"Nasze miejsce jest tam, gdzie inni nie czują się bezpiecznie". Cztery posłanki z ulicznych protestów

Kacper Sulowski
28 listopada 2020 | 15:50
od lewej: Magdalena Biejat, Urszula Zielińska, Klaudia Jachira, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk 1 ZDJĘCIE

od lewej: Magdalena Biejat, Urszula Zielińska, Klaudia Jachira, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (Agencja Gazeta)

- Od posłanki PiS usłyszałam, że miejsce posła jest w Sejmie, nie na ulicy. Nie zgadzam się. Moje miejsce jest przy obywatelach, a więc tam, gdzie trzeba zapewnić im bezpieczeństwo - mówi posłanka Urszula Zielińska.
REKLAMA

 

 

 

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Warszawy? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter

W ostatnich miesiącach cztery posłanki spędzają więcej czasu na ulicznych protestach niż w sejmowych ławach. Informują zatrzymanych o ich prawach, umożliwiają kontakt z prawnikami, czasem chronią protestujących przed policją własnym ciałem.

Klaudia Jachira, Koalicja Obywatelska

Budzik nastawiałam zawsze na piątą. Z samego rana wsiadałam w autobus z Wrocławia do Warszawy, żeby zdążyć na godz. 14 na manifestację. Po marszu nocleg u znajomych, powrót następnego dnia. I tak przez kilka lat. Najpierw przyjeżdżałam na protesty organizowane przez KOD, potem te w obronie sądów, prokuratury i Trybunału. Jako obywatelka doceniałam działania posłów, którzy byli na zgromadzeniach. Z tamtego czasu najlepiej pamiętam Joannę Scheuring-Wielgus, Kamilę Gasiuk-Pichowicz i Michała Szczerbę. Kiedy postanowiłam, że chcę być posłanką, obiecałam sobie, że mandat będę sprawować blisko ludzi i będę tam, gdzie mnie potrzebują. Nie spodziewałam się jednak, że wspieranie protestujących będzie moim głównym poselskim zadaniem. Tak jest od sierpnia tego roku.

7.08.2020, Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście, posłanka Klaudia Jachira podczas blokady aresztowania aktywistki Kampanii Przeciw Homofobii.7.08.2020, Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście, posłanka Klaudia Jachira podczas blokady aresztowania aktywistki Kampanii Przeciw Homofobii. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Przychodzę, by obserwować, dokumentować i patrzeć policji na ręce. Kiedy widzę nieadekwatne środki przymusu, staram się interweniować. Czasem pomaga rozmowa z dowódcą. Kilka dni po ogłoszeniu wyroku "Trybunału Konstytucyjnego" protestujący zebrali się przed siedzibą Ordo Iuris. Było gorąco, postawy uczestników i policjantów były konfrontacyjne, ale razem z innymi posłankami udało nam się doprowadzić do pokojowego zakończenia. Nikt nie został zatrzymany.

 

REKLAMA

 

Kiedy widzę legitymowaną lub zatrzymywaną osobę, podchodzę, informuję, jakie ma prawa, pytam, jak się czuje i jak się nazywa. Często daję wizytówkę lub numer do prawników, którzy reprezentują zatrzymanych pro bono.

Co najmniej dwa razy protestujących broniłam przed policją własnym ciałem. Często robimy to wspólnie z innymi posłankami, wtedy szanse na odstąpienie od czynności przez policjanta są większe.

Podczas protestów otwieram biuro na Nowym Świecie. Można wejść, skorzystać z toalety, ogrzać się łykiem kawy, czasem nawet przenocować.

 

REKLAMA

 

Z jednej strony czuję, że muszę tam być. Z drugiej to cholernie przykre, że policja, od której wymaga się brania w obronę obywateli, tak nadwyręża nasze zaufanie, że pomiędzy kordonem a protestującymi musi stać poseł z legitymacją.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Klub Parlamentarny Lewicy

Nie, nie liczę. Pierwszą demonstracją z legitymacją poselską była kontrdemonstracja wobec Marszu Niepodległości w ubiegłym roku. Moja obecność na zgromadzeniach zintensyfikowała się latem, po aresztowaniu Margot - doszło wtedy do brutalnego zatrzymania kilkudziesięciu osób i mandat poselski pomógł w ich odnalezieniu na warszawskich komendach. Zostając posłanką spodziewałam się, że część mojej działalności będzie związana z interwencjami i ochranianiem protestujących - sama wywodzę się ze środowisk aktywistycznych i wiem, że wsparcie osoby z immunitetem bywa bardzo przydatne. Ale, szczerze, nie sądziłam, że będzie to tak znaczny element działań w ramach mandatu.

