JustPaste.it

~-------  ♥ Wilkołak -  Jessika ♥ --------~

owokaress.png

 

Imię: Luna (Jessika)
Ksywka: Jess
Płeć: Wadera
Wiek: Około 200 lat
Stanowisko: Alchemik i medyk
Ranga: Alfa
Opis: Jeszcze przed paroma laty, kiedy zaczęła oswajać się z towarzystwem innych stworzeń, Jessika była znacznie bardziej porywcza oraz lekkomyślna, bardzo często pierwsze podejmowała się jakiegoś działa, nie myśląc o tym, jakie może mieć to skutki. Do tego posiadała bardzo urocze usposobienie. Czasem nawet przesadnie urocze, jakby za wszelką cenę zależało jej na udowodnieniu, że nie ma nic wspólnego ze swoimi mrocznymi przodkami, co oczywiście nie zawsze jej wychodziło. Dopiero z czasem podczas swoich wizyt dostrzegła, że wymiar mroku ma swoje uroki i zaakceptowała swoją naturę. Młodsza Jessika chciała również "zbawiać świat", co często pokazywała poprzez swoje zainteresowanie losami innych stworzeń, niekiedy wtykając nos w nie swoje sprawy. O dziwo większość rozumiała dobre intencje wilczycy. Jednym z takich przykładów jest sytuacja jeszcze z przed powstania watahy, gdy zauważyła, że lwom była wyrządzana krzywda. Mimo, że należała do wrogiego stada wilków, jej poczucie sprawiedliwości nie pozwoliło jej jedynie patrzeć na to, jak jej bracia i siostry postępują nie w porządku, za co poniosła potem konsekwencje - została uznana za zdrajcę.
Na przestrzeni lat niewiele się to zmieniło. Wadera wciąż stara się nie odmawiać pomocy innym, a jej rasa, każdy wilk są dla niej ważne. Jednak prawdziwym priorytetem jest wataha i jej dobro. Dlatego też nie angażuje się w nic poważniejszego, bowiem nie chce, żeby uczucia lub potencjalne złamane serce przeszkodziły w odpowiednim pełnieniu swojej funkcji. W głębi ma świadomość, jak słabą fizycznie i tak już jest alfą (co ją często boli, dlatego chce nad sobą pracować). Jessika jest wierna swoim towarzyszom, gotowa walczyć z zębami i pazurami, a nawet mogłyby skoczyć w ogień za osobami, które chce chronić. Wynikać może to z tego, że wiele razy traciła bliskie jej osoby, zaczynając od zwykłych znajomych, do których powoli się przywiązywała, a kończąc na dobrych przyjaciołach. Jedną z nich była założycielka watahy, więc po jej śmierci naturalnie przejęła brzemię przywódcy. Po tym jej charakter zaczął bardziej się kształtować, nabierała więcej odpowiedzialności, trochę również spoważniała.
Teraz Jessika raczej jest cichą i poważną waderą, która nie jest szczególnie ufna w niektórych kwestiach, zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi dobro watahy. Czasem może sprawiać jedynie pozór zaufania, a tak naprawdę wciąż bacznie śledzić każdy ruch nowo-poznanej osoby. Nie umie siebie nazwać do końca miłą i sprawiedliwą, ale bardzo stara się taka być. Nie znaczy to jednak, że nie umie również dobrze się bawić i jest nudziarą, wręcz przeciwnie, ale najczęściej pokazuje to w towarzystwie wilków, z którymi jest najbardziej zżyta. Potrafi być bardzo humorzastą wilczycą, a zrozumieć potrafi ją wtedy najlepiej Lili lub Liz, którym zawsze z wszystkiego się zwierza. W kryzysowych momentach nastroju lubi uciekać się do samotności, do której przywykła od najmłodszych lat - nie zawsze dobrze czuje się w zbyt dużych zgromadzeniach (najczęściej można ją wtedy spotkać w wymiarze mroku lub zaciszu jaskini). Jessika nie potrafi zapomnieć wyrządzonej jej krzywdy, mimo to stara się zrozumieć drugą stronę i nie chować długo urazy. Bardzo nie lubi, gdy inni nie doceniają jej wysiłków. Lubi poznawać nowe wilki, chodź nie zawsze na początku znajomości jest przyjazna.
Kilka razy zmieniał się jej wygląd, aż doszedł do obecnej postsci, którą uważa za szpetną.
Wygląd:
Wilk - Jessika jest dość szczupłą i giętką waderą. Jej futro jest w głównej mierze czarne, nie licząc białego pyska z trzema liniami powyżej nosa, o strukturze przywodzącej na myśl księżyc. Jej "włosy" na łbie zaczynają się robić mocno kręcone i bujne, a wadera sama nazywa nie "niesfornymi". Są podobne nieco do jej matki, jednak ich barwa przechodzi od czerni przez granat do czerwieni. Wadera posiada niezwykle długi, puchaty i kręcony ogon, w który lubi wpinać różne kosteczki, głównie czaszki, a powyżej niego ma dwa malutkie, nietoperze skrzydełka. Przy skrzydełkach odstają jej dłuższe fragmenty futra, opadające trochę na ogon, które również na końcach przybierają granatową i czerwoną barwę.
Na grzebcie wyrastają jej czarne skrzydła, bardziej już przypominające ptasie, na które zachodzi nieco wzorek z jej grzbietu.

