Zmroziło mnie, gdy zrozumiałam o co chodzi w tej bajce.

A wszystko zaczęło się całkiem niewinnie. Zuza, moja niespełna dwuletnia córeczka, dostała pod choinkę książkę z bajkami, w której zakochała się od pierwszego wejrzenia.

 

Nic dziwnego, ilustracje są naprawdę śliczne i moje dziecko potrafi oglądać je godzinami. Przeglądając zazwyczaj opowiadamy sobie wymyślone historie, Zuzie jeszcze trudno jest się skupić na słuchaniu czytanego tekstu i woli bardziej aktywne opowieści.

Jednak pewnego wieczora Zuza była bardziej skłonna do czytania, i ze zdecydowaniem jakim może się wykazać jedynie dwulatek, oświadczyła że chce bajkę o syrence. Zaczęłam czytać i zimne dreszcze zaczęły biegać mi po plecach. Nie, nie było tam żadnych horrorów, chlastania siekierą, ani ścielących się na ziemi krwawych trupów. Było znacznie gorzej. Paskudne przekazy wsączające się wprost do podświadomości. Przyznaje się od razu, i to bez bicia, że mam bzika na punkcie metafor, symboli, sugestii, więc komentarze, że przesadzam albo patrze na wszystko z niewłaściwego punktu widzenia, mogą okazać się całkiem słuszne, ale... i tu zaczyna się cała zabawa.

Na pewno znacie bajkę o syrence, więc przypomnę ją tylko w kilku zdaniach. Śliczna syrenka mieszka szczęśliwie w wielkim oceanie. W pewnym momencie zauważa płynący statek, a na nim księcia. Rozpętuje się burza i książę wpada do wody. Syrenka ratuje go i z miejsca się w nim zakochuje. Uratowany książę budzi się na plaży i pierwszą osobą jaką widzi jest jakaś babeczka. Jest święcie przekonany, ze to ona go uratowała. Syrenka postanawia działać. Idzie do swojej babci i prosi ją o radę, a ta jej mówi, że tylko stara wiedźma może jej pomóc, ale to podstępna i niebezpieczna istota. Syrenka oczywiście idzie do wiedźmy, która mówi jej, że zrobi z niej kobietę i da nogi, ale każdy krok będzie wielkim bólem. Syrenka się godzi. Ale to nie wszystko, stara jędza zabiera syrence jej piękny głos i oznajmia na pożegnanie: pamiętaj, ale jak książę się z tobą nie ożeni, to rozpłyniesz się  w morskiej pianie. Syrenka godzi się na wszystko. Wypija napój i budzi się na plaży, a zamiast rybiego ogona ma już nogi. Książę ją dostrzega i zabiera ze sobą do pałacu, ale głowę ma ciągle zajętą szukaniem kobiety, która go uratowała. Bidna syrenka nie może mu powiedzieć, że to właśnie ona. W końcu książę znajduje kobietę, którą zobaczył na plaży i to z nią ma zamiar się ożenić. Syrenka popada w rozpacz. Na ratunek przychodzą jej siostry, dają nóż i mówią, że jak zabije księcia, będzie mogła wrócić z nimi do oceanu. Syrenka nie godzi się na ten czyn, skacze do wody i rozpływa w morskiej pianie.

A teraz kilka pytań.

Dlaczego syrenami są głównie kobiety, a właściwie pół-kobiety? W symbolach jungowskich woda kojarzona jest z podświadomością. Czy muszę przekonywać, że podświadomość i intuicja w bardzo naturalny sposób kojarzona jest z kobiecością? Mężczyźni błąkający się po polach podświadomości są rzadkością, chociaż nie mówię, że takowych nie ma.

Dlaczego syrena jest pół-rybą? Rybi ogon jako narząd, który pozwala swobodnie pływać, docierać w bardzo głębokie rejony, jednym słowem pozwala swobodnie czuć się w tym środowisku. Można powiedzieć, że jest symbolem intuicji.

Dlaczego pech, lub innymi słowy zakochanie, przydarza się najmłodszej syrence? Bo jest najbardziej niewinna, przy czym niewinność rozumianą nie jako „nic nie wiem o seksie” a raczej jako „widzę świat takim jaki on jest, nie przypisuję ludziom nadmiaru złych intencji” Syrenka wpada w szpony uczucia z chwilą gdy ratuje tonącego księcia. Stara psychologiczna prawda potwierdza, że im bardziej się w coś zaangażujemy tym bardziej nas to wciąga.

Dlaczego w ogóle go ratuje? Bo facet nie umie pływać, a metaforycznie rzecz ujmując, fatalnie znosi typowo kobiece środowisko podświadomości, symboli, emocji itp. Gubi się w tym nadzwyczaj szybko. Syrenka wyciąga go na brzeg. Oczywiście, facet jak to facet nie ma o niczym pojęcia. To też jest niezwykle prawdziwe. O ilu rzeczach, które robicie dla swoich facetów, on nie ma zielonego pojęcia?

Dlaczego syrenka chce wyjść z wody? Dlaczego godzi się na wyrzeczenie w imię bycia z facetem? Co w ogóle przekazuje ta bajka? Ja widzę tylko jedno: kobieta musi wyjść ze swojej skóry, co jest dla niej bolesne, zmienić swoją postać, by SPRÓBOWAĆ osiągnąć szczęście. Czy w ogóle jej się to uda, to inna sprawa.

Co robią stare baby w tej bajce? Zabierają poprzez udawanie, że dają. Są dwie, jedna to ukochana babcia syrenki. Więc co radzi jej ta mądra i ukochana osoba? Jakby nigdy nic, przyjmuje postawę typu: nie mogę ci pomóc, idź do wiedźmy. Udusiłbym taką babcie gołymi rękami. Niby niewiniątko, a pcha syrenkę w problemy. Drugą starą babą jest wiedźma. Ta postać przynajmniej jest jednoznaczna. Paskudna ale jednoznaczna. Daje jej nogi i zabiera słodki głos – żeby dziewczynie nie było za łatwo. Czy wy też odnosicie wrażenie, że młodym kobietom zbyt często zabierany jest ich głos? Jeśli ktoś jest zainteresowany zgłębieniem tego tematu, proponuję książkę „Biegnąca z wilkami”, rewelka.

Syrenka godzi się zapłacić ten lichwiarski procent, bo wierzy, że to postępowanie doprowadzi ją to do ukochanego. A do czego ją doprowadza? Zdecydowanie do zguby, bo książę wybiera kobietę, o której myśli, że go uratowała.

Czy syrenka musiała skończyć marnie? Niby nie, mogła zabić księcia i wrócić do oceanu, ale tak naprawdę wybór jest tylko pozorny.

Jakie nauki przekazuje ta baśń: wychodząc aktywnie na poszukiwanie swojego szczęścia, musisz odrzucić samą siebie, a i tak wybierze inną. O ludzie! Czy naprawdę chcę, żeby właśnie taką naukę z bajek odebrała moja córka?

Pech chciał, że tuż obok była Śpiąca Królewna. To dopełniło kielich mojego oburzenia, bo wtedy morał z tych dwóch bajek brzmiałby: leż jak deska, bo jak tylko się ruszysz, to skończysz marnie. Lepiej? Bo mi do tej pory włos na grzbiecie się jeży, a z gardła wydobywa się głuche wrrrr.

 

Aneta Zdrojewska