10 lat walczył z azjatycka taniochą.Aż Chińczycy powiedzieli Mr.Wilk,chcemy zlec

10 lat walczył z azjatycką taniochą. Aż Chińczycy powiedzieli: Mr. Wilk, chcemy zlecać panu produkcję

 

 

 

Wiesław Wilk, Polak, do którego Chińczycy przyszli z biznesem
Wiesław Wilk, Polak, do którego Chińczycy przyszli z biznesem materiały prasowe
Wprawdzie na razie na małą skalę, ale będzie to rewolucja. Chińczycy chcą zlecać produkcję części elektroniki w Polsce. Opowiada o tym Wiesław Wilk, twórca polskiej marki Goodram, założyciel fabryki dysków ssd i pamięci komputerowych z Łazisk na Śląsku.

 


Do przełomu doszło latem tego roku podczas targów Computex na Tajwanie, to jedna z największych na świecie imprez poświęconych elektronice użytkowej i przemysłowej. – Otrzymaliśmy rekordową ilość zapytań od firm azjatyckich o możliwość zlecania produkcji układów pamięci w Polsce - mówi przedsiębiorca. Właśnie przygotowuje się do realizacji złapanych tam kontraktów.
- Oczywiście na razie nie ma mowy o zmianie globalnego trendu. Są jednak pewne branże gdzie takie działanie jest racjonalne - mówi dalej Wilk. Wymienia, Wielki Zderzacz Hadronów, systemy rozrywki w samolotach pasażerskich, system informacji wzrokowej dla pasażerów wiodącego europejskiego przewoźnika – to zaledwie kilka przykładów wykorzystania pamięci Goodram. Wszystkie one dotyczą tego roku. W każdym z tych przypadków jednym z głównych czynników decydujących o wyborze była jakość, nieosiągalna dla producentów z Azji.

Wilk z Atari
Jeszcze niedawno Wiesław Wilk był jak ostatni Mohikanin. Gdy większość marek przeniosła produkcję pamięci, dysków ssd i podzespołów elektroniki do tanich krajów Azji on był jedynym ich producentem w Europie Środkowo-Wschodniej. Wilk upierał się, że pozostanie przy jakościowych produktach, taniochę pozostawiając innym. Liczył, że nie wszyscy odbiorcy będą mogą sobie pozwolić na niską jakość idącą w parze z niską ceną.

W ten sposób dla Wilka i jego firmy otworzyła się ważna rynkowa nisza. Zajął się budowaniem układów pamięci, które stosowane są w urządzeniach, które nie mogą się szybko zepsuć. - Trudno wyobrazić sobie producenta samochodów, kosztujących kilkadziesiąt tysięcy euro za sztukę, że zaryzykuje masową awarię komputerów pokładowych po pół roku eksploatacji - dodaje prezes.

Wiesław Wilk zaczynał biznes na przełomie lat 80 i 90, gry w domach Polaków królowały komputery Atari. Jako student odlewnictwa pojechał na praktykę do niemieckiej firmy. Owszem, spędzał trochę czasu na gierkach, ale po powrocie do Polski postanowił, że założył serwis komputerów. Na rosnącym polskim rynku brakowało części zamiennych. W 1986 roku rozpoczął produkcję urządzenia Top Drive, służącego do przyśpieszania pracy stacji dysków i rozszerzania pamięci w Atari. Ponieważ zamówienia zaczęły napływać nie tylko od graczy, ale także z firm i urzędów, dlatego postanowił rozszerzyć działalność. W 1999 jego firma dostarczała już 70 proc. pamięci operacyjnych w Polsce. Wszedł we współpracę z firma Fuji, a następnie z liderami technologii Panasonic i Toshibą - światowym liderem technologii flash Uruchomił pierwszą w Europie w pełni zautomatyzowaną linię produkcji pamięci USB. Mimo to na rynku części komputerowych musiał ustąpić pola produktom importowanym z Azji. 

Wilk pytany jak ocalił firmę przed nieuchronnym mówi: – Firmy chińskie nastawione są na jak najtańszą produkcję, w imię której poświęcają wszystko inne. Jeśli nawet sprawdza się to jeszcze w przypadku “budżetowej” elektroniki domowej, to zupełnie nie działa w przemyśle. 

Jego zdaniem grono firm zachodnich, rozczarowanych współpracą z partnerami azjatyckimi będzie się powiększać. Naturalną reakcją będzie ichzwrot w kierunku Europy. W ślad za nimi ruszy część firm azjatyckich. Te bardziej przewidujące robią rozeznanie już dziś.
Może to dawne dzieje, ale tak wyglądała organizacja pracy chińskiej fabryki
Może to dawne dzieje, ale tak wyglądała organizacja pracy chińskiej fabrykiYouTube.com
Nie pracują za miskę ryżu
Trzeba było wielu lat i cierpliwości aby zamówienia powróciły do Europy. Przedsiębiorca nie ukrywa, że skorzystał na tym, że i w Azji rosną płace minimalne, co zwiększa koszty. Dla przykładu, w chińskim Shenzhen stawka minimalna to 2030 yuanów miesięcznie (dane z lutego tego), co w przeliczeniu daje kwotę około 1250 złotych. Nadal jest to mniej niż w Polsce, ale różnica maleje cały czas. Pomimo wzrostu kosztów pracy, problemy jakościowe w Azji zostały te same - mówi Wiesław Wilk.

Podejmując współpracę biznesową, firmy biorą również pod uwagę lokalizację produkcji i usług serwisowych. Położenie Polski w centrum Europy wpływa na jej przewagę nad firmami z Chin. Z punktu widzenia odbiorcy znacznie lepiej mieć producenta w pobliżu niż w dalekiej Azji - twierdzi prezes firmy produkującej dyski i pamięci  Goodram. W przypadku problemów technicznych nowy sprzęt może zostać wymieniony w kilkadziesiąt godzin. To duża różnica w porównaniu z kilkoma tygodniami oczekiwania na przypłynięcie kontenera - dodaje Wilk.