5bfdc367b1e347bead608dfd3fd20139.png



* Człowiek - Wielu ludzi mogłoby ją pewnie uznać za wysoką. Posiada raczej dość jasną karnację. Jej skóra z pewnością nie należy jednak do idealnych. W niektórych miejsca pokryta jest drobnymi bliznami po różnych starciach. Największa, której nie ma zamiaru ukrywać, znajduje się na jej szyi (szamanka była w stanie się jej pozbyć, jednak wadera wolała, aby została i przypominała o jej nierozwadze). Do tego posiada jaśniejsze plamki na skórze, między innymi w okolicach nadgarstków, gdzie ukrywa jej pod czarnymi rękawiczkami bez palców oraz w okolicach ud.
Jessika zazwyczaj podróżuje w czymś, co przypomina postrzępioną tunikę z ramiączkami oraz kapturem (z przodu krótsza, z tyłu ma dwa dłuższe pasma), o barwie, którą można nazwać "brudnym śliwkowym". Pod spodem ma krótką, czarną bluzkę oraz spodenki. Nosi również czarne podkolanówki.
Przy pasie ma przymocowany sznur z jej ważnymi ziołami i najbardziej przydatnymi miksturami, a na pasie na udzie trzyma kilka niewielkich ostrzy.

Znaki szczególne: Na lewej łapie nosi bandaż, a w ogonie ma kilka czaszek oraz księżyc na tylnej, lewej łapie
Moc: Woda (lód), mrok i ogień, stara się opanować moc snu 
Umiejętności: * W czasie pełni jej skrzydła świecą i może raz się zregenerować.
* Kiedyś w czasie pełni była wstanie sterować wodą żywych organizmów, jednak nie potrafi już stwierdzić jak.
* Może chodzić po wodzie i stawać się nie widoczna pod nią.
* Pod wpływem emocji, potrafi czasem zmienić temperaturę swojego ciała.
* Czasem w sytuacji zagrożenia, jej ogon przechodzi nieprzyjemny dreszcz
Rodzina: Matka – Loren, Ojciec – Letres, Siostra – Lux, Brat bliźniak – Stellius, Pra babka – Sabrina, Pra dziadek – Demon Abudabihah, Adoptowane córki - Lizbeth i Carly
Historia: Jessika urodziła się w Watasze Lustrzanej Tafli, w której wychowała się również jej matka. Jednak pierwsze chwile jej życia nie były szczególnie obiecujące. Zaraz po urodzeniu okazało się, że wadera jest bardzo wątła i słaba. Z trudem przychodził jej nawet każdy oddech, dlatego nikt nie dawał jej nawet minimalnych szans na przeżycie. Niektóre wilki proponowały nawet Loren, żeby oszczędziła szczeniakowi cierpienia i poszła go utopić, ale ona chciała dać jej szanse do końca, być pewna, że zrobiła wszystko co mogła, aby jej pomóc. Wtedy ku zdziwieniu wszystkich, o północy nastał cud. Księżycowe promienie opadły na jej ciało, a jej oddech zaczął przybierać na sile. Na jej łapie pojawiło się wtedy również znamię w kształcie księżyca, dlatego też postanowili nazwać ją Luna. W tym czasie na łapie jej bliźniaka również ujawnił się symbol. Była to niewielka gwiazda znajdująca się dokładnie w tym miejscu, co jego siostry. Rodzice uznali to za znak. Uważali, że z pewnością rodzeństwo będzie dbać o siebie nawzajem, nieważne jak potoczą się ich losy.

