Zakazać palenia ?

Palenie czy zakaz palenia - to przykład bardzo trudnego i bardzo ważnego problemu - granica pomiędzy wolnością jednostki a ograniczeniami wynikającymi z życia w grupie.

Zwolennik prawa do palenia mówi "wara od mojego samochodu i mieszkania". Czy także wtedy, jak we własnym mieszkaniu zacznie mordować ? Czy jak puści w swoim prywatnym mieszkaniu radio na cały regulator, to też wara ?

 

Palenie papierosów ma kilka aspektów, których palacze nie są w stanie wybronić:

1. palacz częściej choruje a płacić za to musi podatnik. Ogólnie świadome szkodzenie sobie a potem wyciąganie łapy po pomoc - to chyba trudno zaakceptować. Palacz powie na to, że płaci akcyzę – ale:

  • z żadnego prawa nie wynika, by akcyza szła na zwalczanie skutków palenia
  • nikt tego nie policzył, czy per saldo mimo akcyzy do palaczy się dopłaca czy nie, moim zdaniem dopłaca się.
  • nie należy ograniczać się tylko do liczenia kasy, są koszty inne – kulturowe, demograficzne, pracownicy branży palenia produkują papierosy zamiast zrobić coś pożytecznego itd.
  • palacz z racji palenia korzysta z dodatkowej pomocy, bo przecież korzysta z pomocy jak każdy z nas, np. jak złamie nogę.

 

2. żeby nie wiem w jaką dziurę palacz się schował, to dym w końcu wyjdzie na zewnątrz i zatruje środowisko czyli także mnie. A na to ja się nie zgadzam. Rozumiem, że nie da się uniknąć zatruwania środowiska, chyba nikt nie nawołuje do rezygnacji z elektryczności, ale co innego konieczność a co innego świadome i bezcelowe szkodzenie.

 

3. Większość ludzi nie pali. Ja z daleka omijam lokale, w których można palić. Jeśli więc z lokali znikną palacze to pojawią się w zamian tacy jak ja, w sumie może się okazać, że restauratorzy na tym skorzystają. Wreszcie można będzie iść z rodziną w niedzielę na obiad do restauracji, przy okazji spacer w parku, zamiast siedzieć w domu i gotować obiad a potem durna telewizja. A poza tym nikt palaczowi iść do lokalu nie zabrania - byle nie palił.

 

4. palacz śmierdzi i już, więc co z wchodzeniem do tramwajów, autobusów, wind itd.

 

Palenie to jak narkotyzowanie się, tylko działa wolniej. A w kwestii uciążliwości dla otoczenia to palenie jest gorsze od narkotyków. Więc kłótnie będą trwały póki nie określimy tej granicy pomiędzy wolnością jednostki a życiem w grupie. Moim zdaniem walczyć z paleniem i narkomanią należy tylko finansowo – chcesz robić coś czego społeczność nie chce – płać. Tym więcej im bardziej jest niepożądane to co robisz. Ustawa zawsze jest głupia, zawiera wyjątki i w końcu da się ją obejść (co do obejścia – Unia wprowadziła zakaz produkcji tradycyjnych żarówek. Ostatnio czytałem, że jakiś Niemiec wpadł na pomysł, jak to ominąć – wyczytał, że żarówka 95% energii zużywa na grzanie a nie na świecenie, więc teraz produkuje żarówki w Chinach a w Unii sprzedaje je jako „kuliste urządzenia grzewcze”).