════════════════════════════════════════════════════════════════════════════════════
════════════════════════════════════════════════════════════════════════════════════
—
— Czekaj. To na pewno ta para drzwi? — zaśmiałem się na jego słowa, a ból głowy powrócił. Przekląłem głośno w myślach. Chłopak nic nie odpowiedział, tylko skinął głową nakazując pójście za nim, więc to zrobiłem. Zresztą miałem inny wybór? Wiem, że to było szkolenie i tak dalej, ale najchętniej wróciłbym do domu i zakopał w mojej białej, pachnącej, ciepłej i puszystej pościeli. Zacząłem powoli w głowie, odliczać czas do końca. Po chwili gdy już znaleźliśmy się na zewnątrz, obok jego samochodu, przejąłem tylko torbę, którą mi wręczył. — Coś wspominał, ale nie podawał żadnych szczegółów. — odpowiedziałem szybko. — Może wcześniej cię zastrzelę. — uśmiechnąłem się, wchodząc za nim na dach. Spojrzałem na widok, który rozciągał się wokół. Byłoby tutaj nawet dość przyjemnie, gdyby nie powód, dla którego aktualnie się tutaj znalazłem. Wziąłem głęboki oddech, zastanawiając się, co za chwilę będę musiał zrobić.
—
— Ah tak? I co ciekawego wyczytałeś? — uśmiechnąłem się nad wyraz sztucznie, czekając aż rozwinie wypowiedź. — Dlaczego postanowiłem odejść? To proste. Stałem się starszy, a zabawy w Adolescents mi się znudziły. Nie powiem, było fajnie, ale do czasu. Poza tym, nie miałem wyjścia. Musiałem do nich dołączyć. Jeśli bym tego nie zrobił, byłbym teraz w sierocińcu. W sumie nawet nigdy nie chciałem do nich należeć, jednak to była moja jedyna opcja. — słowa wypływały z moich ust bardzo szybko. Nawet nie musiałem się zbytnio zastanawiać nad odpowiedzią. Kontynuowałem, czując na sobie czujny, jednak spokojny, wzrok chłopaka. — Przeskok? Hmm... Możliwe. Szczerze, to nawet się nad tym zbytnio nie zastanawiałem. Chciałem zacząć zajmować się czymś głębszym, poważniejszym. Szybko się uczę, więc myślę że sobie poradzę. — nawet na niego nie patrząc, wyjąłem gumy z kieszeni a jedną włożyłem do ust. Poprawiłem włosy, a po chwili musiałem podnieść wzrok słysząc, jak zaczyna coś mówić. Słuchałem uważnie jego monologu, po czym zacząłem przygotowywać się do oddania serii strzałów. Położyłem na ziemi swoją kurtkę, by się nie zabrudzić. Bardzo dokładnie ułożyłem karabin w odpowiedniej pozycji, odpowiednio go przy tym opierając, na swoim prawym barku. Wziąłem delikatny, głębszy wdech słyszalny tylko dla mnie. Skupiłem się i po kilkunastu sekundach strzeliłem.
—
— Oczywiście że to przez kaca. Nie uważasz chyba, że ktoś tak niedoświadczony jak ja, potrafiłby obsługiwać się bronią. Albo nawet widział ją kiedykolwiek na oczy. — odpowiedziałem sarkastycznie, nawet nie zwracając na niego uwagi, wzrok mając nadal skierowany wprost przed siebie. Po chwili dostałem rozkaz wykonania kolejnego strzału i znowu trafiłem. Ależ oczywiście to był tylko przypadek i jak to ujął chłopak "ogromne szczęście". Kiedy już skończyliśmy, uniosłem się z ziemi i wytrzepałem swoje spodnie. Oddałem mu ostrożnie broń, przy czym również, wyczyściłem swoją kurtkę z ziarenek piasku oraz ziemi, jak i innych niezidentyfikowanych nieczystości. Po jeszcze jakichś 10 minutach, byłem wolny. Ucieszyło mnie to. Miałem ochotę na długi, gorący prysznic i moje łóżko. Pożegnałem się z nim skinieniem głowy, a potem ruszyłem w przeciwnym kierunku.