Jednak rok później Stellius miał niepokojący sen. Dowiedział się z niego, że to z jego winy siostra mogła umrzeć tuż po urodzeniu, bo gdy byli jeszcze płodami on wyssał jej energię życiową. Bał się do niej zbliżać, żeby nie wyrządzić jej więcej krzywdy, przez co oddalali się od siebie. Im bardziej Luna chciała naprawić sytuację, dowiedzieć się, co zrobiła nie tak, tym bardziej jej brat uciekał. Któregoś dnia opuścił nawet teren watahy bez niczyjej wiedzy. Udał się wtedy nad pobliskiego jezioro. Wtedy stało się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć. Przy Stelliusie pojawił się demon, który chciał powitać swojego prawnuka. Rodzicie, gdy tylko zauważyli jego zniknięcie, postanowili go poszukać, tym bardziej, że oboje widzieli jego wycofanie i bardzo się martwili. Gdy go znaleźli demon już zniknął, ale ich syn nie był taki sam. Omamiony jeszcze demonią aurą w pierwszej chwili rzucił się na Loren, która była wtedy w ciąży i teoretycznie powinna odpoczywać. Ojciec stanął jak wryty i nie był w stanie nic zrobił. Wtedy wkroczyła Luna i widząc zamieszanie, zaczęła krzyczeć. Stellius, widząc zapłakany pyszczek siostry szybko się opamiętał. Jednak nie miał zbyt dużo czasu, żeby odczuć przerażenie swoim czynem, bo zaraz później opadł bez sił.
Kilka dni później urodziła się im córka. Każdy był zaskoczony tym, że była ona wilkiem światła, jednak po narodzinach ich pierwszych dzieci, nie uznali to za nic dziwnego. W tym czasie Stellius z każdym dniem miał coraz gorsze napady szału, a po nocach śniły mu się koszmary. Gdy zabrano go do pobliskiego szamana, ten pokręcił głową, twierdząc, że nie jest w stanie nic na to poradzić. Musieli mierzyć się sami z problemem ich syna. Dzień po narodzinach siostry Stellius zniknął bez śladu razem z nią. Wiele razy próbowali ich szukać, ale bez skutku. Przez rok starali się wytropić ich na własną łapę i nie tylko. Wysyłali również patrole, z miesiąca na miesiąc coraz mniej liczne, aż w końcu w dzień, kiedy Lektres był blisko poddania się, w czasie pełni ujrzeli na wzgórzu wyjącego wilka. Natychmiast rozpoznali w nim swojego zaginionego syna. Pobiegli na spotkanie z nim, lecz na miejscu zastali tylko zgraję wygłodniałych wampirów. Lektres zadziałał natychmiastowo. Złapał młodą za kark i zaczął biec w stronę jaskini, ignorując jej wszelkie protesty. Tam bezpiecznie ją ukrył, a następnie zaczął zawiadamiać całą watahę o zagrożeniu. 
Gdy tak czekała już znudzona na swoim rodziców, ktoś podrzucił pod jej wejście koszyk.Niepewnie podeszła do niego i zastała tam małego, białego wilka. Na kartce było napisane: „To jest Lizbeth. Opiekuj się nią dobrze Loren – Fiora”. Luna nie znała żadnej Fiory, ale widziała, że to do jej matki. Dlatego zabrała małą do środka i ogrzała. Nie zmrużyła nawet oka, czuwając nad nią i oczekując rodziców. Następnego dnia z samego rana do jaskini wpadła Loren. Upadła, gdy tylko przekroczyła próg, a córka natychmiast podbiegła do niej zaniepokojona. Jej matka była w fatalnym stanie, wycieńczona, do tego mocno krwawiła, ale dziecko nie potrafiło przyjąć do świadomości najgorszego. Zapytała, czy powinna pobiec do szamana. Chciała nawet wybiec, nie czekając na odpowiedź. Jednak Loren zatrzymała ją, przywołując na pyszczek, najłagodniejszy uśmiech, na jaki była się w stanie zdobyć. „Bądź silna, Luno” - to było ostatnie, co udało się jej z siebie wydusić, przed śmiercią. Przepełniona falą smutku wybiegła z jaskini, szukając kogoś, kto jej pomoże. Nie natknęła się jednak praktycznie na żadnego wilka. Nawet szamana, który był zwykle w swoim stałym obozie. Od tej pory znienawidziła cały wampirzy gatunek. Mimo zawodu miała świadomość tego, że sama musi się zająć małym wilkiem, przyprowadzonym przez nieznajomą osobę, ale ona sama miała zaledwie 3 lata. Gdy Liz jeszcze spała, Luna pobiegła do lasu, żeby coś upolować, na powitanie nowej. Postanowiła traktować ją jak siostrę, którą jej odebrano. Gdy wróciła z świeżo upolowaną sarną Liz już nie było. Luna upadła z płaczem. Straciła wszystkich. Od tamtej pory chciała być silna, jak życzyła sobie tego jej matka. Zmieniła swoje imię na Jessika i wyruszyła w drogę.

