JustPaste.it

Pierwsze kroki

Czułam się tak zmęczona tymi wszystkimi negatywnymi emocjami, że zasnęłam oparta o ramię Phary. Nie mam pojęcia jak długo spałam, ale obudziłam się w części sypialnej bunkra na łóżku z głową położoną na kolanach mojej partnerki. Uśmiechnęłam się. 

- Pobudka, wstawaj śpiochu. - zaśmiała się. Mimo, że podobało mi się, jak głaskała mnie po głowie i lekko czochrała włosy, uniosłam się do pozycji siedzącej. 

- A kto przed moim zaśnięciem mówił, bym odpoczęła? - zapytałam, po czym złapałam poduszkę i uderzyłam Fareehę prosto w twarz, obracając wszystko w żart. Oczywiście nie była mi dłużna, mi też się oberwało. Co gorsze, jedna z poduszek się podarła (mało wytrzymałe te poduszki coś) i pierza rozsypały się po łóżku, moim ubraniu i we włosy Egipcjanki. Zakłopotane tą sytuacją szybko próbowałyśmy to uprzątnąć. Z łóżka większość się udało. Miałyśmy iść i ogarnąć szybko swoje ubrania, jednak usłyszałyśmy dzwięk powiadomienia o prośbie lądowania. 

- Cholera jasna, oni to mają wyczucie. - mruknęła z sarkazmem Pharah na co odrzekłam również żartobliwie. 

- A my nie mamy wyczucia wcale moja droga. - po chwili żarty odstawiłyśmy na bok. Trochę stresowałam się spotkaniem tej Komandor. Mam dość jak Morrison się rządzi, co dopiero gdy będzie zamiast jednego dowódcy to dwóch! Skrzywiłam się lekko. Ze stresu zapomniałam o piórach w ubraniach. A Fareeha nie wyciągnęła wszystkich z włosów. Po chwili dopiero się zorientowałam, gdy ich statek wylądował w porcie naszego schronu. Gdy klapa samolotu Normandia się otworzyła, wpierw zobaczyłam Komandor Shepard w czarno-czerwonej zbroi oraz istotę z niebieską skórę u jej boku. Pharah jako ogromna fanka od dzieciństwa wszystkich dowódców zasalutowała. Ja natomiast po prostu się uśmiechnęłam. 

- Bardzo cieszymy się, że udało wam się dotrzeć bez problemu, komandorze. - przez chwilę widziałam wzrok czerwonowłosej na mnie i na Pharze, po czym na jej twarzy pojawił się cień rozbawienia. NO WŁAŚNIE! Została przywitana przez jakieś opierzone kury i pewnie zastanawia się co tutaj robi! 

- Eeeee... - zakłopotana Pharah podrapała się po karku. Tym razem ani ona ani ja nie wiedziałyśmy jak wytłumaczyć się z tego pierza. 

- Poduszki w sypialni nie są dość wytrzymałe. - po tych słowach strzeliłam face palma. Po co ja to w ogóle powiedziałam. Pharah wybuchnęła śmiechem, z kolei ja stałam obok niej zażenowana tą sytuacją. Po chwili jednak odezwała się Shepard oraz przybyli Jack Morrison, Ana Amari oraz... O nieee, Genji. 

- Witamy w OV-075... Mercy co Ci się stało? - zapytał po chwili Żołnierz 76.

Fareeha chyba przypomniała sobie moją poprzednią odpowiedź bo zaczęła się ponownie głośno śmiać. Postarała się opanować dopiero jak jej matka spiorunowała ją wzrokiem. Totalna parodia. W dodatku jeszcze Genji, który ciągle wykazuje zainteresowanie moją osobą. 

- Angela! Jak się ma najpiękniejsza kobieta na tej planecie? - zapytał, próbując podrywać. Popatrzyłam na niego, uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:

- Nie wiem. - zwróciłam się w strony Phary 

- Jak się czujesz? - zapytałam najpiękniejszą kobietę na Ziemi. Genji odrzucony mruknął tylko z niezadowolenia po czym oddalił się w głąb bazy. Nas czekało obmyślanie planu "polowanie". Byłam naprawdę ciekawa czy Jack pozwoli Shepard dowodzić i czy pozwoli jej dojść do głosu. Wszyscy razem ruszyliśmy do sali głównej, w której wcześniej rozmawiałam z Shepard. 

img_20200405_235149.jpg