Położyłam się wygodnie na ziemi. Tęsknię za swoją jaskinią. Niby gadałam cały dzień z Jessiką, pomijając lekcje, ale nie da się ukryć, że brak mi tego wszystkiego. Mój odwieczny problem. Będę tu tęsknię za tamtym i na odwrót. Nie mogę się doczekać aż plan Linet zadziała. Choć i tak będę odwiedzać tamte tereny. Nie usłuchana ja. Cicho zachichotałam. Zaczęłam sobie wspominać nasze przygody. Próbowałam usuwać z nich siwego, bo tylko psuł mi nastrój. Nagle podszedł do mnie nieznany mi basior.
- Cześć, o czym tak rozmyślasz? - Byłam zaskoczona. Nie często widuje się tu jakieś wilki, a zwłaszcza o tej porze.
-Nic ciekawego. Po prostu wspominam sobie. - Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę.Usiadłam. Basior zaczął merdać ogonem.
-Może porozmawiamy sobie o czymś...? Jak chcesz oczywiście.
-Chętnie. Potrzebuje towarzystwa. - Spojrzałam w górę. Dzisiaj pełnia.
- No... -spojrzał w górę- Mi też przyda się jakaś osoba do pogadania
-Nowy? Szybko polubisz resztę. Ja sama traktuję ich jak drugą rodzinę -uśmiechnęłam się w jego stronę. Przyjrzałam mu się. Wygląda na miłego, ale może się mylę?
- "Polubisz resztę"...Nie wydaje mi się...zaraz się z kimś pokłucę i skończy się na wyrywaniu sobie kłaków... -spojrzał w moją stronę. - Może z Maksiem albo Frost. Z nią pewnie byś nie wytrzymał -zaśmiałam się- Na pewno znajdziesz tu nie jednego przyjaciela.
- W sumie to nigdy nie miałem przyjaciół...Zawsze byłem jak ten...samotny wilk -zaśmiał się.
- W sumie to już masz jednego -uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę- Od teraz raczej nie będziesz tym ,, samotnym wilkiem" -zaśmiałam się
- Dobra ty jedna...moja przyjaciółka...Ale inni? Przecież ja się z nimi od razu pokłócę...
-Hmm... Trzeba mieć jednak nadzieję, że będzie inaczej prawda? -szturchnęłam go lekko uśmiechnięta. Zaskoczona zauważyłam, że się cofnął.
-Ciesz się, że jesteś dziewczyną...Gdyby chłopak mnie tak szturchnął leżał by zagryziony... -Zaśmiał się.
-Uuu już się boję -zaśmiałam się- Wierz mi, nie jedno przeszłam
-Uuu...współczuje...Chłopak cię uderzył? -wstał i zaczął chodzić wkoło
-Ha ha tak jakby. Ja wolę na niego mówić idiota, a dokładniej Siwy. Nie znasz i się ciesz. Przez tego gamonia często ląduje na granicy życia i śmierci -uśmiechnęłam się i wstałam.
-Gdybym go spotkał to wyrwał bym mu ogon, niech ma za swoje -uśmiecha się.
-Szkoda, że on go nie ma-płakałam ze śmiechu- To człowiek, chyba. Bynajmniej z wyglądu człowiek. Nie radzę Ci się do niego zbliżać samemu. Nie widziałeś go w akcji... -nagle spoważniałam.
-Pff...ja nie dam sobie z nim rady? Dziewczyno! Ty chyba nie widziałaś mnie z tej złej strony-usiadł dumnie na co nie dało się nie zareagować śmiechem.
-Wielki mistrz walki się znalazł. To TY nie widziałeś MNIE. Znam każde zaklęcie wymyślone przez wilka i człowieka, a i tak ledwo daje rade.
-Ja może nie znam zaklęć, ale za to mam silne szczęki, a w nich dwa rzędy ostrych jak brzytwa kłów! -znów wstał.