 

Jej początki z podróżowaniem nie były łatwe, a w jej czasie nie raz doskwierała jej samotność, choć w końcu do niej przywykła. Najpierw przez jakiś czas chodziła praktycznie w kółko, później pojawiły się problemy z pożywieniem, aż w końcu pytanie - czego właściwie szukam i dokąd powinnam się udać? Ostatecznie obrała jeden kierunek, którego się trzymała, licząc, że odnajdzie po drodze swoje miejsce. Żeby nie rozwodzić się nad jej szczenięcymi losami, w skrócie: wpadła w sidła łowcy, który zrobił z niej atrakcję dla mieszczan, następnie została odsprzedana jako "tania siła robocza", gdzie nie była najlepiej traktowana, niechcący spaliła grupę niewinnych osób.. i takie tam. 

Po wielu latach znalazła się na obrzeżach wioski Canis Lupus, niewiele już pamiętając na temat swojego pochodzenia, rodziny, czy choćby drogi jaką przebyła. Wtedy też po raz pierwszy postanowiła przybrać swoją ludzką formę i udać się do miasta, gdzie wstępnie planowała rozpocząć nowy rozdział w życiu. Tutejszy klimat szybko ją urzekł i bardzo chciała nawiązać kontakt z wieloma ludźmi, którzy wydawali jej się całkiem przyjaźni. Być może nawet myślała o nich jak o nowej, większej i bardziej cywilizowanej watasze. Niestety była dość nieporadna i niekoniecznie wiedziała od czego powinna zacząć, więc przechadzała się różnymi ścieżkami, zapoznając się z terenem. Tym sposobem dotarła do niewielkiego domku na wzgórzu. W porównaniu z innymi budynkami, które mijała, ten nie wyglądał zbyt porządnie, choć w najgorszym stanie też nie był. Jessika bez zbędnych namyśleń przyjęła myśl, iż prawdopodobnie jest opuszczony i uznała to za jej okazję. Szczęśliwa już chciała przekroczyć próg, gdy kątem oka dostrzegła nieznajomego bruneta. Spłoszona odsunęła się od budynki i zaczęła go przepraszać, tłumacząc się swoją niewiedzą, co jedynie wzbudziło śmiech w mężczyźnie. Przedstawił się jako Leon i poinformował, że spokojnie może się tu wprowadzić, jeśli tylko chce. Odchodząc zaoferował waderze swoje wsparcie.  

