Życzliwość kierowców MPK

Jako jeden z użytkowników linii pojazdów miejskich w powiatowym mieście Kielce, zaniepokojony jestem całą tą sytuacją.

 

Kielce to jedno z powiatowych miast znajdujące się w województwie Świętokrzyskim. Niektórzy znają tą miejscowość z zasług klubu piłkarskiego Korona Kielce, inni zaś kojarzą to miasteczko dzięki Vive. Przechodząc jednak do rzeczy.

Zapewne każdy z nas czasem korzysta z usług linii miejskich, czasem jadąc do pracy, czasem to do sklepu. Przypadki są różne - w zależności od zapotrzebowania. Tak naprawdę jeździmy wszędzie - to taki rodzaj łopatologicznej "teleportacji". W dziesięć minut pojawiamy się w drugim miejscu. I faktycznie niektóre autobusy kieleckie przypominają wehikuły czasu. Do rzeczy jednak. Jako mieszkaniec tego wojewódzkiego miasta jestem nieco zawiedziony - dziś tym rozgoryczeniem chcę podzielić się z czytelnikami internetu.

Pierwszym problemem z jakim użytkownicy tras miejskich się borykają, jest "uprzejmość kierowców". Zabawny jest fakt, kiedy to kobiety z siatkami pełnych zakupów podejmują się biegu za autobusem, który de facto kursuje co godzina. Nic więc dziwnego, że gdy przypadkiem w kolejce wyskoczył problem, pani kasjerka miała zły dzień, bądź też ciężko było przejść na drugą stronę jezdni i z 15 minut zrobiło się 40, zdarzyło się potencjalnemu pasażerowi spóźnić. Bez obaw jednak! Kobieta widząc, że autobus nie odjeżdża, rozpoczyna biec. Możecie sobie tylko wyobrazić jej rozczarowanie, gdy kierowca zamyka jej drzwi przed nosem. Na reakcję pasażerów, odpowiedź jest prosta - "Jest regulamin, ja nie mam obowiązku wyczekiwać, aż jakaś baba przyleci z zakupami. Autobus przyjeżdża o konkretnej godzinie". Stąd pada pytanie - czy Kierowca ewidentnie nie wyczekiwał tego momentu, skoro na przystanku nikogo nie było? Od kiedy autobus włącza się do ruchu z otwartymi drzwiami i bez włączonego lewego kierunkowskazu? Od kiedy kierowca autobusu ma problem z włączeniem się do ruchu, gdy na prawym pasie nie jedzie autobus? Na te zarzuty odpowiedzi zwyczajnie nie ma.

Nikt nie potrafi także wytłumaczyć faktu, dlaczego autobus nie przyjeżdża, spóźnia się, bądź też omija przystanki. Pewnego pięknego razu wracając z siłowni wieczorową porą, doświadczyłem pewnego dziwnego zdarzenia - Kierowca zwyczajnie przejechał obok przystanku, na którym chciałem wysiąść. Mało tego, na przystanku była osoba, która do autobusu wsiąść chciała. Zareagowałem na to, gdyż skoro już płacę za przejazd, to chcę wysiąść tam, gdzie zamierzałem. No cóż - Jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt, gdy kierowca autobusu wysadził mnie na przejściu dla pieszych (Przecież regulamin wyraźnie mówi, że do autobusu pasażerowie wsiadają tylko i wyłącznie na przystankach, czyż nie?).

Kolejny przypadek, który przechylił szalę pełną goryczy. Dziś dzień zwróciłem uwagę na czas i uznałem, że ewidentnie spóźniłem się na autobus, więc nie ma sensu się spieszyć. Nie ukrywam, że byłem mile zaskoczony gdy autobus spóźnił się znacząco bardziej, niż bym tego mógł kiedykolwiek oczekiwać. Biorąc nogi za pas, dobiegłem do przystanku. Nie wiem natomiast, czy fakt, że zdążyłem, nie wprawił kierowcy w niezadowolenie. Ten bowiem przytrzasnął mnie drzwiami, gdy wsiadałem do autobusu. Nie potrafię tego pojąć, choć w zasadzie nie próbowałem - widywałem w autobusach bowiem rzeczy znacząco gorsze. Starając się zrozumieć - przecież mamy poniedziałek, a dobrze wiem jak ten dzień potrafi działać na mnie - Postawa godna pogardy, która zirytowała, spotkała się ze zrozumieniem. Zapomniawszy o tym, co kierowca odprawił, próbowałem usiąść, nie mniej jednak tutaj pojawił się kolejny problem, bo gdyż kierowca zahamował tak, jak gdyby liczył na to, że pasażerowie zwyczajnie się wywrócą. I faktycznie pewna pani nie utrzymała się na nogach. Zaoponowałem takiej jeździe i zdecydowanie wyraziłem swoje niezadowolenie. Pomogłem wstać starszej pani, po czym pełen złości - rezygnując z pisania skargi do ZTM - postanowiłem się podzielić moimi przeżyciami z internautami. Ci bowiem mają większą siłę przebicia, a przede wszystkim są nieco bardziej wyrozumiali.

Na zakończenie dodam, iż zdarza się trafić na kierowców życzliwych - Tym natomiast nie zależy na tym, by odbębnić trasę. Wiedzą, iż pracują po to, by innym żyło się lepiej. Wzorowi kierowcy są naszymi "małymi" bohaterami. Dzięki nim bowiem zdążamy na ważne spotkania, sprawdziany, zaliczenia. Tutaj nawet przytoczę sytuację, kiedy to jeden kierowca pełnił rolę taksówkarza. Pewnego pięknego dnia, kiedy to mój serdeczny przyjaciel był święcie przekonany, że autobus jedzie do Bukówki (ten wówczas jechał tylko do ulicy Wrzosowej), zapytał Kierowcy - To nie jedzie pan do Bukówki? - W odpowiedzi dostał tylko - A nie widać?! - Zrezygnowany chłopaczyna chciał wysiąść z autobusu. Kierowca zamknął mu drzwi przed nosem i... ruszył do Bukówki. Czymże jednak jest kropla w morzu chamstwa i prostactwa? Czym jest ten jeden bohater na dwudziestu frustratów, którzy niepowodzenia życia codziennego wyładowują na swoich pasażerach? I kiedy tak naprawdę nastanie dzień, gdy wsiadając do autobusu będziemy mogli się czuć równie bezpiecznie, co na pewnym gruncie? Już pomińmy fakt tego, że ta rupieciarnia ledwo się trzyma - Po co dodatkowo stwarzać zagrożenie niebezpieczną jazdą?

Na myśl przychodzi mi doskonały cytat - "Trochę wolniej".