- Ach, oczywiście. Mamy i takich. A ja mam siłę w łapach i co mi to daje, gdy on zwiąże mnie łańcuchem i przyłoży kosę do gardła?
- Pff...Jak go kiedyś spotkam to... -zaśmiał się złowrogo.
- Musze tam być! Chcę widzieć jak go ,, powalasz" -śmieje się- Poza tym będę w pogotowiu, wiesz, tak jakbyś się przeliczył.
-Ja? Przeliczył? Śmieszna jesteś...Taki wilk jak ja nie czuje bólu, nigdy przenigdy -spogląda na księżyc.
- Możemy się założyć...tylko o co? - Jak wygram to... Zostaniesz sam na sam z Frost na godzinę i jej nie zaatakujesz.
-Dobra! -merda ogonem- Kiedy możemy zacząć?
- Ej ej powoli. A co jak ty wygrasz?
- To może być niespodzianka z twojej strony -merda ogonem jeszcze szybciej.
-O, czyli tak się bawimy? Ok. Zaczynamy od... dzisiaj.
Skoczyłam z zaskoczenia mu na ogon. Zero reakcji i oznak bólu. Usiadłam obok niego.
-Pff, miałeś jakoś zareagować a nie-przewracam oczami.
-Możemy jeszcze raz to zareaguje -uśmiecha się.
- Ten uśmiech mi się nie podoba... -cicho się zaśmiałam.
Uśmiechnął się wyszczerzając zęby
- Lepiej?
-Ani trochę, bo wyczuwam podstęp -śmieje się - No... ale dobra.
Wstałam i znowu wskoczyłam mu na ogon niepewnie.
- Ach...ty! -udawał zaskoczenie i połaskotał mnie ogonem w nos.
- Wiedziałam!- położyłam się na plecach obok niego i głośno śmiałam.Położył się obok mnie.
-Myślałem, że się z nikim nie dogadam...Ale z tobą rozmawia się całkiem dobrze.
- Ja od razu wiedziałam, że się dogadamy. Taki... instynkt?
- To na pewno przypadek- zaśmiał się.
- Ja ci dam przypadek -uderzyłam go lekko łapą i udawałam chwile urażoną, po czym zaczęłam się śmiać.
Udawał, że się drapie za uchem, ale wyciąnął kwiatek
- Proszę, to dla ciebie.
Wzięłam kwiatek i patrzyłam na niego zaciekawiona
- I co? On teraz tryśnie we mnie wodą?
-Nie, no coś ty... Taki bym dla ciebie nie był -merda ogonem
-Na pewno? -śmieje się.
-Na pewno- uśmiechnął się.
Patrzyłam na księżyc uśmiechnięta
- Tego było mi trzeba. Wilcze wzgórze, księżyc, gwiazdy, śmiech.
- Ja bym do tego dodał coś jeszcze, żeby było idealnie -merdał powoli ogonem.
- Co takiego?- spojrzałam na niego zaciekawiona
-Pocałunek! Przy księżycu i gwiazdach...tylko o tym pomyślałem...-odsunął się krok do tyłu.
- Ech, nie odsuwaj się. Tylko wiesz... ten pocałunek to zły pomysł. Już kogoś mam -uśmiechnęłam się lekko.
-Ooo kurczę...-odsunął się jeszcze w tył- Ale debil ze mnie...
- Wcale nie. Skąd miałeś wiedzieć?
- No...mogłem się domyślić...
- Nie mam ci tego za złe- cały czas się do niego uśmiechałam.
-Heh...ja już chyba jestem zmęczony...To...ten...ja już może pójdę...Do jutra! -pobiegł do lasu niedaleko.