Choć nawiązywanie kontaktów z mieszkańcami wychodziło jej raczej marnie i prawdopodobnie wielu uznawało ją za odludka, który pojawił się nie wiadomo skąd, żyło jej się tam całkiem dobrze. Z pewnością nie narzekała. Większość swojego czasu spędzała na czytaniu lub obserwowaniu mieszkańców. Człowiek, którego spotkała pierwszego dnia, wiele razy pojawiał się w pobliżu jej domu. Było to z lekka dziwne, lecz ona nie uznawała to za nic niepokojącego. Starała się ufać ludziom mieszkającym tam i tłumaczyła to jako przejaw swego rodzaju troski, w końcu zaoferował jej pomoc. Któregoś dnia niespodziewanie zapukał do jej drzwi z propozycją randki. Nie kryła swojego zdziwienia. Był pierwszą, obcą osobą, która obdarzyła ją jakimś uczuciem. Pewnie nie trzeba też dodawać, że skoro była tak nieporadna w kontaktach z innymi to co dopiero w miłości. 

Po wielu głębokich analizach uznała, że nie ma nic do stracenia i się zgodziła. Mijały godziny, a ona świetnie bawiła się na plaży w jego towarzystwie.. do pewnego momentu, kiedy to na plaży pojawił się mały, kulejący wilk. Leon zauważył go pierwszy i był nawet gotów go zaatakować, jednak Jessice udało się go powstrzymać. Przejęła się losem wilka i uparła się, żeby mu pomóc. Ilekroć zbliżali się do wilka, ten znikał im z oczu. Leon nie rozumiał trochę jej zachowania, ale też nie potrafił jej od tego odwieść, mógł tylko podążać za nią. Lycantropka była od niego jednak znacznie szybsza, więc po czasie zostawiła go daleko w tyle. Będąc pewna, że nikt jej nie widzi, zmieniła się wilka, mając nadzieję na wzbudzenie jego zaufania. Niestety, Leon wszystko widział i wyłonił się po chwili, płosząc wilka, a następnie samemu uciekając. Po kilku dniach udało się im dojść do porozumienia, jednak znając jej prawdziwą naturę, traktował ją bardziej oschle. Szczególnie, gdy jednego dnia wybiegła z domu w wilczej formie, bo wyczuła w pobliżu wampira. Na szczęście Leon szybko ją dogonił i zmusił do opamiętania się. 

Jessika czuła się głupio, dając się tak ponieść zwierzęcym instynktom. Oboje wrócili do domu, starając się zapomnieć o zajściu. 

Dzień później do ich domu zapukał pewien mężczyzna. Nie został on ciepło przywitany przez Leona, brunet nawet dawał mu jasne sygnały, że nie jest mile widziany, przez co nic nie rozumiejąca wadera pozostała czujna i bacznie obserwowała przybysza. Nie znajomy zauważając ją, zwrócił się do Leona z prośbą o rozmowę na osobności, co tylko bardziej go rozjuszyło. "Mów przy niej! Ona też jest wilkołakiem!!" - krzyknął oburzony. Jessika stanęła jak wryta, nie dowierzając temu co usłyszała. Szok stał się jeszcze większy, gdy dowiedziała się, że mężczyzna, przedstawiający się jako Tom jest bratem Leona, co oznaczało, że Leon również był wilkołakiem, mimo że uparcie się tego wypierał i osłaniał tym, że udało mi się dostać do zaklęcia, pozwalającego zamknąć wilkołactwo w naszyjniku. 

Nocą wadera miała bardzo dziwny sen - wszechobecna ciemność, którą nieco rozświetlał blask księżyca, powarkiwania oraz mnóstwo ziemi i błota. Następnego dnia Tom odwiedził ich wcześnie rano, gdy Jessika robiła porządki. Była sama, ponieważ Leon nadal miał swoje humorki. Wpuściła swojego nowego "przyjaciela" do środka i to jemu postanowiła zwierzyć się ze snu, jaki miała w nocy, sądząc, że będzie bardziej wyrozumiały niż Leon. Tom cierpliwie słuchał jej opowieści, na koniec oznajmiając, że śniło mu się coś podobnego. Do tej pory Jessika nie wie, dlaczego Tom miał ten sen, jednak wiedziała jedno - musieli się przygotować na pełnię, ponieważ nie mógł być to zbieg okoliczności. Gdy na czas pełni Tom postanowił skryć się w jaskini, którą jeszcze poprzedniego dnia znaleźli, tocząc walkę z wampirem, Jessika przechadzała się po lesie, starają cię go unikać. Widziała, jak Leon był o niego zazdrosny, więc nie chciała dawać mu kolejnych powodów do tego. 