—
Kiedy oddaliłem się od hangaru, zadzwoniłem po taksówkę. Zbliżał się wieczór, a że mieliśmy już listopad, robiło się cholernie zimno. Kiedy przyjechała, wsiadłem jak najszybciej do środka, chcąc się rozgrzać. Czy byłem zadowolony z przebiegu szkolenia? Tak, raczej tak. Chłopak który mnie szkolił był do przeżycia. Nie wydzierał się i potrafił wszystko dobrze wytłumaczyć. Co prawda był sarkastyczny, jednak niezbyt mnie to ruszało. To była jak na razie jedyna wada, jaką u niego zauważyłem. Za krótko go znałem, by móc stwierdzić cokolwiek jeszcze, na temat jego charakteru. Przecież ja nawet nie wiedziałem, jak on się nazywa. Zaśmiałem się w myślach, zauważając w tej samej chwili, że jestem już w znajomej okolicy. Zapłaciłem taksówkarzowi, a po chwili wchodziłem już do domu. Chwilę później, znalazłem na lodówce informację od Zacki'ego, że wyjechał na tydzień w "sprawach służbowych". Ucieszyłem się, że będę miał chatę na wyłączność.
—
Kilka dni później, dostałem telefon że mam się stawić rano na spotkanie, z moim "instruktorem". Kiedy się rozłączyłem, jęknąłem tylko pod nosem. Miałem akurat bardzo przyjemny sen, a ten kutas Nick, musiał mi go przerwać. "Niech cię szlag" - pomyślałem, wstając z łóżka. Miałem pieprzone pół godziny, żeby się ogarnąć. Zabrałem z szafy ciemno - niebieskie rurki, biało - błękitny tank top, fioletową koszulę i jasno - brązową bandanę, by jakoś ujarzmić moje włosy. Kiedy zszedłem na dół, wypiłem tylko trochę wody, nie mając kompletnie czasu na jakiekolwiek śniadanie. Nie byłem w sumie głodny, więc mało mnie to obeszło. Dziś musiałem wziąć brązowe sztyblety, ponieważ swoje czarne oddałem do czyszczenia. Przekląłem się za to w myślach. Idąc do drzwi, zgarnąłem z komody okulary przeciwsłoneczne, kluczyki i komórkę. Zasunąłem mieszkanie, po czym skierowałem się do garażu, do mojej pięknej, czarnej bestii. Land Rover - moja ulubiona marka. Były niezastąpione na każdym terenie. Rzadko jeździłem swoim wozem z jednej przyczyny - byłem leniwy. Wolałem wynajmować taksówki, po czym wpakować tyłek do auta i zostać zawiezionym tam, gdzie zechcę. Skąd miałem prawko, skoro miałem tylko 16 lat? Powiedzmy, że pewna osoba z Adolescents, pomogła mi je "zdobyć".
—
Minęło może pół godziny, kiedy znalazłem się na miejscu. Zaparkowałem obok jego auta. Wysiadłem z samochodu i szybko go zamknąłem. Odpaliłem papierosa i skierowałem się do wejścia na halę. — Cześć Panie nieznajomy. To kogo dzisiaj zastrzelimy? — zapytałem, a po chwili wybuchłem cichym śmiechem, uprzednio wyjmując papierosa ze swoich ust. — Tak. Tym razem, tak. — odpowiedziałem gasząc czubkiem buta niedopałek. Słuchałem tylko uważnie jego słów a kiedy skończył, od razu zabrałem się do "pracy". Ustawiałem się odpowiednio, celując w poszczególne tarcze. Przy trzeciej coś mnie jednak rozproszyło. A mianowicie on. Stanął zbyt blisko, paląc dziurę w mojej dłoni, swoim wzrokiem. Pistolet lekko mi się przesunął, przez co strzeliłem poza tarczę. — Kurwa. — sapnąłem do siebie cicho pod nosem. — Odsuń się kawałek. I nie gap mi się na ręce. To mnie kurewsko dekoncentruje. — poprosiłem. Nienawidziłem, kiedy ktoś tak robił. Wtedy zawsze coś musiało się zepsuć. Kiedy moje zadanie zostało zakończone, odwróciłem się w stronę nieznajomego. — Na drinka, powiadasz. Okej. Proponuję klub "Black & 7". Mają tam najlepszy alkohol. — zerknąłem na niego. — Spotkajmy się na miejscu o.. — wyjąłem z tylnej kieszeni swój telefon, chcąc sprawdzić godzinę. — 21. — schowałem komórkę z powrotem, unosząc wzrok. — To do zobaczenia później. — uśmiechnąłem się po czym ruszyłem do swojego auta. Oparłem się o maskę i odpaliłem kolejnego już dzisiaj papierosa. Zaciągnąłem się patrząc, jak chłopak odjeżdża z parkingu. Musiałem się wykąpać i przebrać, jeśli miałem iść do jednego z najlepszych klubów w Londynie. Kiedy tylko znalazłem się w środku, docisnąłem pedał gazu, by jak najszybciej wrócić do siebie.
