Zamki z piasku

Marzenia większości kobiet, są niezwykle schematyczne; rzekłbym że identyczne. Najpierw związek, później ślub (kościelniak, żeby rodzina się nie bulwersowała) ciąża

 

Marzenia większości kobiet, są niezwykle schematyczne; rzekłbym że identyczne. Najpierw związek, później ślub (kościelniak, żeby rodzina się nie bulwersowała) ciąża i najchętniej dwie słodkie kruszyny, żeby koleżanki i ciocie nie dokuczały; jedno dziecko to za mało, ciocie są niezadowolone, koleżanki chwalą się kolejnymi dziećmi. Więcej niż trójka, to już pachnie patologią i czymś menelskim. Trzeba więc się dopasować w społeczne wzorce, zamknąć jadowite usta tym którzy o nas się "troszczą", dopytując ze słożliwym uśmieszkiem po raz tysięczny dlaczego nie mamy dzieci, i zrobić sobie twixa; chłopiec i dziewczynka, społeczny ideał. Wiadomo, dzieciaki trzeba odchować, wysłać na dobre studia, żeby nie odstawać od znajomych. Później jesień życia, choróbska, i... no właśnie, co dalej?


Pozwólcie że odpowiem na to pytanie. Dalej czeka na nas cierpliwie śmierć. Pani Śmierć która nie jest rasistką, i kosi życia zarówno białej, jak też czarnej i żółtej rasy. W oczach śmierci wszyscy jesteśmy tacy sami. Co na pewno głęboko oburzy patriotów, to fakt że Pani Śmierć nie ma baczenia na narodowość człowieka, i zaprasza do mroźnego tanga mortis Polaka, Negroazjatę i (nie, to niemożliwe, to antysemityzm!) Żyda. Nasze Polskie ciała się wyłączają, krążenie Polskiej, gorącej krwi ustaje, i to co uważaliśmy za Ja, jest wsadzane do drewnianej skrzynki (zbitej z dobrego, Polskiego drzewa), która spuszczana jest do ziemi (tej ziemi, Polskiej ziemi) w wykopany uprzednio dół. "Ja" toczy nierówną, skazaną na przegraną walkę z wijącymi się robakami; pod Stalingradem duszy toczy walkę którą przegrywa, i rozpada na nieestetyczne szczątki, i stajemy się niemymi świadkami ekskrementalizacji człowieczeństwa.


Hidżab smutku


Bliscy konsumowanego Ja, cierpią, pomstują, przyoblekają się w modną czerń. Ich Ja spowija hidżab smutku, przygnębienia; na chwilę świadomość własnej nietrwałości i przemijalności, przebija się poprzez społeczną hipnozę. Na chwilę. Ten ogień prawdy szybko gaśnie, w obłokach buchającej pary stresów codziennych. Nie mija wiele chwil, a bliscy zapominają o naszym Ja, w ziemi skrytym, jak miliardy innych Ja. Nasze potomstwo podzieli nasz los, to kwestia czasu. Nie mija kilka pokoleń, a pamieć o nas zostaje zgładzona. O nas, i naszych ukochanych przedmiotach, zainteresowaniach. Przepadnie Twój ukochany tedeik kombi którym woziłeś świniaka na kotlety, zniknie kolekcja puszek po piwie, wyparuje rodzinny sygnet skradziony przez bezwzględnego złodzieja, pseudonim "czas".


Wszystko mija, płynie w rzece czasu. Pamiętaj o tym w chwilach bólu, ale także w chwilach triumfu. Chwila gdy odczuwasz szczęście, wydaje się być rozkoszna i wszyscy do niej dążymy; ale to odbezpieczony granat; za chwilę wybuchnie. Cieszysz się, radujesz, i za chwilę budzi się Twój lęk; "a jak zdarzy się to i tamto, i szczęście zostanie mi zabrane?". Umysł jest jak śmierdziel albo smutas, rozwali każdą imprezę tak samo, jak jedna mała błyszcząca mucha gnojówka, zepsuje garniec pysznego miodu. I co dalej? rodzina, budowanie związku, ale jaki to wszystko ma naprawdę sens? imperia i cywilizacje padają jak domki z kart, zmieniają się jedynie słuszne religie, powstają nowe, coraz bardziej obłąkne ideologie; gdzie sens, znaczenie tego wszystkiego? w wierze? której? każda twierdzi że ma monopol na prawdę, i policzkuje rozum świętymi książkami, których papier płonie tak samo, jak zwykły, nie mający nic wspólnego ze świętością papier do pakowania kanapek.


United Kingdom


Kiedyś wracałem autobusem z dwoma facetami. Jednego znałem, gdyż jadąc do UK właśnie z nim jechałem. Wracałem z naszej drugiej, wymuszonej ojczyzny, gdzie na nielegalu pracowałem. Kierowca autobusu nie spełnił norm wypoczynku, więc mieliśmy wymuszony przystanek dwunastogodzinny. Chłopaki skombinowali flakon, więc miło spędzaliśmy czas na rozmowie i śmiechach; jeden z moich towarzyszy podróży, przemytnik papierosów i skórzanych kurtek (wszyscy pasażerowie autobusu na granicy w nich siedzieli, także i ja), mówił o swoim młodym synku. Bardzo chciał żeby został piłkarzem, sławnym i znanym. Powiedziałem w odruchu szczerości, że może jego syn będzie chciał zostać kimś innym? facet spojrzał na mnie przenikliwie, i powiedział że za te słowa mógłby mnie zabić. Grzecznie przeprosiłem, i piliśmy dalej. Zobaczcie jak żyją ludzie, jakie stawiają życiu warunki? jaka jest szansa na to, statystycznie, że jego chłopak będzie piłkarzem? i to najlepszym? a jak zechce być księgowym? dentystą? ojciec będzie zawiedziony. Dzieciak poczuje że ojciec go nie akceptuje, że skrzywdził swojego starego. Tymczasem ojca skrzywdził nie syn, a nierealne oczekiwania wobec niego. To ojciec skrzywdził syna, dokładnie tak.


Nasze dzieci i wnuki przeminą, imperia upadną, zmienią się kolorki na mapie; jaki więc sens ma budowanie związku, rodziny? wszystko skazane jest na zatracenie, i pogrzebanie w przepastnych głębinach czasu. Wszystko. I gdy chcesz budować pełen entuzjazmu, pamiętaj że budujesz nie dla siebie; będziesz musiał to zostawić. A i tak wszystko przeminie, nawet gruzy z Twojej budowli, którą w pocie czoła budujesz. Chwila gdy uświadomisz sobie, że budowanie tak naprawdę nie ma głębszego sensu, będzie chwilą gdy będziesz chciał chciała kogoś oskarżyć; i tym kimś będzie współmałżonek. Zawsze tak jest. To odwieczna, pieprzona norma.