Gdy książyc pojawił się na niebie, poczuła dziwną energię, która zaczęła ją wypełniać i za jego "poleceniem" po przemianie w wilka pognała w stronę dwóch splecionych ze sobą drzew, gdzie zaczęła kopać. Tom widząc ją z daleka, dołączył do niej i osłonił ją przed promieniami księżyca, żeby trochę się opamiętała. Po chwili dokopała się to tajemniczej skrzynki, której zawartość bardzo ją zaciekawiła. Było tam kilka dzienników, przedmiotów używanych w białej bagii oraz wiele, wiele ksiąg w tym jedna, której wiedzę chciała bardzo posiąść, czyli księga o zmiennokształtności. Nie wiedziała, skąd wzięło się w niej przeczucie, a raczej w ręcz pewność, że wszystko to należy do jej matki - dzienniki udowodniły, że ma rację. Były jednak wybrakowane, dlatego nie mogła się wiele dowiedzieć. Do dzisiaj obecność tej skrzynki tłumaczy sobie małą pomocą Reona. 

Miesiąc po tamtym znalezisku Tom zniknął, ale między Leonem a Jessiką relacje wciąż wyglądały nieciekawie. Wadera coraz częściej musiała spędzać czas sama. Uciekała wtedy poza obrzeża wioski, szukając przygód w lasach. Pewnego dnia, gdy siedziała sama nad brzegiem wody, spotkała czarną wilczycę. Okazała się być bardzo miła i szybko zaprzyjaźniła się z nią, a nazywała się Perła i jak później się okazało też była wilkołakiem. Zaczęły spędzać ze sobą mnóstwo czasu, między innymi chodząc na wspólne polowanie czy próbując uczyć się grać na instrumentach, które Perła posiadała u siebie. 

Któregoś dnia w okolicy jaskini spotkały nieznajomego basiora. Nie od razu się dogadali ze sobą. Jessice i Perle bardzo nie podobało się to, że basior tak bezczelnie narusza ich teren. I pozwalały mu dojść do słowa i bez przerwy dochodziło między nimi do bójek. Sytuacja się uspokoiła, gdy wyczuły w nim swojego znajomego z miasta - Mattiego. Na jednym ze spotkań basior oznajmił, że bardzo by chciał, żeby ich trójka stworzyła swoją własną watahę, co niezbyt z początku przekonywało Jessikę, ponieważ wiedziała, jak Leon nie lubi tego tematu. Do tego robiłby pewnie sceny zazdrości o Mattiego.. Ale po dłużej chwili namysłu zgodziła się. Ich mała wataha ukrywała się przed nim. 

Pewnej nocy, gdy Jessika została pozostawiona sama sobie w domu, ktoś bez pytania wszedł do domku. Była to dwójka mężczyzn, nie wyglądających na szczególnie starszych (patrząc na jej ludzką formę). Nie ukrywała więc swojego rozdrażnienia i wprost mówiła, że ich zachowanie było bezczelne, co najwyraźniej tylko ich bawiło i nakręcało. Mieli już zamiar się do niej dobierać, nie zważając uwagi na protesty dziewczyny. Jej zdenerwowanie osiągnęło taki poziom, że częściowo przeobraziła się w wilka, z trudem poprzestając jedynie na lekkim zadrapaniu jednego z nich. Przerażeni mężczyźni natychmiast zaczęli uciekać, krzycząc za sobą "Wolfblood", a wadera patrzyła za nimi z satysfakcją. Nie obchodziło ją, co sobie pomyśleli ani co powiedziałby Leon, zostawił ją samą i częściowo obwiniała go za tę sytuację. 

