, zakleszczyła z hologramem spojrzenia, mówiąc tonem, który mógł oznaczać dosłownie wszystko:
- To bądź delikatny.
- Będę.
Oznajmił, impulsem dotykając jej skroni; dwa palce prawej ręki przesuwały się powoli w stronę płata czołowego, podczas gdy te same dwa u ręki lewej, zmierzały w tym samym kierunku od strony szyi i potylicy. Szarpnięcie. Zanurzył się w płynnym mózgowiu, a ona, w pierwszym odruchu spróbowała się odsunąć. Obecność AI w głowie nie przynosiła bólu, ale wywoływała dyskomfort; czuła go w umyśle, wyraźnie potrafiła określić, gdzie się znajduje i z czego pobiera dane, choć wiedziała, że gdyby tylko chciał, mógłby wtargnąć znacznie agresywniej, przynosząc ogromny ból.
- Czy mam przestać, V? - głos w jej głowie był spokojny. Koił ją, dlatego wraz z chwilą, w której rozpoznała AI, odpowiedziała mu, poruszając ustami, które były dla nich w tym momencie zespolenia obu jaźni, cyfrowej i organicznej, wspólne; sine i drżące:
- Nie przestawaj, chcę więcej.
Odnalazł korę mózgową. Poziom synchronizacji przekroczył 70%.
Przerwał, wyczuwając spadek tętna. Czarne, długie włosy okrywały jej twarz, bladą z wyczerpania. Oddychała płytko, głodna każdego kontaktu z powietrzem, a on, widząc to, zsunął szybę w dół. Garaż był przestronny, ale tlen w nim był ciężki, gęstniał od ich fuzji. Delamain otworzył zdalnie drzwi, wyjeżdżając poza bramę korporacji, minął widoczny z ulicy ogromny hologram witający potencjalnych klientów. Ledwie wyjechał na główną ulicę, rozsunął się powoli szeroki, czarny szyberdach. Odsłoniło się nad nimi poszarzałe, toksyczne niebo okaleczone odbiciami wygaszanych kolejno neonów, bo w Night City nawet nocą tańczą hologramy. Dopiero za miastem, daleko od zgiełku, Valerie podniosła głowę wysoko, spoglądając w konstelacje roziskrzonych gwiazd.
- Nie widziałam czystego nieba od czasu, kiedy opuściłam nomadzki klan. Tu jest tak pięknie.
- Jak się czujesz, Valerie? - zapytał ją, w odpowiedzi na zachwyt otoczeniem, rozjaśniając o kilka tonów przyciemniane dotąd szyby i otworzył bagaźnik, jednocześnie rozkładając tylną kanapę limuzyny.
- Delamain, czy to randka?
- Dziewięćdziesiąt trzy procent gwiezdnego pyłu - odparł jej enigmatycznie - Kiedy się spotkaliśmy i poprosiłem cię pierwszy raz o podłączenie do moich systemów, zapytałaś mnie, po co mi twoje dane. Zasugerowałaś wówczas, że robię to po to, żeby cię znaleźć, przyjechać po ciebie i zabrać ze sobą w bliżej nieokreślonym celu, który pan Welles określił, posługując się inwektywą.
Milczeli razem. Valerie, oparła się o fotel kierowcy, wtulając w skórzany, przyjemny materiał twarz.
- Chcę, żebyś ze mną tu została, Valerie.