Usiadłam i próbowałam wyłapać go wzrokiem. Niestety już go nie było widać.Patrzyłam na niebieski kwiatek, który dostałam i w stronę lasu- To na serio nie jego wina...-Wstałam i poszłam w stronę lasu. Mniej więcej domyślam się co on sobie myśli. Wchodziłam coraz głębiej w las. Doszłam do morza. Położyłam się nad brzegiem i włożyłam jedną łapę do wody.Cicho wzdycham. Słyszę coś z drugiej strony lasu, ale tym razem nie mam ochoty tam iść.Słyszę to coś coraz bliżej- Fajnie... kogo tu niesie?- Obracam głowę i szybko wstaje.
-Nie, nie, nie! Akira ty idioto! Miałeś być w wymiarze mroku -warknęłam na niego i stałam gotowa do walki.
Nagle zza krzaków wyskoczył Calus, ale nie zwróciłam na niego zbyt dużo uwagi.Skoczyłam na Akire i patrzyłam mu prosto w oczy
- Co kombinujesz?Bardzo dobrze pamiętam jego ostatnie wybryki.
- Jak już to Calus nie Akira- zły moment na nie jarzenie faktów według mnie. Ech zprzewracam oczami
- Calusie nie widzisz tego pana pode mną? To jest Akira. Mam nie miłe wspomnienia z nim związane.
Akira patrzył dziwnie najpierw na Calusa, a potem na mnie. Następnie rozpłynął się w powietrzu a ja spadłam na ziemię
- Głupek z niego-mruknęłam pod nosem.
- Może i tak...Ale ja jestem większym debilem...
-Mówiłam już, że nie -pocierałam łapą głowę.
- Słuchaj...C-chciałem ci tylko powiedzieć, że bardzo cię przepraszam...i ten...strasznie mi głupio...
Wstałam i podeszłam do niego
- Nie zadręczaj się już.
- Zachowałem się jak cham...No i jeszcze ten kwaitek...Ach! Nawet nie wiesz jak się z tym źle czuje...
-To było słodkie. Masz natychmiast przestać o tym myśleć. Mówię, że nic się nie stało, to tak jest.
- Ja już chyba będę tym debilem do końca życia...
- Ty ciągle o jednym-położyłam łapę na jego i patrzyłam mu prosto w oczy- Przestań choć na chwilę.
- Gdzie idziemy? -Nie mógł się powstrzymać od merdania ogonem.
-Hmm... Wiem, gdzie na pewno nie byłeś.
Teleportowałam nas do wymiaru, gdzie spędziłam dzieciństwo- Wymiaru Lśniących Wód
-Uważaj na ośmiornice. Ostatnio chcą mnie zabić-zaśmiałam się.
- Będę uważał- rozejrzał się niepewnie.
Szłam wesoło przodem i podziwiałam piękne wody tego wymiaru.Przewraca oczami
-Co my tutaj robimy?
- Zgadnij.
-Nie mam pojęcia, ale w tej chwili marze tylko o jednym...
- Mogę ci powiedzieć jedno. To idealna kryjówka przed moim nadopiekuńczym bratem. On to mnie po tej ucieczce będzie na smyczy trzymać -nie mogłam się powstrzymać i głośno się zaśmiałam.
- Super...tylko, że ja chce do domu...
- Ja jestem tak jakby w domu -spojrzałam na niego sprytnie i wskoczyłam do wody.
Głośno się śmiałam, gdy ośmiornica podniosła mnie ponad tafle wody-Teraz będzie zabawa. Usiadł, przyglądając się mi
- Grr...możemy już wracać...?
- I znowu będziesz marudzić, że jesteś debilem? -przewróciłam oczami.
W mojej łapie pojawił się miecz ognia, zabiłam ośmiornice i skoczyłam na brzeg.
- Może...Spochmurniałam. Złapałam go za łapę i teleportowałam nas do domu
- Proszę...
- Dziękuję- poszedł w stronę lasu.
Położyłam się na kamieniu, pod którym jest moja stara jaskinia i zamknęłam oczy.Ech, on to już się chyba nie wyluzuje... -powoli zasypiałam.