Żeby żyć

Włączyłem telewizornię... O matko kochana! Nabyłem, drogą kupna, gazet kilka... O żesz ty w mordę!

 

Wróciłem. Bo znów mnie gdzieś poniosło...

I co?

Włączyłem  telewizornię... O matko kochana!  Nabyłem, drogą kupna, gazet kilka...  O żesz ty w mordę!

W Afryce się coś tambylcom nie podoba. Że rządy nie takie. I prezydenty nie takie... No i zaraz mnie się wrodzona francowatość włączyła. A co to, czy one myślą, że inne to mają lepiej? Niech nie myślą i niech im się nie wydaje. To jest niepotrzebne do niczego. Ani też dla nikogo. A bywa, że boli...

Obamę... I Kadafiego...

W Polszcze? O matko boska z którego-bądź kościoła! I już sam nie wiem co jest najgorsze? Bo dobrego nie zauważyłem. No może tylko, że się Małysz jednak nie połamał. Tyle, że dobre to jest dla niego. Bo dla mediów wręcz odwrotnie... Złamanie byłoby zdecydowanie lepsze. A otwarte najlepsze. Nóg, rąk i kręgosłupa.

82cc1a0d08ff76d408e9e237e3f19be3.jpg

Fajnie, za to, było w Davos.

Miedwiediewowi i Putinowi przyśniła się zimowa olimpiada w Soczi. Soczi tak się do tego nadaje, mniej więcej, jak Zakopane z Murzasichlem. Ale sny niektórych mają zdolność sprawczą...

No i Miedwiediew, w tym Davos, namawiał panów od biznesu, by w Rosji i w Rosję inwestowali. A w Soczi to szczególnie. Że to niby Rosja i w Rosji... Na to jeden pan od biznesu wstał i powiedział. Tak przy ludziach innych. Świnia!

“Ja-żem zainwestował w Rosji dwadzieścia pięć milionów”. Nie pamiętam czego, ale chyba nie rubli? “I co? I żeście mi prawnika zabili”.
No tak mu, temu Miedwiediewowi, bezczelnie wygarnął.

Poszedłem po rozum do głowy. A, tym razem, nie długo szedłem... Wyłączyłem pudło. Wyrzuciłem gazety.

Syn w lutym ma ferie. I znów wyjedziemy.
W jasną cholerę.
Byle dalej od tego syfu.
Żeby znów nie dać się ubabrać.
Żeby  żyć.