—
W przedpokoju zastała mnie grobowa cisza. Tak jak zawsze, kiedy Zacka nie było w domu. Zjadłem coś, a potem skierowałem na górę. Miałem 2 godziny do spotkania, więc co najmniej pół godziny, postanowiłem poświęcić na prysznic. Moje spięte mięśnie i dość zimna skóra tego potrzebowały. Stałem tak pod gorącym strumieniem z przymkniętymi powiekami, opierając się o ścianę. Tego właśnie było mi trzeba. Jeszcze tylko trochę alkoholu i ten wieczór będzie na prawdę udany. Z białym ręcznikiem na biodrach, podszedłem ponownie do mojej ogromnej szafy, szukając czegoś odpowiedniego. Wreszcie po 5 minutach, znalazłem ciuchy idealne na dzisiaj. Czarne, obcisłe rurki z brązowym paskiem, brązowa, lekko prześwitująca koszula, z małymi, białymi kropkami, rozpięta do połowy. Na to zwykła, czarna, prosta marynarka. Całość zostanie dopełniona ciemno - brązowymi sztybletami. Strój świetnie współgrał z moją dość opaloną skórą, jak też z pogodą panującą na zewnątrz. Mamy listopad, a pogoda w tym miesiącu w Londynie, jest dosyć kapryśna. Kiedy już się ubrałem, ponownie wszedłem do łazienki. Nałożyłem trochę żelu na włosy i palcami uniosłem je do góry. Użyłem jeszcze swojej ulubionej wody po goleniu i nareszcie byłem gotowy. Do 21 miałem jeszcze 40 minut, więc spokojnie udałem się do auta, uprzednio zamykając mieszkanie. 20 minut później byłem na miejscu.
—
Wszedłem do lokalu i oddałem swoją marynarkę na przechowanie. W środku było bardzo ciepło, więc jej nie potrzebowałem. Przechodząc przez parkiet, poczułem zapach dymu papierosowego, mięty i narkotyków. Zapowiadał się ciekawy wieczór. Zacząłem rozglądać się wokół, szukając wzrokiem chłopaka. Kiedy tylko go zauważyłem, podszedłem do baru. — Witam Pana ponownie. Co słychać? — przechyliłem lekko głowę, zerkając na niego. — Ładne ciuszki. Zamierzasz dzisiaj kogoś wyrwać? — zapytałem, zaczynając się w międzyczasie bawić moim naszyjnikiem. Odpiąłem jeszcze jeden guzik koszuli, poprawiając się na stołku barowym. — Dla mnie na początek wódka z lodem. — powiedziałem, odwracając się w stronę chłopaka.
—
Jakichś kilka kolejek później, atmosfera bardzo się rozluźniła. Ten właśnie moment, zawsze podobał mi się najbardziej. Kiedy czujesz, że masz gdzieś dosłownie wszystko, a jedyne co cię interesuje, to dobra zabawa. — Idę tańczyć! — krzyknąłem do jego ucha i ruszyłem na parkiet. Muzyka była przyjemna i idealna do każdego tańca. Również za to, tak bardzo lubiłem to miejsce. Badałem swoje ruchy, przez pierwszych kilka minut. Potem, z każdą kolejną, czułem się coraz bardziej rozluźniony. Właśnie tego potrzebowałem. Odrywanie się od rzeczywistości, było moim ulubionym zajęciem. Poruszałem swoimi biodrami w rytm muzyki i przymykałem lekko oczy. Alkohol i adrenalina płynęły w moich żyłach, co podobało mi się najbardziej.
════════════════════════════════════════════════════════════════════════════════════