23.10.2020, Warszawa, al. Ujazdowskie, posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk interweniuje po zatrzymaniu mężczyzny przez policję w czasie marszu spod domu Jarosława Kaczyńskiego.23.10.2020, Warszawa, al. Ujazdowskie, posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk interweniuje po zatrzymaniu mężczyzny przez policję w czasie marszu spod domu Jarosława Kaczyńskiego. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

To, że posłowie i posłanki muszą wychodzić na ulice i pilnować, czy policja nie łamie prawa, to znak, że między państwem a społeczeństwem powstaje przepaść, którą trudno będzie zasypać. Jedno z najczęstszych haseł, jakie pojawia się na protestach brzmi: "Kiedy państwo mnie nie chroni, mojej siostry będę bronić". Te słowa odzwierciedlają uczucia wielu Polek i Polaków. Ludzie czują, że państwowe służby, które powinny działać dla ich dobra i bezpieczeństwa, coraz częściej stanowią zagrożenie. Obywatele tracą zaufanie do państwa i jego organów. Tym bardziej chcę w tym czasie być z nimi. Żeby czuli, że po tej “państwowej” stronie jest ktoś, kto ich wspiera i broni ich praw. Że państwo to nie tylko zła władza i jej służby.

Na każdy protest zabieram marker. Wypisuję nim na rękach protestujących - przede wszystkim młodych ludzi - numer antyrepresyjny, pod który można dzwonić w razie zatrzymania. Zorganizował go kolektyw Szpila - cudowne aktywistki, które współpracują z kilkudziesięcioma prawniczkami i prawnikami pro bono pomagającymi protestującym. Bardzo ważne jest informowanie uczestników zgromadzenia o ich prawach. O tym, że policja powinna zachowywać się proporcjonalnie do sytuacji i mamy prawo tego oczekiwać. O tym, że mundurowy przed przystąpieniem do czynności powinien podać podstawę prawną i faktyczną interwencji i że warto się tego domagać. A także o tym, by w razie zatrzymania mówić głośno swoje nazwisko, tak, by zapamiętało je jak najwięcej świadków. To pomaga w odszukaniu danej osoby po zatrzymaniu i zapewnieniu jej dostępu do prawnika.

Moja, nasza, praca podczas protestów nie kończy się wraz z rozwiązaniem zgromadzenia czy rozejściem się protestujących. Często przez wiele godzin później jeździmy lub wydzwaniamy po komisariatach w poszukiwaniu zatrzymanych. Staramy się dopilnować, by wszyscy adwokaci mieli dostęp do swoich klientów. Czasem wracamy do domu o czwartej, piątej rano - a prawnicy wciąż pracują, kolejnego dnia uczestnicząc w przesłuchaniach.

Strach o siebie czułam raz. Podczas pierwszego spontanicznego zgromadzenia po ogłoszeniu wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej. Na Żoliborzu policja była bardzo brutalna. Kiedy użyła gazu, byłam naprzeciwko kordonu policji. Nie oberwałam, bo koleżanka szybko wyciągnęła mnie za ramię. Widziałam, jak policja brutalnie zatrzymuje protestujących i nadużywa siły. Mundurowi nieraz mnie odepchnęli i przesunęli, ale to wszystko. Mimo wszystko czuję, że legitymacja poselska daje mi ochronę, na jaką nie mogą liczyć protestujące. Bardziej boję się o innych.

Magdalena Biejat, Razem, Klub Parlamentarny Lewicy

Rozumiem zagrożenie i nie próbuję być na siłę odważna. Ale tam, gdzie widzę, że mogę pomóc, staram się interweniować. Np. kiedy widzę użycie nieproporcjonalnych środków przymusu względem pokojowej demonstracji w obronie praw człowieka. W takiej sytuacji proszę o wskazanie dowódcy i próbuję z nim negocjować użycie innych środków. Czasem się udaje, czasem niestety nie. Na proteście na pl. Powstańców Warszawy mimo naszych poselskich interwencji policja doprowadziła do eskalacji konfliktu. W takich chwilach próbuję nawiązać kontakt z zatrzymanymi, dowiedzieć się, gdzie są przewożeni, by zapewnić im kontakt z prawnikami. Są też chwile, w których liczy się sama obecność i możliwość przedstawienia obiektywnej wersji wydarzeń, często sprzecznej z wersją policji.