Gdy rozległo się ponowne pukanie do drzwi, rozdrażniona podeszła do drzwi, spodziewając się kolejnych dupków, ale myliła się. Stał przed nią jeden ze stróżów porządku w wiosce, który został poinformowany o niebezpiecznym wilku na tym terenie. Pomimo swoich zaprzeczeń temu, musiała jednak ustąpić i pozwolić mu się rozejrzeć oraz "zadbać o swoje bezpieczeństwo".  Czekając w progu aż mężczyzna nie będzie pewien, że nie trzyma w domu żadnego niebezpiecznego drapieżnika, dostrzegła małego wilczka, który jej się przyglądał. Wilczek przebywał tu od jakiegoś czasu i widział poprzednie zajście, kiedy się przemieniła. Niestety stróż, również go dostrzegł i był już gotowy do zaatakowania wilczka, ale Jessika stanęła mu na drodze, dając małemu czas na ucieczkę. Wzbudził to najwyraźniej jego podejrzenia, ponieważ stwierdził, że razem z tym szczeniakiem musi zabić także ją. Zaczęła uciekać, będąc nawet w gotowości, aby obronić małego wilczka, nawet jeśli wiedziała, że w ludzkiej formie jej szanse są marne. Na jej szczęście zajście widziało dwóch pobliskich mieszkańców, którzy stanęli w obronie blondynki oraz szczeniaka i wszystko obeszło się bez rozlewu krwi, a szczeniak - Eryk od czasu do czasu widywał się z nią, okazując swoją wdzięczność za pomoc. 

Mimo, że sytuacją dobrze się skończyła, Jessika coraz rzadziej przebywała w wiosce. Mnóstwo czasu spędzała w leśnej jaskini, gdzie szkicowała.  Przeważnie przebywała tam sama, czasem odwiedzali ją Matt oraz Perła.

Ostatecznie związek Jessiki i Leona zakończył się w czasie walentynek, które nie zapowiadały się na przyjemnie i również tak się nie zakończyły pomimo starań. Począwszy od nieudanego pikniku z lwami, a na zdradzie Leona kończąc.

Stado lwów

Ostatecznie "mała wataha" funkcjonowała może lekko ponad pół roku, bo później zarówno Perła, jak i Matt przepadli bez śladu, a Jessika znów została sama. Zmieniło się to dopiero jakiś czas później, kiedy udało jej się zapoznać z jedną z wader z pobliskiej watahy. Kłóciła się z jednym z lwów o wzgórze, które obecnie należy do WKK. I wilki, i lwy uważały wtedy, że byli na tym wzgórzu pierwsi i rościli sobie do niego prawa. Jessika rzecz jasna poparła waderę, bo nigdy wcześniej na tym wzgórzu nie widziała żadnych lwów w okolicy wzgórza, poza ostatnim razem na chwilę przed upadkiem jaj "watahy". Nabierając tęsknoty za swoimi poprzednimi towarzyszami, postanowiła poszukać miejsca, gdzie mogłaby odnaleźć "coś podobnego", dlatego spotykając waderę dzień później, poprosiła ją o dołączenie do watahy. Nikt jej nie odmówił, ale też nie udało się jej nawiązać tam z nikim bliższych relacji. Była wilkołakiem, anomalią, do której nie mieli zaufania i nie była nigdy doinformowana ze wszystkim. Mimo wszystko udało się im nieco wyrobić w niej zdanie o stadzie lwów, z którymi w tamtym czasie toczyli małą "wojnę". Nie było to trudne, biorąc pod uwagę jej poprzednie doświadczenia z lwami. Może nie znienawidziła ich, ale zwyczajnie za nimi nie przepadała. 

Minęło kilka dni a Jessika dalej nie spotykała się za bardzo z innymi towarzyszami watahy, nie znała nawet wciąż ich "tajnego miejsca spotkań". Słowiem dalej skazana była na samotność. Jednego dnia, kiedy wylegiwała się w cieniu, od niechcenia obserwowała sobie poczynania części lwiego stada. Sprawiali wrażenie bliskich sobie i bardzo z żytych, czego wadera nie mogła powiedzieć o swojej obecnej "rodzinie". Z jej obserwacji wynikało, że jeden z lwów tracił wzrok i bardzo z tego powodu się nad sobą użalał, a mimo tego pozostali otaczali go swoją opieką i starali się pomóc najlepiej jak umieli. Było to dla niej.. urocze i widząc do zrobiło jej się trochę cieplej na sercu. Chcąc nie chcąc udało jej się usłyszeć, jak jeden lew opowiadał o roślinie, prawdopodobnie kropkowanym ziole, które mogło mu pomóc. W pierwszej chwili pomyślała, że to jej szansa, żeby udowodnić swoją lojalność i zdobyć zaufanie czy nawet uznanie wśród watahy, ale.. czy to było tego warte? Mogli być z niej dumni, że unieszkodliwiła jednego z wrogów, uniemożliwiła jego kurację, ale z tyłu łba miała świadomość, że to okrutne i będzie mieć po tym wyrzuty sumienia, dlatego oddaliła się na jakiś czas, żeby nie zrobić czegoś, co może żałować.  

