Zaginięcie podszyte głupotą

Z niecierpliwością, jak wielu Polaków zapewne, czekałem na wieści o losach polskiego deskarza ze spadochronem, zaginionego na Morzu Czerwonym. Zastanawiałem się, dlaczego trwa to tak długo, przecież powinni wiedzieć, być przygotowani na ewentualną porażkę w próbie przepłynięcia Morza Czerwonego, w jakiś sposób asekurować, czuwać…

4c3b502fcb3d6d795c2de1f977d7634e.jpg

Tymczasem słuchając wypowiedzi przyjaciół owego deskarza, również kitesurferów i jego samego, zrozumiałem, że to kompletni ignoranci, nie widzący nic złego w swojej (w tym przypadku kolegi), kompletnej amatorszczyźnie, ignorancji władz (w tym przypadku innych krajów), itp.

Zaginiony i odnaleziony kitesurfer na słowa o wielkiej akcji ratunkowej, zorganizowanej przez Arabię Saudyjską, stwierdził „oskarżająco", że akcja jeśli była wielka, to zapewne medialnie, a nie realnie, tymsamym „oskarzając" Saudyjczyków o zbyt małe zaangażowanie. Jak za skierowanie do akcji kilkuset ludzi, szesnastu statków i dwóch śmigłowców, wspaniałe podziękowanie dla Saudyjczyków. Tylko jakieś znajome, bo naszego rodaka. I dlaczego mnie to nie dziwi?

Ów deskarz owszem, poinformował o swym planie przepłynięcia morza…, Polską Ambasadę w Arabii Saudyjskiej, na parę godzin przed rozpoczęciem wyprawy – mailem(!) Ale to dopiero początek ignorancji. Nie miał żadnych zezwoleń władz obydwu krajów, w tym zgody na przekroczenie granicy między obydwoma krajami. Egipcjanie określili całą sprawę, jako przejaw skrajnej głupoty i nie sposób się z nimi nie zgodzić!

Jego koledzy ze środowiska kitesurferów, twierdzą, jakby tłumacząc brak zezwoleń, że trzeba podejmować szybkie decyzje. To kolejna bzdura podszyta kompletnym brakiem odpowiedzialności, a nawet głupotą! Za szybkie decyzje (np. nielegalne przekroczenie granicy), można iść do więzienia, szczególnie w tamtym rejonie świata. Wszyscy inni sportowcy sportów ekstremalnych najpierw starannie przygotowują się do wykonywania swoich wyczynów, nie zaniedbując najmniejszych szczegółów. Jak ktoś wstanie rano a po południu postanowi dokonać jakiegoś karkołomnego, niezwykłego wyczynu, w dodatku w obcym kraju, a nawet krajach, to może najpierw powinien zostać przymusowo skierowany na jakieś szkolenia z… geopolityki, nie wiem, geografii…, a przynajmniej na lekcję o tym, gdzie jest, a gdzie nie ma strefy Schengen, do jakich krajów potrzebujemy, a do jakich nie, wiz. To jest najdelikatniejsza sugestia, bo jest jeszczeo wiele prostrza, ale i skuteczniejszaa - lekarz specjalista, ale tematu nie będę rozwijał, wszak wiadomo o co chodzi.

Nieziemsko wkurzyła mnie inna wypowiedź polskiego kitesurfera. Otóż na pytanie „Kto za to zapłaci”, z rozbrajającą szczerością odpowiedział: „Od tego są służby morskie”.

No jasne, od ratowania i płacenia za debili-turystów, albo debili-narciarzy są GOPR-y, za głupotę i ignorancję kitesurferów i innych deskarzy na morzu, powinny płacić służby morskie, a oni są od szerzenia, podejmowania i realizowania swoich idiotycznych, skrajnie nieodpowiedzialnych wyczynów: „Oto jesteśmy! Świrujemy sobie jak nam się podoba, a reszta guzik nas obchodzi! A co!”.

Kiedy wreszcie temat ubezpieczeń od takiej głupoty, podejmowany co jakiś czas, przy okazji jakiejś tragedii w górach, czy na morzu, znajdzie swój szczęśliwy finał? Może już najwyższy czas? GOPR-y ciągle cierpią na niedofinansowanie, szpitale zresztą też, dobrze by było część opłat za takie ubezpieczenia, przekazywać właśnie na służby ratownicze.

Na szczęście dla nas, podatników, w tej sprawie Arabia Saudyjska zdobyła się na filantropię. Zważywszy na formę podziękowania „głupiego” (jak określili jego wyczyn Egipcjanie), polskiego kitesurfera, jest to rzeczywiście filantropia najwyższej próby.