18.11.2020, Warszawa, posłanka Magdalena Biejat potraktowana przez policję gazem podczas manifestacji przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego.18.11.2020, Warszawa, posłanka Magdalena Biejat potraktowana przez policję gazem podczas manifestacji przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Nie mam wątpliwości, że do sytuacji, w której się znaleźliśmy, doprowadził Jarosław Kaczyński. To on wykorzystuje policję jako zbrojne ramię partii przeciw obywatelom. To oburzające, a jednocześnie smutne, że jeden człowiek zrujnował wizerunek służby, która na zaufanie społeczne pracowała przez lata.

Razi mnie też brak przygotowania części policjantów. Mundurowi, którzy zabezpieczają protesty są często przewożeni z innych miast, to często młodzi ludzie, zaraz po szkole, którzy nie wiedzą, jak zachować się podczas eskalacji ulicznego konfliktu. Nie bez znaczenia jest też nowy charakter protestów, które organizują się spontanicznie i nie są dokładnie zaplanowane od początku do końca. Nie wiadomo do końca gdzie odbędzie się protest i jaką formę przybierze. To sprawia policji dodatkowe problemy w zabezpieczenia manifestacji, a pamiętajmy, że to ona odpowiedzialna jest za bezpieczeństwo ludzi.

Czy legitymacja poselska nadal ma znaczenie? Wierzę, że tak. I myślę tak nawet po tym, kiedy trzymając w ręce legitymację dostałam gazem w twarz. Liczę, że z tej i innych sytuacji, w których policja nadużywa przymusu będą wyciągnięte konsekwencje. Mam nadzieję, że stanie się to szybciej niż później.

Urszula Zielińska, Zieloni, Koalicja Obywatelska

Czy tak wyobrażałam sobie mandat poselski? Nie do końca. Sądziłam, że więcej czasu poświęcę choćby klimatowi i bioróżnorodności. Ale sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, sprawiła, że częściej jestem na ulicy, bo priorytetem jest jednak obrona podstawowych wartości.

Podczas ostatniego protestu przed sądem okręgowym, kiedy grupka protestujących usiadła na ulicy, a pozostali stali obok w geście solidarności, mundurowi w pewnym momencie zamknęli w kordonie wszystkich. Znalazłam dowódcę, poprosiłam o wycofanie części policji, by nie eskalować napięcia. Powiedziałam również, że protestujący chcą się już rozejść, o ile tylko policja otworzy kordon. - A jaką mam pewność, że wszyscy się rozejdą? - zapytał dowódca. Dałam mu słowo, bo takie zapewnienie usłyszałam od uczestników zgromadzenia. Kordon został otwarty, manifestacja zakończyła się w miarę pokojowo. Jednak napięta atmosfera na protestach pojawia się coraz częściej.

10.06.2020, Warszawa, posłanka Urszula Zielińska podczas pikiety przed Komendą Stołeczną Policji w związku z zatrzymaniem i przesłuchaniem aktywistki.10.06.2020, Warszawa, posłanka Urszula Zielińska podczas pikiety przed Komendą Stołeczną Policji w związku z zatrzymaniem i przesłuchaniem aktywistki. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Tak było też na pl. Trzech Krzyży, kiedy policja brutalnie zatrzymała i zaprowadziła do radiowozu jedną z dziewczyn. Protestujący - znów w geście solidarności - stanęli na drodze policyjnego auta i nie pozwolili mu odjechać, chcąc dowiedzieć się, dokąd policja wywozi ich koleżankę. Dopiero po chwili negocjacji dowódca pozwolił mi wejść do radiowozu, oczywiście za zgodą zatrzymanej. Tam mogłam choć trochę podnieść ją na duchu, a przede wszystkim dowiedzieć się, gdzie zostanie przewieziona, aby móc zapewnić jej pomoc prawną. Wtedy protestujący odeszli od radiowozu.

Niestety, coraz liczniejsze przypadki nadużywania kompetencji policji i przekraczania granic prawa spowodowały jednak, że zaufanie obywateli do służb zostało zrujnowane i będzie bardzo trudno je odbudować.

Niektórzy posłowie inaczej pojmują sprawowanie mandatu. Posłanki PiS mówiły ostatnio, że miejscem posła jest Sejm, nie ulica. Nie zgadzam się, moje miejsce jest przy obywatelach i tam, gdzie trzeba zapewnić im bezpieczeństwo. Dlatego czasem mam żal do koleżanek i kolegów o to, że nie ma nas tam więcej.

 

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, podziel się nim!
Dzięki Twojej prenumeracie nawet 5 osób może przeczytać ten artykuł.
Wybrana przez Ciebie osoba otrzyma na podany adres e-mail link z odblokowanym dostępem.  

Podany adres email nie jest przez nas przechowywany, używany jest jednorazowo tylko do przesłania dostępu do tego artykułu

Wyślij dostęp

 

 

INNE