Gdy wróciła dostrzegła, że jeden z lwów, nijaka Laari, jest poważnie ranna i od razu wiedziała, że to musiała być sprawka członków watahy, której podlegała. Odczuła wtedy, że być może stoi po niewłaściwej stronie, że zachowanie lwów w stosunku do niej było jak najbardziej uzasadnione - musiały się przecież bronić, a ona przypominała ich oprawców, tylko jeszcze w większych rozmiarach. Niewiele myśląc zbliżyła się do nich, uświadamiając sobie, że ranna lwica, była właśnie tą, która tamtego dnia uznała ją za potwora. Jako wilk nie wzbudzała ich zaufania, ale i tak uparcie starała się pomóc. Uparcie stała po ich stronie nawet wtedy, gdy przybył alfa watahy wilków. Rzucił się na Laari i zaczął ją podduszać, a Jessika chcąc obronić lwicę, wdała się z nim w bójkę i w ten sposób została nazwana zdrajcą. Nie przejmowała się tym długo, mając świadomość, że od teraz ma za przyjaciół lwie stado. 

Niestety Laari musiała czymś nieźle zajść wilkom za skórę, ponieważ nie odpuszczały swoich ataków i raz znaleziono ją w bardzo kiepskim stanie, a kilka dni później przyszła cała wilcza delegacja, domagająca się walki z samą lwicą. Jessika, Kowu, Liz, Kampi, czy nawet jedna wilczyca, która również zdradziła watahę, odradzali Laari tego, ale ona i tak poszła, ponieważ nie chciała narażać reszty. 

"Dasz radę. Pamiętaj, jeden lew jest jak trzy wilki." ~ Kowu 

[Oczywiście motto to bardzo drażniło Jessikę, może nawet chwilami sprawiało jej przykrość, gdy było tak zwyczajnie przy niej wygłaszane. Sama wadera zapominała też często, że nie zalicza się do zwyczajnych wilków, dalej uważa wszystkie wilcze rasy za jedność.] 

Laari udało się przeżyć, mimo licznych okrucieństw jakie na niej wtedy dokonano (takich jak gwałty, między innymi). 

Wataha Królewskiej Krwi

Po pewnym czasie Jessice udało się odnaleźć inne wilki, które potrafiły zaprzyjaźnić się również z lwami, wśród nich były również te o magicznych umiejętnościach, z których pomocą (Katy - wilkołak i Dany - wilk) udało jej się odkryć swoje możliwości. I tym sposobem, gdy grupka się rozrosła, wspólnymi siłami udało im się stworzyć watahę, na której alfę wybrali Roxannę. 


Ciekawostki:
* Kiedyś sporadycznie zajmowała się muzyką, jednak po odejściu przyjaciółki odpuściła.
* Jest bardzo przywiązana do swoich włosów i nie chce pozwolić na ich ścięcie.
* Bardzo nie lubi moknąć
* Jest okropnym zmarzluchem
* Kiedyś darzyła ogromną nienawiścią wampiry, jednak z tego wyrosła
* Sara przez pewien czas żywiła do niej urazę, ponieważ uważała, że za bardzo panoszyła się w watasze po odejściu Roxi.
* Wciąż tęskni i wspomina wszystkich, których straciła.

Partner: Brak

Wataha z CM: LINK!

 

Jess/Karess jako furrsona:

d04740c3689626ceaa73137ca08d6a64.png

dccaac7cd3633bf9018374211d598c1d.png

 

custom_resized_8fc0e0752c6d4fe2bf328cc445650644.png